Lekkoatletyka. Gay pobił Bolta

Usain Bolt pokonany po raz pierwszy od 15 finałów setki. W Sztokholmie wygrał z nim Tyson Gay. - Pierwsze 10 metrów to był szajs - mówił Bolt
Rekordzistę świata, multimedalistę igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata całkowicie rozproszyło dwukrotne odwlekanie startu. Najpierw zawodnicy wstali, bo zaczęły bić kuranty na 21. Potem ktoś na trybunach znacząco kaszlnął. Bolt nie krył irytacji, a potem wyszło na jaw, że po prostu nie jest w formie.

Za to Gay jest w świetnej - pobiegł 9,84 s. Jeszcze 10-15 lat temu byłby to wynik, przy którym znawców przechodziłyby dreszcze po całym ciele i przez najbliższe miesiące toczyłaby się debata o granicach ludzkich możliwości. A dziś to tylko 9,84 s - rezultat aż o niemal 0,3 s gorszy od rekordu świata Bolta.

- Pierwsze 10 metrów to był szajs. Na 30 metrach nie miałem mocy. Nie mam mocy, nie mam niczego. Ona mnie zawiodła. Muszę nad nią popracować - powiedział Jamajczyk, który z powodu kontuzji achillesa traktuje sezon ulgowo.

Ostatni raz Bolt przegrał również w Sztokholmie. Przed dwoma laty pokonał go rodak Asafa Powell. Najszybszy biegacz sezonu - ma w tym roku identyczny wynik co Bolt, 9,82 s - nie wystartował w Szwecji, bo odnowiła mu się kontuzja.

- Ja wiem, że Usain jest w dołku, ale mimo to cieszę się ze zwycięstwa - mówił Gay, który pokonał Jamajczyka po raz pierwszy w karierze i zabrał z sobą do domu w Kentucky diament dla swojej matki. Jego słowa świadczą o klasie - wypowiadał je sprinter, którego w tym roku Bolt pokonywał już dwukrotnie.

Ale na Jamajce porażkę Bolta tłumaczą nie kontuzją, ale zbyt częstym imprezowaniem. "Ostatni dzwonek, aby się przebudzić" - woła "Jamaica Observer", mimo że Bolt przegrał tylko z drugim najszybszym człowiekiem na świecie (Gay pokonał setkę w 9,61 rok temu w Szanghaju).

Kolejny może zabrzmieć podczas finału Diamentowej Ligi w Brukseli lub nawet wcześniej, w finale Ligi z Zurychu, gdzie wystartują w sztafetach swoich krajów.

Obaj zmierzą się zapewne w ważniejszym biegu - finale setki za rok w mistrzostwach świata w Daegu w Korei. Bolt będzie musiał pobiec w granicach swojego rekordu świata, aby znów zapewnić sobie złoto.

Mistrz Europy chce pobić rekord Polski. Wszystko jedno gdzie

Lewandowski po szczęśliwym zwycięstwie w Diamentowej Lidze w Sztokholmie i wcześniejszym zdobyciu tytułu mistrza Europy na 800 m ma miejsce w dowolnie wybranym mityngu. Nie problem wyboru zawodów jest jednak teraz największym dylematem, ale jak osiągnąć wynik, który będzie dobrze wyglądał w corocznym podsumowaniu. Bo zawodnik, który z roku na rok nie biega szybciej, to tak, jakby się nie rozwijał. Niby wiadomo, że 23-letni Lewandowski rozwija się błyskawicznie, ale dowodu czarno na białym brak.

Lewandowski w Sztokholmie chciał więc pobić rekord życiowy (1,43.84 w mityngu Złotej Ligi w Monako w 2009 r.) i być może rekord Polski należący do Pawła Czapiewskiego (1,43.72, mityng Złotej Ligi w Zurychu w 2001 r.).

Ale tego się po prostu w Szwecji nie dało zrobić. - Obsada była bajeczna, mój rekord życiowy był chyba najsłabszy wśród ich tegorocznych wyników. Ja sam byłem zdeterminowany, aby mocno pobiec. Ruszyłem ostro. Miałem dobry czas otwarcia na 200 m - 24 s. Ale potem chłopcy zahamowali. Doszło do tego, że w połowie drugiego okrążenia musiałem klepnąć "zająca", aby biegł szybciej - mówił "Gazecie" Lewandowski.

"Zając" - Amerykanin Khavedis Robinson - myślał, że Polak chce, aby mu ustąpić, zbiegł w prawo i zrobił potworne zamieszanie w szeregach faworytów. Sudańczyk Abubaker Kaki Khamis w ogóle zrezygnował z biegu, Boaz Kiplagat Lalang, Jackson Mumbva Kivuva, Alfred Kirwa Yego kompletnie się pogubili. Polak po fantastycznym finiszu wygrał swój pierwszy mityng Diamentowej Ligi, ale czas nie był najlepszy - 1,45.06.

- Teraz nie wiem, gdzie startować. Bieg na 800 w najbliższej Diamentowej Lidze w Londynie nie ma statusu "diamentowego wyścigu". Może lepiej poświęcić się treningowi. Finał Diamentowej Ligi w Brukseli? Też mam wątpliwości. Chciałbym pobiec szybko, a jest mityng w Rieti dwa dni później, w którym zawsze są bardzo dobre wyniki - mówi Lewandowski.

Faktycznie, w odbywającym się na przełomie sierpnia i września włoskim mityngu biega się szybko. To tam w zeszłym roku ustanowiono trzy najlepsze czasy, podobnie było w 2006 r. Ale za każdym razem ustanawiali je biegacze z najściślejszej czołówki, którzy w tym roku biegać będą w Brukseli.

Polak jest w "diamentowym wyścigu" czwarty za najlepszym w tym roku Kenijczykiem Davidem Lekutą Rudishą, za Mbulaeni Mulaudzi z RPA i za Kaki. Od trzeciego miejsca w klasyfikacji 800 m dzieli go punkt - inaczej mówiąc, minimum trzecie miejsce w Brukseli, o ile znów pokona w biegu Kaki.