800 m. Marcin Lewandowski, Adam Kszczot w finale. W nogach gaz straszny

- Jeszcze mogłem przycisnąć. Mogłem wcześniej złapać Abubakera Kaki, ale po co - mówił Lewandowski po półfinale. Kszczot uległ tylko wspaniałemu rekordziście świata Davidowi Rudishy.

Obaj Polacy wyglądali na bieżni tak, jakby pod koniec byli na ostatnich nogach.

Lewandowski, który musiał się przebijać przez zapory w postaci Amerykanina Khadevisa Robinsona, Hiszpana Antonio Reinę, Kenijczyka Alfreda Yego kręcił głową na ostatnim łuku. Kszczot, goniąc na prostej do mety, Rudishę skrócił krok i usztywnił kark.

Obaj Polacy doskonale wiedzieli, co muszą zrobić w każdym momencie biegu. Obaj zajęli drugie miejsca w półfinałach.

Kiedy Sudańczyk Abubaker Kaki, drugi na świecie zawodnik i - jak się tu mówi - jedyny, który mógłby wygrać z rekordzistą świata - ruszył do przodu w zawrotnym tempie (50,19 s przez pierwsze 400 m), Lewandowski go puścił. Prawdopodobnie pamiętał też, że w trzech ostatnich wyścigach przegrywał z Kakim, a ich życiowy bilans to 10:3 na korzyść Sudańczyka. Jedno ze zwycięstw Polaka miało miejsce w Berlinie w mistrzostwach świata, gdzie Kaki spowodował upadek Polaka. Ten się podniósł i dokończył bieg zgodnie z przysięga dana sobie kiedyś: "Zawsze dobiec do mety".

- Też mógłbym pobiec kółko w 50 sekund i utrzymać tempo. Ale tu chodzi o zachowanie energii. Potem wiedziałem, że muszę być bliżej Kakiego, tak aby być przy nim na ostatnich 200 metrach, to był klucz do sukcesu. Aby to zrobić, musiałem pobiec odważnie, poprowadzić drugą grupę. No i wyprzedziłem go. Rewelacja! - mówił Lewandowski, dla którego wynik 1 min 44,60 s jest najlepszy w sezonie. - W nogach mam gaz straszny.

Daegu 2011. Lewandowski i Kszczot biegną po medal. Który dobiegnie szybciej?

Tak było, choć z boku mogło wyglądać, że z powodu wysiłku nie da się zanalizować wydarzeń i zareagować.

Kszczot też wykonał z zimną krwią to, co sobie wcześniej zaplanował, kiedy marzył - że da się ich wszystkich - Afrykańczyków - pokonać, Rudisha, nie-Rudisha. - Chciałem trzymać się Rudishy, aby uciec reszcie i na ostatnich 300 metrach zaatakować - mówił.

We wtorek obaj Polacy wystartują w finale - tylko raz w historii mistrzostw świata zdarzył się na bieżni taki przypadek. W 2005 roku w finale kobiet na 400 m ppł pobiegła Anna Jesień i Małgorzata Pskit.

Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że w królestwie Afrykańczyków biegło dwóch Europejczyków z tego samego kraju. Obaj będą mogli powtórzyć niebywały sukces Pawła Czapiewskiego, który w 2001 roku szalonym finiszem zdobył brązowy medal.

Obaj brali udział w finałach ważnych imprez i powinni czuć się z tym dobrze - w mistrzostwach Europy wygrał Lewandowski, Kszczot zdobył brąz. W hali zwyciężył Kszczot, drugi był Lewandowski.

To będzie ich trzeci wspólny ważny finał.

Utalentowana i piękna - wchodząca gwiazda lekkiej atletyki ?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.