Oscar Pistorius kontra sprawiedliwość, czyli wyścig stulecia w RPA

Rok temu w walentynki Oscar Pistorius zastrzelił narzeczoną i rozstrzelał swój mit sportowca ponadpodziałami, chłopaka który oszukał przeznaczenie. W poniedziałek zaczyna się jego proces. Dla RPA - proces stulecia

On był bohaterem, milionerem, sprinterem, który na protezach dobiegł do mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, jedną z najbardziej rozchwytywanych gwiazd sportu. Ona, Reeva Steenkamp, znaną w RPA modelką. Byli ze sobą od trzech miesięcy. Rano 14 lutego 2013 roku Oscar Pistorius strzelał do niej nad ranem w swoim domu w Pretorii, przez drzwi łazienki. Zginęła z jego ręki i tego Pistorius się nie wypiera. Ale przekonuje, że to nie było morderstwo. Był pewien, że za drzwiami łazienki stoi włamywacz, a nie Reeva. Ona miała leżeć w łóżku, po romantycznym wieczorze.

Prokuratorzy nie dają temu wiary, oskarżają go o morderstwo z premedytacją. Obrona przekonuje, że Oscar nie wiedział, co robi. Oskarżyciele: że to nie był żaden romantyczny wieczór, przed zabójstwem była głośna kłótnia narzeczonych, niedługo przed strzelaniną Oscar oglądał na smartfonie strony z pornografią, a po strzelaninie, gdy zadzwonili zaniepokojeni pracownicy firmy ochraniającej jego dom, uspokoił ich, że wszystko jest w porządku. Jednym z kluczowych dowodów może być inny telefon Oscara, zablokowany iPhone, i zapisane tam wiadomości i połączenia z ostatnich godzin przed strzelaniną. Ale do danych nie można się dostać, Pistorius przekonuje, że zapomniał hasła. Śledczy skontaktowali się przez FBI z przedstawicielami Apple, żeby pomogli złamać kod. Prokuratura żąda dla Pistoriusa dożywocia. To oznacza, że po wyroku Oscar nie wyszedłby na wolność wcześniej niż po 25 latach. Nie ma w RPA kary śmierci.

Prawda ekranu, prawda Twittera

Oscar odpowiada z wolnej stopy, po zwolnieniu z aresztu mieszkał u rodziny. Z okazji rocznicy wydarzeń przerwał długą ciszę medialną, wydał oświadczenie. Napisał że strata Reevy i "trauma tamtego dnia będą mu towarzyszyły do końca życia". Co nie zmienia faktu, że ma już nową miłość, Leah Skye Malan, poznaną na urlopie w Mozambiku. Tabloidy wytropiły, że już został przedstawiony jej rodzicom i jak relacjonują, ciepło przyjęty.

Wyrok wyda sędzia Thokozile Masipa. Ona też jest medialną gwiazdą, dopiero drugą w RPA czarnoskórą sędzią (od 1998 roku), znaną z surowości wobec mężczyzn sądzonych za przemoc wobec kobiet. Na liście zgłoszonych świadków - ekspertów, krewnych ofiary i zabójcy, sąsiadów - jest aż 107 osób, w tym Pistorius. Jeśli ma zostać wezwany do złożenia zeznań, musi to zgodnie z południowoafrykańskim prawem zrobić pierwszy. Nic dziwnego, że podczas przygotowań do procesu najgorętszy spór dotyczył tego, czy na sali mogą być mikrofony i kamery. Wygrali zwolennicy transmisji, a samo ogłoszenie decyzji przez sędziego Dunstana Mlambo było relacjonowane na żywo. Nieograniczone transmisje z procesu będzie mogło nadawać tylko radio. Telewizja dostała pewne ograniczenia: nie wolno pokazać zeznań Oscara i świadków obrony, każdy z pozostałych zeznających też może sobie zastrzec, że nie chce, by jego twarz była pokazywana. Sygnał TV będzie nadawany z kilku dyskretnie rozmieszczonych kamer, które nie mogą robić zbliżeń, używać dodatkowego oświetlenia, itd.

Jedna z południowoafykańskich telewizji założyła specjalny 24-godzinny kanał poświęcony wyłącznie sądowi nad Pistoriusem. Reporterzy zjechali z całego świata. Biuro prasowe Pistoriusa założyło na Twitterze konto @OscarHardTruth z mottem "Prawda przeważy. Niewinny, póki wina nie zostanie udowodniona" i wiadomościami stawiającymi Oscara w korzystnym świetle. Przyjaciele zamordowanej też mają swoje konto @JusticeforReeva. I każdy ma swoją prawdę o tym, co się działo i będzie dziać.

Oscar przyciąga miliony

Niewykluczone, że prawda i kłamstwo będą się na sali ścierać miesiącami. W pierwszym podejściu sąd ma czas do 20 marca. Jeśli nie zdąży, będzie musiał zwołać kolejną część procesu, a potem kolejne, jeśli zajdzie potrzeba.

Pistoriusa stać na najlepszych prawników. W sporze z Międzynarodową Federacją Lekkoatletyczną (IAAF) o dopuszczenie do startów z pełnoprawnymi sportowcami miał za sobą sztab adwokatów, naukowców - bo w tamtej sprawie wszystko rozbijało się o analizę, czy protezy dają mu jakąś przewagę, czy tylko wyrównują szansę - których wynagrodzenia sięgnęły 1,5 mln dolarów. Jest z bogatego domu, ale to na bieganiu zarobił miliony, jego opowieść o przekraczaniu barier niepełnosprawności sprawiła, że sponsorzy go pokochali. Reklamował Nike, Oakley, British Telecom i wiele innych firm.

Był świetnym ambasadorem - dla nich, dla sportu, dla walki niepełnosprawnych o prawo do pełni życia. Stał się narodowym bohaterem RPA, białym bohaterem, co ważne. Ale stał się też największą obok Usaina Bolta gwiazdą lekkoatletyki. Pokonał IAAF przed sądem, wystartował z pełnosprawnymi czterystumetrowcami najpierw w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Daegu, a rok później na igrzyskach w Londynie.

Alergia na współczucie

Urodził się bez wykształconych kości podudzia, wcześnie stracił matkę, która się opiekowała nim i rodzeństwem samotnie, bo ojciec zostawił rodzinę. Ale zawsze bił od niego optymizm. To będzie dziwne doświadczenie, oglądać go od poniedziałku na sali sądowej zabiegającego o współczucie. Bo to co robiło największe wrażenie w wywiadach z nim, to właśnie alergia na współczucie, o litości nie wspominając. Mówił, że czuje się sprawny, cieszy się tymi 95 procentami które dostał, a nie pięcioma, których mu brakuje.

To był chłopak z niezwykłą charyzmą, potrafił być ujmujący, choć po zabójstwie Reevy pojawiało się coraz więcej opowieści, że miał bardzo gwałtowny charakter. Dowcipny, zawsze z jakąś anegdotą pod ręką. Najchętniej - oswajającą temat protez. Rozmawialiśmy dwa razy, gdy przyjeżdżał do Polski, opowiadał ze swadą o różnych swoich protezach. Że nazywa je nogami do biegania, nogami na imprezy, nogami do gry w golfa. Opowiadał jak się kiedyś bawił taką nogą z portem USB i wbrew ostrzeżeniom podładował na niej swój telefon, rozładowując baterie napędzające mechanizm protezy. Śmiał się, że opowieść o niepełnosprawności świetnie się sprawdza przy podrywaniu ładnych mam dzieci, które są zaciekawione protezami.

Taka RPA nie istnieje

To wszystko, co ubarwiało opowieści o nim: bzik na punkcie broni, polowań, ciągła pogoń za szybkością, ryzykiem i adrenaliną, teraz ma świadczyć przeciw niemu w procesie. Oscar-symbol południowoafrykańskiego pojednania stał się, co świetnie opisał Jonny Steinberg w "Guardianie", symbolem południowoafrykańskich konfliktów i zepsucia. Symbolem Afrykanera, który się wychował w przeświadczeniu, że jest panem świata. Symbolem wszechobecnej przemocy wobec kobiet w kraju, w którym średnio co osiem godzin kobieta ginie z ręki męża lub partnera. A jego proces, pod ostrzałem kamer, niektórzy południowoamerykańscy publicyści nazywają szansą na zwrócenie uwagi, co się dzieje w procesach pospolitych, gdzieś w podrzędnych sądach. Tam gdzie czarni mieszkańcy RPA, skazani na byle jakich prawników, traktowani pogardliwie przez sędziów, doświadczają, że ich prawo do obrony staje się fikcją. Sąd nad Pistoriusem to będzie, piszą, film o RPA która nie istnieje. Ale i tak wszyscy będą patrzeć.

Więcej o: