Halowe MŚ 2018. Były mistrz świata o złotym medalu i rekordzie sztafety: Wszyscy są bohaterami, ale Krzewina wycierpiał najwięcej. Kontuzje go zżerały. Zawsze był walczakiem i w końcu odpalił

Po finale i zakończonej rundzie honorowej Łukasz Krawczuk resztkami sił utrzymywał się na nogach. Wymiotował do kosza na śmieci, który stał na płycie. Wszyscy dali z siebie 120 procent możliwości - opowiada Marek Plawgo, m.in. brązowy medalista MŚ i mistrz HMŚ na 400 metrów.
Jakub Krzewina, Karol Zalewski, Rafal Omelko i Lukasz Krawczuk Jakub Krzewina, Karol Zalewski, Rafal Omelko i Lukasz Krawczuk ALASTAIR GRANT/AP

Piękniejszego zakończenia halowych mistrzostw świata nie mogliśmy sobie wymarzyć. Polska sztafeta 4x400 metrów zdobyła złoty i pobiła rekord  świata. Nasza drużyna pobiegła w składzie: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina. Osiągnęli fenomenalny czas 3:01.77! Do tego dzięki Piotrowi Liskowi, który w skoku o tyczce zdobył brązowy, nasza reprezentacja zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej. Wyżej uplasowały się Etiopia i Stany Zjednoczone.

Mało tego, to najlepsze halowe mistrzostwa świata w historii dla Polski. Wyrównaliśmy dorobek medalowy z HMŚ w Maebashi, gdzie też zdobyliśmy pięć krążków, ale wtedy było tylko jedno złoto.

Świadkiem jednych z najpiękniejszych wydarzeń w polskiej lekkiej atletyce był Marek Plawgo, były 400-metrowiec, halowy mistrz świata i brązowy medalista mistrzostw świata w Osace w 2007 roku.

"Darłem się wniebogłosy"

Damian Bąbol: Masz jeszcze głos?

Marek Plawgo: Ostatnie resztki. Darłem się wniebogłosy. Nie byłem w stanie tego oglądać na spokojnie. Wszystko we mnie buzowało, tętno po zakończeniu tej sztafety miałem chyba nie mniejsze od tych genialnych chłopaków.

Od niesamowitego finału minęło już trochę czasu. Jak na chłodno skomentujesz to, co się stało w hali w Birmingham.

- Bieg był poprowadzony perfekcyjnie. Amerykanie wyszli do przodu, ale dzięki temu Polacy mieli cały czas komfort biegania w swoim stylu. Nie musieli walczyć, tracić energii na walkę jeden na jeden, czy na przepychankach. Wszyscy równo dali z siebie 120 procent, a kiedy tak się dzieje, to suma tego nadludzkiego wysiłku przekłada się na rekord świata. Chociaż prawdę mówiąc, kiedy Jakub Krzewina wpadał na metę, wcale nie myślałem, że mamy rekord. Ważniejsza była radość ze złotego medalu. Gdy zobaczyłem napis na tablicy "World Record", dostałem kolejny strzał potężnych emocji i uświadomiłem sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę. Rewelacja!

Jakub Krzewina na mecie sztafety 4x400 m Jakub Krzewina na mecie sztafety 4x400 m ALASTAIR GRANT/AP

"Dali z siebie 120 proc. Krawczuk wymiotował do kosza na śmieci"

Krzewina, który na czwartej zmianie wręcz zwijał tartan, zasłużył na osobny medal w twojej hierarchii?

- Kuba wyczuł szansę, poszedł va bank, ale cała czwórka zasługuje na ogromne słowa uznania. Zostawmy indywidualne oceny na inny moment. Każdy bez wyjątku dał z siebie maksimum możliwości. Już po finale i zakończonej rundzie honorowej zwróciłem uwagę na Łukasza Krawczuka, który resztkami sił utrzymywał się na nogach. Wymiotował do kosza na śmieci, który stał na płycie. Niesamowicie dużo zdrowia kosztował ich ten sukces.

Ale to popisowy ostatni sprint Krzewiny zostanie najbardziej zapamiętany przez kibiców.   

- Zasłużył na to. Pamiętam go z czasów, kiedy trenowaliśmy razem. Zawsze miał bardzo duże predyspozycje szybkościowe i wytrzymałościowe. Niestety, miał też ogromnego pecha jeżeli chodzi o zdrowie, nawet większego ode mnie. Wielokrotnie  będąc u szczytu formy, nie mógł biegać w najważniejszych imprezach. Bez wyników i nazwiska nie zapraszano go na mityngi.  Zdarzało się, że z powodu urazów nie kończył sezonów. Trenował bardzo ostrożnie. Na zajęciach biegał w butach, a nie w kolcach, aby do minimum zmniejszyć ryzyko kolejnych kontuzji, które go zżerały. Przez długi czas nie wykonywał treningów siłowych. Wszystko przez problemy z kręgosłupem. Zawsze jednak wiedziałem, że jeżeli stanie na starcie bez żadnego bólu, to kiedyś udowodni swoją piekielną szybkość, skuteczność i to, że jest niesamowitym walczakiem. Trzymajmy teraz kciuki, żeby Kuba był zdrowy i jak najdłużej przygotowywał się do sezonu letniego. Wtedy też odpali i da nam wiele radości. Każdy z tych fantastycznych chłopaków ma wysokie aspiracje. Nawzajem się napędzają i motywują. Mimo że wywodzą się z różnych szkół, mają innych trenerów, to razem na starcie walczą niczym muszkieterowie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Niesamowicie im zazdroszczę. Tworzą piękny zespół. Chciałbym być jego częścią.

"Kszczot dał sygnał do ataku"

To były najlepsze halowe mistrzostwa świata w naszym wykonaniu. Z pięcioma medalami, dwoma złotymi przebiliśmy Maebashi z 1999 roku.

- W sobotę Adam Kszczot swoim biegiem po złoto na 800 metrów dał chyba sygnał do ataku. Za nim medalową ofensywę rozpoczęli inni reprezentanci. To była piękna niedziela w ich wykonaniu. Myślałem, że najbardziej wzruszającym medalem będzie srebro Marcina Lewandowskiego na 1500 m, który zasłużył na to jak nikt inny. W ostatnich sezonach miał ogromnego pecha. Wywracał się w eliminacjach, w Sopocie go dyskwalifikowano, a rok temu w Londynie zabrakło mu dwóch setnych do awansu do finału na 800 metrów. Myślałem, że drugie miejsce i kapitalny finisz Marcina będę wspominał, jako najbardziej wzruszający obrazek tej imprezy, ale popis naszej sztafety był czymś wyjątkowym. To nasi 400-metrowcy są królami tych mistrzostw.

"Silna sztafeta nie składa się tylko z czterech osób"

Za dwa i pół roku igrzyska olimpijskie w Tokio. Dla sztafety to długi czas, ale czy możemy sobie wyobrazić jeszcze lepszą wersję naszej złotej czwórki?

- Trudno prognozować, tym bardziej że każdy z zawodników jest obarczony ryzykiem kontuzji. W sztafecie to ryzyko jest czterokrotnie wyższe, ale nie martwmy się tym na zapas. Mamy fajną drużynę mistrzów i rekordzistów świata i bądźmy z niej dumni. Pamiętajmy też, że w blokach byli przygotowani świetni młodzi biegacze [Kajetan Duszyński (AZS Łódź) i Patryk Adamczyk (RLTL ZTE Radom), którzy spokojnie będą się uczyć i stanowić mocne punkty drużyny. Silny sztafeta nie może składać się tylko z czterech osób. To musi być zespół sześcio, a najlepiej ośmioosobowy i wtedy można walczyć o najwyższe cele.

Rozmawiał Damian Bąbol