Lekkoatletyka. Polska szósta w drużynowych ME. Rogowska nabiera wysokości

Nikt Annie Rogowskiej nie podskoczył w tym roku. Na drużynowych mistrzostwach Europy w Sztokholmie mistrzyni świata pokonała inne tyczkarki i wysokość 4,75 m.
Konkurs przypominał końcówkę paryskich mistrzostw Europy w hali - znów Rogowska pokonała Niemkę Silke Spiegelburg, tę samą zawodniczkę, która w zeszłym roku poprosiła swój klub Bayer, aby nie przyjmował polskiej rywalki na stadionie w Leverkusen, mimo dwuletniej współpracy z tamtejszym trenerem Leszkiem Klimą.

Tym razem obie zawodniczki skończyły na 4,75 m, czyli najwyżej na świecie w tym sezonie na otwartym stadionie, ale Polka pokonała wysokość w pierwszej próbie, Niemka w drugiej.

Rogowska próbowała pobić rekord Polski (wynosi on 4,83 m, Polka poprosiła o 4,86 m, czyli o jeden centymetr więcej, niż wynosi jej rekord halowy pobity w Paryżu na ME), ale się nie udało.

Dla mistrzyni świata z Berlina to najlepszy początek sezonu od sześciu lat.

Jeśli trzymać się analogii do 2005 roku, Polkę czeka świetny czas.

Wtedy Rogowska wygrała w dwóch mityngach na przełomie maja i czerwca dzięki skokom na 4,76 i 4,77 m. Mistrzostwa świata w Helsinkach w sierpniu tamtego roku były co prawda dla Rogowskiej całkowicie nieudane, ale głównie z powodu pogody, bo możliwości miała olbrzymie. Konkurs odbywał się w koszmarnych warunkach, na skoczni było mokro i zimno, wiało zmiennie, porywiście. Kilka konkurencji w stolicy Finlandii przerwano z powodu burzy, fotoreporterzy, zamiast robić zdjęcia sportowcom, wdrapywali się na koronę stadionu i fotografowali grube wiązki piorunów.

Mimo to Jelena Isinbajewa, gdy wreszcie zawierucha pogodowa ustała, po raz pierwszy w historii skoczyła ponad 5 metrów (5,01 m), a w konsekwencji powstała też największa różnica między złotą a srebrną medalistką w historii konkurencji, wliczając mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie. Wicemistrzyni Monika Pyrek pokonała zaledwie 4,60 m. Rogowska wywalczyła szóste miejsce, osiągając uwłaczające 4,35 m, co rozczarowywało tym bardziej, że dosłownie dwa tygodnie później na mityngu Złotej Ligi w Brukseli pobiła rekord kraju utrzymujący się do dziś - właśnie 4,83 cm.

- Szykuję się na więcej. Czekam na odpowiednie warunki. Na mityngu w Oslo nie było dobrej do skoków pogody, tym razem było słonecznie i sucho. Mam za sobą trzy konkursy na otwartym stadionie w trzech całkowicie odmiennych warunkach - mówi "Gazecie" Rogowska.

Polka skacze na coraz twardszych tyczkach, coraz dalej je chwyta - wszystko to przekłada się na wysokość. W Sztokholmie używała twardszej tyczki, niż gdy biła w Paryżu halowy rekord Polski. Aby taką tyczkę nagiąć i ją dobrze wykorzystać, trzeba mnóstwa siły i szybkości na rozbiegu. Na zdjęciach i w transmisji TV wydaje się, że Polka ma większe bicepsy, większe mięśnie naramienne i kapturowe niż dwa, czy trzy lata temu, ale jej trener i mąż Jacek Torliński śmieje się z porównań. - Ania jest taka, jak była. Zawsze była silna i szybka. Nie robimy nic nadzwyczajnego, zmiany są niewielkie. Po prostu przez lata ciężkich treningów ich wpływ na sportowca kumuluje się, zawodnik rozwija się mięśniowo i jest to naturalne - mówi trener. - Ależ ja ważę tyle, co zawsze! Po prostu telewizja poszerza, a na zdjęciu napinam mięśnie w geście zwycięstwa - śmieje się tyczkarka i zapewnia, że w kontakcie bezpośrednim pozostaje nadal drobną i delikatną kobietą.

Lekkoatleci podkreślają, że tegoroczny sezon jest bardzo długi. MŚ w koreańskim Daegu odbywają się na przełomie sierpnia i września. Rogowska zamierza w środku sezonu przystopować, aby najwyższa forma ("Jestem wciąż daleko od niej" - mówi) przyszła za dwa miesiące. - Na razie mam zamiar walczyć z najlepszymi, okrzepnąć w rywalizacji - mówi.

Jej największa przeciwniczka, rekordzistka świata Jelena Isinbajewa, jeszcze nie pokazała, na co ją stać po niemal rocznej przerwie od skakania i po powrocie do trenera Jewgienija Trofimowa, który ją przywiódł do pierwszych wielkich sukcesów. Isinbajewa, do której należy 18 z 20 najlepszych wyników w rankingu wszech czasów, i która pobiła 27 rekordów świata, nie wzięła udziału w żadnym tegorocznym mityngu na otwartym stadionie, ale w hali pokonała 4,85 m. Caryca tyczki musi jednak wystartować w lipcowych mistrzostwach Rosji w Czeboksarach - prawdopodobnie dopiero wtedy będzie wiadomo, co się w jej skokach zmieniło, a co zostało po staremu.

W Sztokholmie Rogowska i Adam Kszczot w biegu na 800 m byli jedynymi polskimi triumfatorami drużynowych mistrzostw Europy (drugie miejsca zajęli Kamil Kryński na 200 m, Tomasz Majewski w pchnięciu kulą, Paweł Fajdek w rzucie młotem). Polska zajęła szóste miejsce wśród 12 reprezentacji. Wygrała Rosja przed Niemcami i Ukrainą.

Sportowe rekordy oglądalności. Nie tylko piłka przyciąga