Lekkoatletyczne MŚ. Koniec marzeń Majewskiego o medalu

- To największe rozczarowanie w moim życiu. Nie pamiętam, kiedy tak bardzo przegrałem - powiedział były już wicemistrz świata Tomasz Majewski, kiedy zszedł ze stadionu w połowie konkursu

Mistrz olimpijski z Pekinu, wicemistrz świata z Berlina miał w konkursie chwilę, ułamek sekundy, w którym jego kariera mogła się potoczyć w tą, albo w przeciwną stronę.

W pierwszej próbie kończąc wypchnięcie Majewski oparł się o próg. Jego 145-kilogramowe ciało oparte tylko na palcach prawej stopy w pozycji żurawia spoczęło na mgnienie oka w stanie chwiejnej równowagi, aż przewaliło się poza koło.

To właśnie był ten moment, bo kula wylądowała daleko poza linię 21 metrów. Może było to 21,30 m, może nawet dalej. Majewski byłby liderem, rozdawałby w tej grze karty. - Tak miało być. Miałem przepchnąć ich i pooglądać sobie konkurs z tej pozycji - powiedział Majewski.

Było zaś tak, że Polak zepsuł drugie pchnięcie, a potem zdezorientowany, zszokowany tym co się dzieje, chyba też zdesperowany - na to wskazywało niezwykle nerwowe zachowanie na rzutni - zepsuł także trzecie. - To były spaprane technicznie próby, dlatego kule nie mogły polecieć. Trzecie pchnięcie to już był czysty dramat - powiedział.

Majewski nie wszedł do ścisłego finału. Odpadł z konkursu osiągając zaledwie 20,18 m. Ciskał ręcznikiem o ziemię, ciskał bluzą, mełł w zębach przekleństwa, kręcił głową. Ostatni raz zakończył zawody z niższą odległością niemal równe trzy lata temu, w mityngu niskiej kategorii, ostatnim, 17. w sezonie, gdy myśli się o wszystkim, tylko nie o pchaniu kulą o wadze 7,26 kg.

Majewski jechał do Daegu z przekonaniem, że wróci do Polski z medalem. Po zeszłorocznej operacji barku pchał kulą daleko, w tym w Lozannie na odległość, która dałaby mu medal. - Powinien spokojnie wygrać. Każda próba miała dać medal, w tym pierwsza - mówił Majewski, kręcąc brodą wciąż jakby nie wierząc w klęskę.

Ale wygrał 21-letni Niemiec David Storl, mistrz świata juniorów młodszych, juniorów, a teraz seniorów. Pchający tą samą techniką doślizgową co Polak (w 12-osobowym finale takich było czterech, w tym dwóch medalistów), Storl też spalił pierwszą, daleką próbę. W drugiej zapewnił sobie medal, a w ostatniej wywalczył złoty medal. Drugi był najlepszy w tym roku w rankingi IAAF kulomiot Dylan Armstrong, a trzeci Białorusin Paweł Michniewicz.

W wiosce sportowców Majewski mieszka jak zwykle razem z Piotrem Małachowskim. To chyba najbardziej pechowy apartament tych mistrzostw świata. - Tak już jest, że albo nam razem idzie, albo nam razem nie idzie - stwierdził kulomiot. Obaj zdobywali medale olimpijskie w Pekinie, mistrzostw świata w Berlinie i mistrzostw Europy w Barcelonie. W Daegu Małachowski zakończył konkurs rzutu dyskiem na identycznym, dziewiątym miejscu, z równie słabym wynikiem. - W Londynie będę startował jako pierwszy i nie mam zamiaru tak zepsuć jak dziś - powiedział Majewski.

- To katastrofa, ale na igrzyskach powinno być dobrze. Mimo tych porażek jesteśmy wciąż w czołówce. Zaraz będę startował w Zurychu w Diamentowej Lidze i założę się, że będzie lepiej - powiedział kulomiot, sugerując, że po prostu nie może być nigdy gorzej.

Być może, ale nie jest pewne, czy rzeczywiście będzie dużo lepiej. Majewskiemu nigdy nie udało się przekroczyć bariery 22 metrów, najlepszy wynik - nowy rekord Polski (21,95 m) - pobił dwa lata temu. Być może taka szansa była w Daegu, ale ciało 145-kilogramowego kulomiota przeważyło, i olbrzym znalazł się na spalonym.

Tak relacjonowaliśmy Z Czuba i Na Żywo - siódmy dzień na MŚ w Daegu ?

Więcej o: