Mała stabilizacja w polskiej lekkoatletyce

- W najważniejszych konkurencjach lekkoatletycznych medalistów nie mamy i ja sobie doskonale zdaję z tego sprawę. Chciałbym, aby było inaczej - mówi szef wyszkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Jerzy Skucha.


W Monachium polscy lekkoatleci zdobyli siedem medali. W igrzyskach w Sydney 2000 mieli aż cztery złote, w mistrzostwach świata Edmonton 2001 cztery medale, w tym dwa złote. Czy te wyniki oznaczają, że polska lekkoatletyka jest mocna w świecie? Jak interpretować rankingi światowe, w których Polacy są bardzo daleko?

Radosław Leniarski: Jak ocenia Pan polską lekkoatletykę po mistrzostwach Europy?

Jerzy Skucha: Osiągnęła stan stabilizacji na poziomie czołówki europejskiej. Jesteśmy w pierwszej szóstce, a nawet w pierwszej czwórce w Europie. Chcielibyśmy teraz osiągnąć coś więcej. To jest cel do igrzysk w Atenach. Zrobić krok do przodu.

Chyba jednak mistrzostwa Europy nie są właściwą imprezą do określenia siły lekkoatletyki w Polsce. Europa jest po prostu słaba w tej dyscyplinie...

- Odnosimy się do Europy, bo były akurat mistrzostwa. Wiadomo, łatwiej się odnosić do takiej imprezy, na której nas widać. Gdy były igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata, odnosiliśmy się do tych imprez. Cztery medale w Edmonton i cztery złota w Sydney to nie przypadek. Do tego na mistrzostwach świata weszli do puli medalowej młodzi zawodnicy - Paweł Czapiewski i Monika Pyrek.

Obraz stabilizacji zaciemnia fakt, że większość medali zdobywamy w konkurencjach rozgrywanych poza stadionami - jak chód, rozgrywanych tylko na wielkich mistrzowskich imprezach - jak sztafety, lub takich, które nie cieszą się największą popularnością lub są w lekkoatletyce stosunkowo od niedawna, jak rzut młotem kobiet lub skok o tyczce kobiet. Co zrobić, aby zaistnieć mocniej w konkurencjach najważniejszych - biegach i skokach?

- Królem lekkiej atletyki jest ten, kto zwycięży na 100 metrów, skoczy najdalej lub wygra w dziesięcioboju - wszystko zależy od tego, jaki jest poziom konkurencji. W tych najważniejszych konkurencjach potencjalnych medalistów nie mamy i ja sobie doskonale zdaję z tego sprawę. Chciałbym, aby było inaczej. Na naszą obronę mogę tylko powiedzieć, że w każdej konkurencji startują najlepsi, a my nauczyliśmy się cieszyć również z sukcesów kajakarzy, zapaśników, podczas gdy wiadomo, że nie są to dyscypliny najbardziej powszechne na świecie.

Do czołówki światowej dążą sprinterzy w biegach krótkich, kobiety w biegu na 400 metrów. Jeśli im się uda, naszych będzie widać na bieżni również w tych najważniejszych konkurencjach.

Niestety, nic nie wskazuje na to, aby coś miało się zmienić. W czołowych dziesiątkach na światowych listach najlepszych rezultatów w danym sezonie od dawna nie ma Polaków. Wyjątkiem jest Kamila Skolimowska z trzecim tegorocznym wynikiem. Czapiewski osiągnął 13. wynik na świecie w tym roku. Pozostali - w tym nasi medaliści mistrzostw Europy Marek Plawgo (halowy), Paweł Januszewski, Kohutek, Olichwierczuk - są dużo dalej. Czy to nie mówi o słabości polskiej lekkiej atletyki, o przypadkowości w zdobywaniu medali przez polskich reprezentantów?

- Po pierwsze, Polacy mają to do siebie, że lepiej wypadają na ważnych imprezach niż w tabelach. To chyba leży w charakterze Polaka, że wykazuje się wtedy, kiedy musi, kiedy nadchodzi krytyczny moment. Dlatego nasze miejsca w mistrzostwach są lepsze niż w tabelach.

Po drugie, ja sobie zdaję sprawę z wagi tego, że nie ma nas w rankingach. Fakt, one świadczą o poziomie. Ale Robert Maćkowiak zawsze był wysoko, teraz jest kontuzjowany, Monika Pyrek jest wysoko, Anna Olichwierczuk jest wysoko [Robert Maćkowiak w 2001 roku miał 21. czas na świecie, w 2000 - 74., w 1999 - 43., Monika Pyrek skoczyła o tyczce w tym sezonie 4,57 m, co jest 20. wynikiem na świecie, najlepszy tegoroczny rezultat Anny Olichwierczuk na 400 m ppł - 55,11 s - jest 31. na świecie w tym sezonie - red.].

Co zrobić, aby czołówka była szersza i sięgała wyżej?

- Planujemy zmiany wśród zawodników i trenerów, którzy stracili motywację. Nikogo nie będziemy wyrzucać, ale zmusimy do powrotu na właściwy tor. Przypadki Szymona Ziółkowskiego i Moniki Pyrek są idealne - oni stracili kontakt ze swoimi trenerami, muszą wrócić do formy.

Gdybym w kwietniu Szymonowi nakazał odgórnie powrót do współpracy z trenerem, ten odwróciłby się od związku, być może szukałby rozwiązania na własną rękę, mam nadzieję, że nie niedozwolonego, aby na przekór, czy na złość pokazać, że się przebije.

Kiedy pojawił się u mnie na początku kwietnia z planem, jak sobie dać radę bez trenera, mocno wierzył, że mu się uda. Większość ciężkiej pracy wykonał z trenerem. Wymyślił sobie, że w lecie da sobie radę bez niego, a od jesieni znów będzie z trenerem. Jakim? Nie wiem. Wiedział, że od jesieni praca bez trenera jest wykluczona. Był bardzo przekonujący i mu uwierzyłem. Ale już pierwsze starty w maju pokazały, że ten pomysł nie wypali.

Ja czekałem, aż Szymon sam dojdzie do wniosku, że powrót do układu z igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, czyli praca z trenerem Czesławem Cybulskim, jest konieczny.

Monika Pyrek musi więcej trenować z trenerem Edwardem Szymczakiem. On musi mieć większy wpływ na planowanie jej zajęć. Teraz Monika pracuje głównie z jego asystentem Kaliniczenką. Czegoś w treningu zabrakło, skoro nie zrobiła postępu.

Gdzieś zagubił się Marek Plawgo... Dlaczego przestał biegać przez płotki? Dlaczego nie wystartował w swojej koronnej konkurencji na mistrzostwach Europy?

- To kolejny przypadek zawodnika o nieprzeciętnym talencie, który po sezonie halowym przestał się rozwijać. Ja byłem zdania, że w Monachium może pobiec zarówno na 400 m przez płotki, jak i płaskie 400 m. Powiedziałem mu jednak, że większe szanse na sukces ma w biegu przez płotki. Nie uwierzył. Myślę, że on się trochę bał tych płotków, kilka wcześniejszych biegów - na mistrzostwach Polski i w Monako - mu nie wyszło. Stąd decyzja o powrocie do biegu płaskiego, do tego, co mu dało złoty medal halowych mistrzostw Europy i chwałę. To był rodzaj ucieczki.

U Marka również coś jest nie tak z planowaniem treningu. Po zeszłym sezonie mówiło się, że powinien pojechać w góry. W tym sezonie pojechał w góry i nastąpił regres - na początku sezonu uzyskał bardzo dobry wynik [48,25 s na początku czerwca w Ostravie - red.], a potem już nic nie wychodziło [ani razu nie zszedł poniżej 49 sekund - red.]. Na pewno trzeba coś zmienić w jego treningu.

Dlaczego nawet jeśli mamy jakąś namiastkę skarbu - na przykład dobrą sztafetę 4x400 m z szansami na medal na imprezie mistrzowskiej - nie próbujemy jej wzmocnić tak, aby stała się prawdziwym skarbem? Dlaczego nie pobiegł w sztafecie szybki Paweł Januszewski? Czy nie powtarza się sytuacja z 2000 roku, gdy grupa nie chce, aby do sztafety dostało się "obce ciało"?

- Sztafeta 4x400 m to był nieudany bieg. Wiedząc, że Ingo Schulz pobiegnie u Niemców w pierwszej zmianie, może trzeba było dać na pierwszą zmianę kogoś najszybszego, może właśnie Marka Plawgę.

Miałem przekonanie i podzieliłem się nim z trenerem sztafety Józefem Lisowskim, że Paweł Januszewski będzie wzmocnieniem grupy. Pokazał potem na mityngu Żywiec Cup w Poznaniu, że tak byłoby faktycznie - ścigał się jak równy z równym z Markiem Plawgą i Robertem Maćkowiakiem. Ale mam taką zasadę, że decydujący głos ma trener. I ta zasada się nie zmieni, najwyżej zmieni się trener odpowiedzialny za sztafetę. Pan Lisowski nigdy dotąd mnie nie zawiódł, z wyczuciem ustalał skład. Jednak z Pawłem Januszewskim układ sztafety byłby inny. Być może Januszewski by ruszał, może Marek Plawgo. Ja osobiście widziałbym Pawła na trzeciej zmianie, kiedy potrzebny był mocny człowiek, który "dowiezie" pałeczkę na wywalczonym miejscu. Być może byłby medal i być może lepszy, niż to się szykowało przed dyskwalifikacją. Mam nadzieję, że pan Lisowski przekona się do Pawła jako sztafetowca.

Czy najlepsza polska biegaczka na 1500 metrów Lidia Chojecka, młoda, z wielkimi szansami na medal w Sydney, wróci do formy? Na mistrzostwach Europy po przebiegnięciu 1000 metrów wyglądała, jakby ktoś jej odciął dopływ tlenu. Po prostu stanęła. Czy stać ją na czasy poniżej czterech minut - jak w najlepszym dla niej 2000 roku - które dają szanse na medale na naprawdę ważnych imprezach?

- Ona nie popełniła w Monachium żadnego błędu. Pobiegła bardzo mocno, tak jak wydawało się jej, że była przygotowana, za Turczynką Süreyyą Ayhan, za Rumunką Gabrielą Szabo, aby walczyć o medal. Tempo, jakie narzuciła Turczynka, okazało za wysokie. Po przebiegnięciu 1000 metrów Lidka miała czas na rekord życiowy. Ambicja kazała jej biec do końca. Nie pamięta, jak pokonała ostatnie 500 metrów, nie pamięta, jak trafiła na boisko treningowe, nie pamięta, że cuciło ją trzech lekarzy - dwóch naszych i jeden niemiecki - przez 60 minut. To, niestety, oznacza, że nie była przygotowana na bieg poniżej czterech minut. I mnie to zastanawia. W Sydney mogła zdobyć medal, drobny szczegół zadecydował, że nie udało się jej. Wspaniały bieg w Edmonton w półfinale, kiedy się przewróciła, a jednak dogoniła rywalki i omal nie wygrała, świadczy, że Lidka ma wielki potencjał.

Cóż, trening był Lidce zmieniany, unowocześniany, tak aby zadziałały nowe bodźce, a jednak czasy osiąga coraz gorsze [3.59,22 w 2000 roku, 4.03,51 w 2001, 4.04,84 w 2002 - red.]. Wrażenie mam takie, że Lidce brakuje szybkości. Może trening był już zmieniany pod start na 5000 m, bo to będzie jej dystans na igrzyskach w Atenach, już jesienią będzie biegać właśnie na tym dystansie. I to jest dobry wybór, bo gdy się nie ma piorunującego finiszu na 1500 m, to naprawdę trudno jest cokolwiek wygrać. A Lidka zasługuje, aby wreszcie zdobyć medal.

Czy Paweł Czapiewski ma szansę być wielkim średniodystansowcem? Wygląda na to, że w biegu 800 metrów trudno będzie mu się przebić do strefy medalowej. Konkurencja jest coraz szersza i coraz mocniejsza. Czasy na 800 metrów są w tym sezonie najsłabsze od lat, jednak 16 najlepszych wyników w tym sezonie należy do aż 13 zawodników, co świadczy o wyrównanej, bardzo szerokiej czołówce. Dla porównania: 16 najlepszych rezultatów w 2001 roku uzyskało dziewięciu zawodników, zaś w 1999 r. najlepsze 16 wyników należało do zaledwie sześciu biegaczy, przy czym aż siedem rezultatów w czołowej 16 miał Wilson Kipketer.

- Paweł jest w światowej czołówce. Bieg w Zurychu to pokazał [Czapiewski był piąty w najszybszym biegu tego roku - red.]. W ubiegłym roku w tym samym Zurychu pobił rekord Polski, ale był szósty.

Paweł jeszcze nie wszystko wykorzystał, jeszcze ma zapas. Jego główną rezerwą jest szybkość. Powinien być teraz szybszy, ale w Monachium okazało się, że na ten jego piorunujący, wydawałoby się, finisz inni mają odpowiedź. Trener był zdenerwowany, bo przed mistrzostwami Europy Paweł miał fantastyczną formę, ale on chciał jeszcze ją ulepszyć i Pawła - mówiąc językiem sportowców - "przymulił". Jednak przy tym trenerze Paweł jeszcze wiele osiągnie.

Pod względem wydolnościowym Paweł jest fenomenem. Ale pod względem szybkościowym już nie, czego dowodzą jego czasy na 400 m. Tu Paweł nie błyszczy. Jeśli czołówka światowa pierwsze kółko pokonuje w 50 sekund, drugie przebiega w 54 sekundy - Paweł obydwa w 52 sekundy. Wygląda, że jego finisz jest piorunujący, ale nie jest - to inni biegną drugie kółko wolniej. I obawiam się, że Paweł nie jest w stanie tego zmienić - gdyby pobiegł pierwsze kółko w 50 sekund, nie dobiegłby do mety. Dlatego moim zdaniem Paweł będzie w przyszłości biegać na 1500 m.

Listy światowe

Wśród dziesięciu najlepszych czasów 2002 roku w dziesięciu konkurencjach biegowych

w sumie tylko 13 należy do Europejczyków

Najlepsze wyniki Polaków w 2002 roku

Mężczyźni

200 m - 46. czas Marcina Jędrusińskiego 20,31 s, 66. czas Marcina Urbasia 20,40 s

400 m - 104. czas Marka Plawgi 45,35 s

800 m - 13. czas Pawła Czapiewskiego 1.44,35

1500 m, 5000 m, 10 000 m - brak polskiego zawodnika

3000 m p - 83. czas Rafała Wójcika 8.24,71, 90. wynik Jakuba Czaji 8.26,25

110 m ppł - 47. czas Artura Kohutka 13,32 s

400 m ppł - 18. czas Marka Plawgi 48,25 s, 33. czas Pawła Januszewskiego 48,46 s

skok wzwyż - 40. wynik Grzegorza Sposoba 2,30 m, 54. Aleksandra Waleriańczyka 2,27 m, 77. Dawida Jaworskiego 2,25 m

Tyczka, skok w dal - brak polskiego zawodnika

Trójskok - 106. wynik Jacka Kazimierowskiego 16,77 m (i 16,80 m z przekroczonym limitem wiatru)

Pchnięcie kulą - 218. wynik Leszka Śliwy 19,78 m

Rzut dyskiem - 170. wynik Olgierda Stańskiego 62,80 m

Rzut młotem - 83. wynik Szymona Ziółkowskiego 79,78 m, 99. wynik Macieja Pałyszko 78,98 m, 196. Wojciecha Kondratowicza 76,71 m

Rzut oszczepem - 18. wynik Dariusza Trafasa 86,77 m, 83. Rajmunda Kółko 82,60 m

Dziesięciobój - 48. wynik Krzysztofa Andrzejaka 7925 pkt.

100 m - brak Polaka na liście 138. najlepszych czasów w tym roku



Polki na listach światowych

(najlepsze wyniki w 2002 r. do wczoraj)

400 m - 77. czas Grażyny Prokopek 51,34 s

1500 m - 56. czas Lidii Chojeckiej 4.04,84 s

400 ppł - 33. wynik Anny Olichwierczuk 55,11 s, 77. Małgorzaty Pskit 56,03 s

skok wzwyż - 61. wynik Anny Ksok 1,94 m

skok o tyczce - 20. wynik Moniki Pyrek 4,57 m, 109. wynik Anny Rogowskiej 4,40 m

skok w dal - 62. wynik Liliany Zagackiej 6,63 m

pchnięcie kulą - 43. wynik Krystyny Zabawskiej 18,73 m

rzut dyskiem - 65. wynik Joanny Wiśniewskiej 62,29 m, 67. Marzeny Wysockiej 62,20 m

rzut młotem - 3. wynik Kamili Skolimowskiej 72,60 m, 73. Anny Pogroszewskiej 67,31 m

rzut oszczepem - 112. wynik Barbary Madejczyk 59,19 m

siedmiobój - 40. wynik Magdaleny Szczepańskiej 5995 pkt.

Na listach biegów na 100 m, 200 m, 800 m, 5000 m, 10 000 m, 100 m ppł oraz trójskoku brak Polek.



(grubą czcionką wyróżnieni zostali reprezentanci Polski w mistrzostwach Europy w Monachium)