Lekkoatletyka. Niemcy wyrzucili Rogowską

Anna Rogowska od dwóch lat ćwiczyła w Leverkusen, gdzie pomagał jej trener miejscowego klubu Leszek Klima. To nie podobało się Niemkom, a szczególnie Silke Spiegelburg, która wymogła na swoim związku, by wygonić Rogowską do Polski
Baw się z nami w Wygraj Ligę! Wygraj 20 000 zł!

Kariera Rogowskiej znalazła się na wielkim zakręcie po igrzyskach w Pekinie. Trapiona przez kontuzje i załamana nieudanymi eksperymentami treningowymi (m.in. pobyt w Wołgogradzie) zawodniczka na długie miesiące wypadła ze światowej czołówki i ciężko było uwierzyć, że kiedykolwiek do niej wróci. Ratunkiem okazało się nawiązanie współpracy z Klimą, wychowawcą wielu znakomitych tyczkarek i tyczkarzy, który obecnie jest trenerem w Bayerze Leverkusen. Tam jego najsłynniejszą podopieczną jest właśnie Spiegelburg.

Rogowska wraz ze swoim mężem i szkoleniowcem Jackiem Torlińskim trenowała w Niemczech przez dwa lata. Odzyskała formę, znów zaczęła wygrywać, a ukoronowaniem jej powrotu na szczyt był wywalczony rok temu złoty medal mistrzostw świata w Berlinie. Jak się później okazało,

był to początek jej końca w Leverkusen

- W tym konkursie Spiegelburg zajęła dopiero czwarte miejsce i puściły jej nerwy - opowiada Klima. - Ona zdaje sobie sprawę, że jest słabsza od Ani pod każdym względem, a szczególnie fizycznym i motorycznym. I nawet jeśli będzie trenować na 120 proc., to prawdopodobnie nigdy jej w tym aspekcie nie dogoni. Strasznie ją to dołowało i trudno się dziwić, że z trudem znosiła wspólne treningi - podkreśla szkoleniowiec.

W tym roku Rogowska jeszcze została w Leverkusen, ale szybko dano jej do zrozumienia, że to ostatni sezon współpracy z Klimą na dotychczasowych zasadach.

- Silke wymogła na niemieckim związku lekkoatletycznym, aby zakazali mi treningów w Leverkusen, a trener Klima musiał się temu podporządkować - mówi Rogowska. - Dla mnie jej zachowanie jest śmieszne, zachowała się jak dziecko, ale takie są kobiety. Myślę, że gdyby podobna sytuacja wydarzyła się u mężczyzn, ten drugi tylko zacisnąłby zęby i dalej pracował, aby w uczciwej rywalizacji pokazać swoją wyższość. Tymczasem Niemcy postanowili mnie wyrzucić. Trudno, jakoś sobie poradzimy, a te dwa lata naprawdę dały nam bardzo dużo. Wiele się od trenera Klimy nauczyliśmy i jesteśmy wdzięczni, że mieliśmy okazję z nim współpracować - tłumaczy mistrzyni świata.

Kozakiewicz rozumie

Decyzję Spiegelburg i niemieckiego związku rozumie Władysław Kozakiewicz, mistrz olimpijski z Moskwy, który mieszka teraz w niemieckiej miejscowości Bissendorf.

- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Klima, w tej chwili jeden z najlepszych trenerów tyczki na świecie, chciał pomóc swojej rodaczce. Z kolei Niemcy zdawali sobie sprawę, jakim zagrożeniem dla ich zawodniczek jest będąca w najwyższej formie Rogowska. Pamiętam, że kiedy przed laty przyjeżdżali do nas radzieccy zawodnicy i trenerzy, to my się bardzo zżymaliśmy. Oni podpatrywali nasze metody treningowe, uczyli się od nas, a potem lali nas na najważniejszych imprezach. Choć na szczęście nie zawsze (śmiech). Szkoda, że Ania nie będzie już trenować pod okiem takiego fachowca, ale na pewno sobie poradzi - podkreśla Kozakiewicz.

Usain Bolt przegrywa z Tysonem Gayem w Sztokholmie. Obaj czekają na Powella »