Sport.pl

Akademicki Związek Skandali: stadion-bubel, kradną

- "Gazeta": Słyszał Pan, że dyrektor AZS-u na zebraniach zarządu obraża trenerów nazywając ich debilami? - Prof. Piotr Kula, prezes Akademickiego Związku Sportowego: Nie słyszałem, żeby w ten sposób zwracał się do szkoleniowców, ale dochodziły do mnie słuchy, że tak było. No cóż, rozmowy bywają różne.
Niedawno przy ul. Lumumby oddano do użytku nowy treningowy stadion lekkoatletyczny, którego budowa kosztowała prawie 9 mln zł. Połowę tej kwoty dało miasto, drugą Ministerstwo Sportu. Inwestycją kierował AZS. Napisaliśmy, że ten stadion to bubel, wyliczając jego wady. Poparli nas eksperci - lekkoatleci, ich trenerzy i prezes Łódzkiego Związku Lekkiej Atletyki.

Z zarzutami nie zgadzają się władze miasta, wykonawca obiektu oraz Michał Żak, dyrektor AZS-u.

Rozmowa z prof. Piotrem Kulą

Damian Bąbol: Dlaczego wydano 9 mln zł na stadion, który nie jest ani porządnym obiektem lekkoatletycznym, ani tym bardziej piłkarskim?

Piotr Kula: Nowy stadion treningowy, który wywołał taką burzę, jest wynikiem kompromisu. Boisko jest za małe, by oddawać na nim rzuty. Byłoby ryzyko, że młot czy oszczep wyląduje na bieżni albo nawet na ulicy. Zdecydowaliśmy więc, że zamiast naturalnej trawy położymy sztuczną. Dzięki temu AZS będzie mógł wynajmować boisko i na nim zarabiać.

To oznacza, że nie będziecie mogli organizować tutaj mityngów na światowym poziomie, a to było głównym celem AZS-u

- I tak, dopóki nie będziemy mieli m.in. trybuny i wieży sędziowskiej takich imprez w Łodzi nie będzie.

Dlaczego zmieniliście pierwotne plany - boisko miało być trawiaste, a bieżnia miała mieć tartanową nawierzchnię, taką jaka pasuje biegaczom. Do tego nie było mowy o tym, że obiekt będzie służył piłkarzom.

- Rzeczywiście wcześniejsze założenia były inne. Być może były to błędy w projekcie.

Przyznaje się Pan do nich?

- Osobiście nie, bo ja wstępnego projektu nie przygotowywałem. Ale pewne niedopatrzenia musiały być.

Skoro na lekkoatletycznym stadionie treningowym nie można oddawać rzutów, to po co w ogóle powstała rzutnia, miejsce, z którego się je wykonuje?

- Jeśli dzieci będą chciały tam potrenować, to teraz mają gdzie. Na pewno jednak podczas mityngów zawodnicy nie będą się tam przygotowywać.

A gdzie? Przecież stadion treningowy za 9 mln zł właśnie po to powstał?

- Niewykluczone, że w Parku 3 Maja. To dobre miejsce.

Jest jeszcze bieżnia. Według biegaczy, np. dwukrotnego olimpijczyka Piotra Kędzi, jest za twarda. Inni twierdzą, że za śliska...

- Bardzo dobry zawodnik jakim jest Kędzia oczywiście ma prawo się wypowiadać na ten temat, ale jego opinia jest jedyną, jaką słyszałem na temat bieżni. Do treningów jest w sam raz, dobre wyniki biegacze i tak będą osiągać gdzie indziej.

A malkontenci i frustraci zawsze się znajdą.

Czy malkontentem i frustratem jest dwukrotny olimpijczyk i jego trener Krzysztof Węglarski? Właśnie oni bieżnię krytykują.

- Rzeczywiście może to za mocne słowa. Stadion treningowy to inwestycja miejska. Jeśli ktoś miał jakieś uwagi, to wcześniej mógł zgłosić je w wydziale sportu. Nikt tego nie zrobił.

Nikt z AZS-u podczas budowy stadionu nie pytał ich o zdanie.

- Ale wypowiadali się inni eksperci i oni nie mieli zastrzeżeń.

W innych miastach na podobnych stadionach treningowych bieżnie są tartanowe, a boisko ma naturalną trawę. Tak jest m.in. w Spale, Bielsku-Białej, Bydgoszczy i tak będzie na nowym obiekcie w Krakowie. W Łodzi nie.

- Bo czasem trzeba złamać standardy. Według mojej wiedzy i przeprowadzonych analiz nawierzchnia bieżni, jaka jest u nas, jest o wiele lepsza.

Trener Węglarski powiedział, że w Łodzi powstał kolejny orlik, a nie nowoczesny stadion lekkoatletyczny. Ja bym dodał, że orliki są za darmo, a AZS chce swoje boisko wynajmować za pieniądze. I na nich jest sztuczne oświetlenie. Wasze boisko może byłoby i konkurencyjne, gdyby było wymiarowe, a nie jest.

- Oświetlenie niedługo zrobimy. Na naszym boisku będą mogły odbywać się m.in. zajęcia wuefu dla studentów. Poza tym będzie można je wynajmować na organizację różnych turniejów. Na tym zarobimy.

O AZS-ie jest coraz głośniej z powodu różnego rodzaju konfliktów. Słyszałem nawet opinie, że to Pan skłóca działaczy.

- Jeśli tak jest, to za rok już pewnie nie będę skłócał. Coraz częściej myślę bowiem o rezygnacji z funkcji prezesa związku. Przez osiem lat pracowałem społecznie, nie wziąłem nawet złotówki. Już chyba czas, aby zakończyć kadencję pełną sukcesów.

Jakich?

- Kiedy obejmowałem AZS jego zadłużenie wynosiło 2,5 mln zł. Po latach ciężkiej pracy doprowadziliśmy do płynności finansowej. W mało którym klubie jest to możliwe.

Pana pracownik, dyrektor Michał Żak publicznie obraził Lecha Leszczyńskiego, prezesa Łódzkiego Związku Lekkiej Atletyki i ważnego działacza AZS-u, tak naprawdę swojego przełożonego. Pozwala Pan na to?

- Ja widzę to inaczej. Michał Żak bronił się przed zarzutami, jakie padły wobec nowego stadionu treningowego. Dlatego napisał emocjonalny list i wysłał go do dziennikarzy. Został sprowokowany. Dla mnie to znakomity pracownik.

W tym liście Michał Żak napisał o Lechu Leszczyńskim: "jest tylko chemikiem, niepraktykującym instruktorem lekkiej atletyki, który ma styczność ze stadionami LA tylko z miejsca z trybun, gdzie oklaskuje startujących zawodników. Uznaliśmy więc, że nie jest on żadnym dla nas autorytetem, a o budowie stadionów LA wie mniej niż o budowie kompostownika na działce". Pana podwładny obraża jednego ze swoich szefów. Pytam więc jeszcze raz, co Pan na to?

- Wszyscy Michała Żaka znają z takich odpowiedzi, on po prostu taki już jest. Przez lata łagodzę w związku różne konflikty i teraz też to zrobię. Ale przyznaję, że rzeczywiście zostało naruszone dobre imię AZS-u. Co teraz powinienem zrobić? Pokazać dwie czerwone kartki skłóconym stronom i byłoby po problemie. Tylko, kto wtedy pracowałby dla związku?

A słyszał Pan, że dyrektor AZS-u na zebraniach zarządu obraża trenerów nazywając ich debilami? To też poważny zarzut.

- Przede wszystkim Michał nie jest dyrektorem AZS-u, tylko moim asystentem. Dlaczego tak się tytułuje, nie wiem. Nie słyszałem, żeby w ten sposób zwracał się do szkoleniowców, ale dochodziły do mnie słuchy, że tak było. No cóż, rozmowy bywają różne.

Prezes Leszczyński czuje się obrażony. Przeprosi go Pan za zachowanie swojego pracownika?

- Jeśli pan Leszczyński czuję się urażony, to oczywiście za zachowanie Michała Żaka przepraszam. Przyznaję, że w tej sprawie przesadził.

Jakie poniesie konsekwencje?

- Na pewno nikt mi nie będzie mówił, kogo mam zwolnić. Nie będę ulegał presji. Zwrócę Michałowi uwagę.

To nie koniec afer w AZS-ie. Nie tak dawno głośno było o tym, że z kasy klubu zniknęło 200 tys. zł. Jak to możliwe?

- Okazało się to po przeprowadzeniu wewnętrznego audytu. To świadczy o skutecznej postawie zarządu.

Jak to się stało, że tyle pieniędzy wypłynęło z kasy klubu?

- To był dla mnie szok. Stały za tym dwie księgowe, których nigdy bym o coś takiego nie podejrzewał. Raz udało im się ukraść 10 zł, drugim razem 20 i tak zebrała się ta duża suma.

Powiadomił Pan prokuraturę?

- Te osoby większość pieniędzy już oddały, spłacają dług na raty. To nie były publiczne pieniądze, więc sprawę załatwiliśmy wewnątrz związku. Przyznaję, że ta sprawa, to moja osobista porażka. Sam się zdziwiłem, że zostałem wybrany na prezesa zarządu na kolejną kadencję.

Za rok nowe wybory. Zrezygnuje Pan z funkcji?

- Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem, ale mam taki zamiar, chociaż mam w głowie jeszcze kilka pomysłów. Może rzeczywiście już czas odejść? Tylko czy znajdzie się ktoś, kto będzie miał tyle zapału co ja? No i nie może być to osoba konfliktowa, co mi niektórzy zarzucają.

* Prof. Piotr Kula jest prezesem zarządu AZS-u i pracownikiem Politechniki Łódzkiej

Caster Semeny'a walczy o sponsorów na Facebook »


Więcej o: