Rekord Czapiewskiego zagrożony? Kszczot biega coraz szybciej: To zabawa na pełen etat

Od soboty najszybszym Europejczykiem w biegu na 800 m jest w tym roku Adam Kszczot. Polak pobił w Rieti rekord życiowy, do rekordu Polski zbliżył się na zaledwie 0,08 s.

Mityng we Włoszech zaplanowano pod Davida Rudishę, kenijskiego rekordzistę i mistrza świata, który przed rokiem w zaledwie tydzień najpierw rozprawił się z 13-letnim rekordem globu Wilsona Kipketera, a później pobił swoje osiągnięcie. A że było to właśnie na szybkiej bieżni w Rieti, gdzie wybiegał 1.41,01, zapragnął jeszcze poprawić swoje osiągnięcie.

Nie poprawił, choć uzyskał w sobotę najlepszy wynik w tym roku. Nie grał również pierwszych skrzypiec ani na kolacji, ani na bankiecie. Rolę bohatera przejął 22-letni Kszczot, który przybiegł co prawda za Rudishą, ale to przy jego nazwisku i wyniku 1.43,30 wyświetliły się magiczne litery "PB", czyli personal best. Do osiągnięcia Pawła Czapiewskiego, który od 10 lat dzierży rekord Polski i dziewiąty wynik w historii Europy, zabrakło mu ledwie 0,08 s.

- Zależało mi na efektownym zakończeniu startów i pobiciu rekordu życiowego, tak jak zrobiłem to u progu sezonu. Cieszę się, bo mocno na to pracowałem. Co do bankietu, nic nadzwyczajnego. Bardziej chodziło mi o kolację - opowiada "Gazecie" biegacz RKS Łódź, który spieszył się, by jeszcze przed północą zacząć wypoczynek.

Znając determinację i zadaniowe podejście do życia, rekord Polski jest zagrożony. A jeśli jeszcze spełnią się zapowiedzi Kszczota, zostanie mocno wyśrubowany.

- Trzeba w sobie wypracować mechanizm: ustalamy cel i go osiągamy. Najpierw te proste zadania, krótkoterminowe, później te dalsze, na wielkie imprezy, do których chcemy dojść nie najłatwiejszą, ale najlepszą metodą. Właściwie powinien tak robić każdy, zarówno osoby zaczynające przygodę z lekkoatletyką, jak i te, które już poznały smak królowej sportu, nieważne na jakim poziomie. Przyszły rok to dla mnie marzenia o stabilizacji. Gdyby udało się dojść do 1.42, byłoby pięknie - dodaje Kszczot.

Tyle że coraz szybciej biegają również Afrykanie - Rudisha chce w przyszłości złamać 1.41 (w sobotę pobiegł 1.41,33), nie odpuszcza również solidnie zbudowany Sudańczyk Abubaker Kaki. Kszczot: - A ja wcale nie żałuję, że wybrałem 800 m. Nawet jeśli konkurencja ze strony Afrykanów jest bardzo trudna. Zależy, jak się na to spojrzy, ja nigdy nie traktowałem tego jako bariery, bo wielu Europejczyków już pokazało, że można radzić sobie nawet z takimi rywalami.

24-letni Marcin Lewandowski w Rieti był piąty. Na niedawnych mistrzostwach świata było odwrotnie: Kszczot - szósty, jego starszy o dwa lata rywal znalazł się tuż za podium. W całym sezonie to jednak Kszczot prowadzi w bezpośrednich starciach. Na swojej stronie internetowej Lewandowski napisał: "Nie jestem z siebie zadowolony. Takie biegi zdarzają się rzadko i była ogromna szansa na pobicie rekordu życiowego. Niestety, od samego początku nie mogłem złapać swojego rytmu. Bardzo chciałem dołączyć do uciekającej grupy, ale czułem jakbym stał w miejscu. To wyraźnie nie był mój dzień, a rywale byli po prostu lepsi. Tydzień temu, na docelowej imprezie, to ja z nimi wygrałem, oprócz niedoścignionego Davida Rudishy. Dzisiaj oni mi się udanie zrewanżowali. Taki jest sport i nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak sobie zakładamy. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co zrobił Adam. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zebrać się w garść i walczyć dalej w kolejnych biegach".

- Rywalizacja z Marcinem ogranicza się tylko do bieżni - twierdzi Kszczot. - Tylko od startu do mety, później znów jesteśmy kolegami. Dzisiaj ja jestem szybszy, jutro on. Nie ma w tym nic szczególnego. Wracając do Daegu, można powiedzieć, że powetowałem sobie mistrzostwa świata, ale nie o to chodziło. I wcale nie uważam jednego medalu, jaki przywieźliśmy stamtąd [w skoku o tyczce], za klęskę. Jeśli polska piłka nożna dojdzie do sukcesów lekkoatletów, będzie świetnie. Wielu z nas zabrakło niewiele do medali, za rok, za dwa, w kolejnej wielkiej imprezie będzie lepiej. Może nawet lepiej niż w Berlinie [Polacy wywalczyli na tych MŚ osiem medali]. Trzeba przyznać, że części z nas zabrakło tylko tych kilku procent na tle całego sezonu i to decydowało o lokatach. Jest to kolejny powód dla nas wszystkich do wytężonej pracy na przyszły sezon.

Kszczot zdaniem lekkoatletycznych ekspertów przeszedł niesamowitą drogę, która zahartowała go, a teraz pozwala realizować bardzo wyczerpujący plan treningowy. Z chłopca z małej podopoczyńskiej miejscowości w kilka lat stał się kandydatem do medalu igrzysk w Londynie. Trenerzy, którzy pracują z nim w RKS-ie, podkreślają z kolei, że nie mieli dotąd tak systematycznego i zawziętego sportowca.

Co na to Kszczot? - Biegaczem jestem non stop, nie odpuszczam po wyjściu z treningu, bo to zabawa na pełen etat. Nie mogę, tak jak większość ludzi chodzących co dzień do pracy, powiedzieć: "dziś mi się nie chce". Wystarczy obrać cel i go osiągnąć. Nawet jeśli biegamy dla przyjemności. A że warto biegać, nawet nie dodaję. To przecież najtańsza forma rekreacji, każdy może spróbować, każdy może sięgać po to, co sobie wymarzy.

W piątek Kszczot pobiegnie w finale Diamentowej Ligi w Brukseli, imprezie, którą celowo odpuszczał w trakcie sezonu, szykując się do mistrzostw świata. Za pięć dni rewelacyjnych wyników spodziewać się nie należy, w Belgii biegacze będą walczyć o jak najwyższą pozycję, diamentową statuetkę dla zwycięzcy cyklu i sowitą premię.

Lekkoatletyka niezwykle fotogeniczna - świetne zdjęcia [GALERIA]

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.