Lekkoatletyka. Drodzy królowie sportu

Gwiazdy lekkoatletyki na finanse narzekać nie mogą. Te największe dostają za jeden start nawet 100 tys. euro. Ci, którymi nie interesują się sponsorzy, czasami startują za darmo.

Organizatorzy środowego Pedro's Cup z jednej strony chcieli, żeby tyczkarki, tyczkarze i kulomioci osiągnęli jak najlepsze wyniki, z drugiej drżeli, by nie padł rekord świata, bo wówczas impreza zamknęłaby się na minusie. Szefowie bydgoskiego mityngu milczą jak zaklęci, ale gdyby Jelena Isinbajewa pobiła 28. swój rekord globu, zgarnęłaby 100 tys. dol. Stawki na całym świecie są podobne, wiele zależy od widowiskowości konkurencji, nazwiska potencjalnego rekordzisty oraz preferencji sponsora.

To wszystko ze startującymi gwiazdami uzgadnia dyrektor sportowy zawodów. W Bydgoszczy Rosjanka rewelacyjnego wyniku osiągnąć nie mogła, bo to dopiero początek sezonu, a 30-letnia tyczkarka wraca po blisko trzech latach nieudanych startów. Wybrała zresztą Polskę, a nie weekendowe zawody w Doniecku, bo - jak sama mówi - lubi tu przyjeżdżać, a na Ukrainie zaliczyła już naście startów.

Przyjazd jej się opłacał, bo gwiazda takiego formatu mogła liczyć nawet na 30 tys. euro. Gdyby przyjechała, a z jakichś powodów nie wystartowała lub nie zaliczyłaby żadnej wysokości, za tzw. promocję imprezy dostałaby połowę stawki. Rekordowe polskie "startowe" to 100 tys. euro. Tyle zażyczył sobie jamajski sprinter Asafa Powell.

Pieniądze w królowej sportu to temat tabu. Każdy strzeże negocjacyjnych tajemnic, by w przyszłości osiągnąć korzystną dla siebie cenę. Wszystkim zajmują się menedżerowie.

W polskiej lekkoatletyce tak naprawdę jest ich dwóch - Czesław Zapała, który dba o interesy m.in. Tomasza Majewskiego, Piotra Małachowskiego, Adama Kszczota, Anity Włodarczyk czy Marcina Lewandowskiego, oraz Janusz Szydłowski, który opiekuje się resztą śmietanki polskiej lekkoatletyki. - Dzielimy się między sobą zawodnikami, trudno mówić o rywalizacji. Moi przechodzą do Janusza, jak było to z Pawłem Wojciechowskim, jego do mnie, jak stało się z Anitą Włodarczyk - opowiada Zapała.

Menedżerowie podkreślają, że Polacy wreszcie zaczęli być w cenie. Zapała: - Kiedyś traktowano ich inaczej. Teraz zawodnicy mogą zarobić za start 10 tys. dol., choć bywa, że startują za darmo, kiedy muszą np. zbierać punkty do rankingu.

- Za moich czasów stawki były podobne, ale inna była siła nabywcza startowego - wspomina Artur Partyka. - Ja mogłem kupić nowy samochód za dwa starty, obecnym lekkoatletom będzie o to trudno. My mieliśmy także większe szanse na kontrakt ze sponsorem technicznym. I to taki, że dostawaliśmy do 100 tys. dol. z wszelkimi bonusami oraz oczywiście sprzęt.

Teraz niektórzy mają problem, by w ogóle doprosić się o strój startowy. Jeśli nie mają nazwiska, za spodenki, koszulki czy buty muszą np. objechać kilka imprez promocyjnych organizowanych przez polską centralę producenta.

Ale są i szczęśliwcy. Wielu lekkoatletów z grupy Zapały podpisało kontrakty z Orlenem. A te opiewają na kilkaset tysięcy złotych rocznie. Najbardziej rokujący objęci są ministerialnym programem "Londyn 2012", więc na przygotowania nie wydają nawet złotówki. Jeśli zdobędą medal, mogą liczyć na premie od związkowych sponsorów. Producenci sprzętu wprost marzą, by ktoś ze znanych sportowców założył ich buty.

Odległość między grupą lekkoatletów pożądanych a mało interesujących jest naprawdę niewielka. Bardzo szybko pokonał ją ostatnio 800-metrowiec Adam Kszczot, który w krótkim czasie stał się prawdziwą gwiazdą na stadionach i w mediach. Jest elokwentny, potrafi zbić z pantałyku nawet najbardziej doświadczonych dziennikarzy, ale przede wszystkim ma wyniki i rokuje na medal igrzysk w Londynie.

Na drugim biegunie są np. sprinterzy. Jedna z najszybszych biegaczek w Polsce, Marika Popowicz (11.38 s. na 100 m, brązowa medalistka mistrzostwa Europy w sztafecie z 2010 r.), przegrała igrzyska w Pekinie przez falstart. Teraz mozolnie ćwiczy na obiektach bydgoskiego Zawiszy, by wyjechać do Londynu. Ze sprzętem jej się nie przelewa, ostatnio wynegocjowała w sklepie jednej z sieci handlowych trzy sportowe ciuchy.

Sportowcy o polskich korzeniach robią karierę w USA

Więcej o: