Skandal w maratonie i dziura w bucie. Co mogło wam umknąć w Pekinie?

Siedzisz przed telewizorem i oglądasz mistrzostwa? Nawet wtedy może ci umknąć coś naprawdę niezwykłego. Np. w maratonie żaden biegacz z pierwszej 10 nie wiedział, że minął metę, a Krystian Zalewski awansował do finału mając ogromną dziurę w bucie.

Skandal i sensacja w maratonie

Maraton skończył się więcej niż jedną niespodzianką. Wygrał najmłodszy mistrz świata w maratonie Ghirmay Ghebrslassie, i zdobył pierwszy złoty medal dla Erytrei. Faworyci z Kenii i Etiopii: rekordzista świata Dennis Kimetto, mistrz olimpijski i świata Stephen Kiprotich, numer 1 na świecie w tym sezonie Wilson Kipsang i Lelisa Desisa odpadli. Yemane Tsegay z Etiopii (drugi w Bostonie w zeszłym roku) był drugi, Solomon Munyo Mutai z Ugandy trzeci (2,10.42 RŻ).

Niespodzianką było to, że żaden biegacz z pierwszej 10 nie wiedział, że minął metę! Niemal wszyscy maratończycy po minięciu linii mety biegli dalej. Bo organizatorzy nie zadbali o kilka podstawowych rzeczy dla kogoś, kto rozumie sport. Było to wręcz oburzające, biorąc pod uwagę najbardziej wyczerpującą konkurencję lekkoatletyczną odbywającą się w piekielnym upale i w pekińskim smogu.

Ale po kolei o chińskich porządkach w maratonie: zwycięzca nie przeciął szarfy, co byłoby zgodne z tradycją wielkich maratonów; nie było sędziów przy linii mety, a w dodatku nie zaplanowano ostatniego okrążenia na stadionie, więc wielką część biegaczy zatrzymywały siedmioboistki (i ich trenerzy), bo akurat na pierwszym łuku trwał skok wzwyż. Potem seria siedmioboistek się skończyła, i w związku z tym nie miał kto hamować maratończyków. Niektórzy dołożyli ponad 300 metrów do swoich 42 km, widzieliśmy takiego, którego zatrzymał fotoreporter po drugiej stronie bieżni.

Wreszcie, brakowało opieki za metą. Normalnie, wyczerpanych zawodników pyta się, czy wszystko OK, daje im się wody, pomaga zejść z bieżni. Tu nic. Chyba, że kończył wyścig reprezentant Chin.

Cichan upadł i odpadł

Białorusin Iwan Cichan odpadł z konkursu rzutu młotem. Przyznajemy, że jest to jedyny jak na razie przypadek na mistrzostwach świata w Pekinie, że cieszymy się z niepowodzenia sportowca. Przepraszamy, ale Cichan jest notorycznym dopingowiczem, odbierano mu już za doping medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy, bo wciąż brał, ten ulubieniec prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Mieliśmy przygotowane do niego pytania po rosyjsku na wypadek, gdyby awansował: Jak się pan czuje startując z tymi, których pan okradał z sukcesów, medali i nagród? Czy pan wie, że zawodnicy nie chcą z panem startować w jednych zawodach?

Na szczęście, nie musieliśmy poniżać siebie i jego w strefie mieszanej. Na szczęście również dlatego, że nie wiemy jak by zareagował mając pod ręką jakiś młot. Cichan rzucił słabo w pierwszej i drugiej próbie eliminacyjnej, a potem spiął się, i tak zakręcił się w kole, że bieżnik jego butów nie wytrzymał, atleta-koksownik się obalił z hukiem. Osiągnął 71,88, dało mu to 21 pozycję. I tak za wysoko.

Krystian Zalewski i jego rozcięty but w walce o finał Krystian Zalewski i jego rozcięty but w walce o finał x

Finał z dziurą w bucie

Krystian Zalewski z czwartym czasem (8:25.10) awansował do finału biegu na 3000 m z przeszkodami. Oczywiście, w eliminacjach każdy bieg jest inny i Polak był akurat czwarty w najszybszym biegu. - Przed metą już widziałem, że bieg jest szybki i czy będę trzeci czy czwarty to awansuje do finału - mówił na mecie [z każdego biegu kwalifikowało się trzech pierwszych].

Ciekawy jest fakt, że w finale będzie jedynym Europejczykiem (choć poza Afrykanami jest jeszcze dwóch Amerykanów i Kanadyjczyk), ale jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy zaczęliśmy się w gronie dziennikarzy Krystianowi przyglądać. Najpierw w oko rzuciły się opaski, trochę jakby we wzór kenijskiej flagi a potem przechodzące w biel i czerwień. - To symboliczne dwie opaski z obozu treningowego w Kenii, jedna z moja ksywką a druga z flagą, dodają mi motywacji - wyjaśniał.

A potem spojrzeliśmy na nogi. Na prawej łydce kilkucentymetrowe krwawe zadrapanie, a w lewym bucie dziura. Nie od spodu, a z wierzchu, aż widać paluch biegacza. - Było trochę walki na trasie - uśmiechnął się

Jessica Ennis-Hill znów zatriumfuje?

Ulubienica brytyjskich kibiców powraca w wielkim stylu! Przynajmniej po dwóch konkurencjach, bo do końca siedmioboju jest ich jeszcze pięć. Ale po kolei.

Jessica Ennis (obecnie już Ennis-Hill) pod koniec pierwszego dziesięciolecia XXI wieku zdominowała kobiecy wielobój. Była mistrzynią świata w Berlinie w 2009, wicemistrzynią świata dwa lata później, aż wreszcie mistrzynią olimpijską w Londynie.

Potem wzięła wolne od sportu na pełen etat. Została żoną, matką i felietonistką "Timesa". Aż w końcu zapragnęła wrócić, kiedy do sukcesów (na razie w hali) dojrzała 22-letnia Katarina Johnson-Thompson. Brytyjczycy przez całe tygodnie czekali na deklaracje, czy Ennis-Hill zdecyduje się pojechać do Pekinu. W końcu powiedziała 'tak" i wiedziała co robi!

W biegu na 100m ppł i skoku wzwyż zajmowała drugie miejsca i po dwóch konkurencjach prowadzi z przewagą 30 punktów nad młodszą rodaczką. "Powrót Jessiki Ennis trwa!" emocjonuje sie "Daily Mail", "Brytyjska para na czele siedmioboju" - to BBC.

Marcin Lewandowski podczas eliminacji biegu na 800 metrów Marcin Lewandowski podczas eliminacji biegu na 800 metrów DAVID J. PHILLIP/AP

Zbombardowane

Marcin Lewandowski drżał o awans do półfinału biegu 800 m. Wszystko szło dobrze do 700 m, kiedy - jak powiedział dwukrotnie czwarty na MŚ i liczący w Pekinie na medal biegacz - "zbombardowały się czwórki", czyli zmęczone poczuły się mięśnie czworogłowe uda. na szczęście jego bieg był szybki i Polak awansował z siódmym czasem (1,46.25). Lewandowski na gorąco powiedział, że być może po prostu zbyt długo odpoczywał przed mistrzostwami, że być może powinien mieć więcej i bardziej intensywnych treningów tuż przed przyjazdem z Japonii (gdzie był obóz aklimatyzacyjny) do Chin. Lewandowski trenuje z Tomaszem Lewandowskim, swoim starszym bratem. Wszyscy głośno powiedzieliśmy Marcinowi, a potem to samo powiedział nam pierwszy w swojej serii Adam Kszczot, że on zawsze ma najsłabszy pierwszy start w dużej imprezie. Musi się rozpędzić. Ale też nie możemy nie zauważyć, że podopieczna Tomasza Lewandowskiego, Angelika Cichocka nie pojechała z chłopakami na zgrupowanie do Zakopanego, ale oderwała się od grupy i pojechała do Font Romeu. Angelika na mistrzostwach Polski w Krakowie w lipcu przegrała na 800 m z Joanną Jóźwik a na 1500 m z Sofią Ennaoui. W Pekinie awansowała do półfinału 1500 m jako trzecia, czyli automatycznie, bez konieczności sprawdzania wyników innych serii.