Marcin Lewandowski - polski mistrz Europy wypił przed biegiem miksturę z Kenii. Siara i mnóstwo cukru

Siara, czyli pierwsze mleko, plus miód, woda i mnóstwo cukru. Niedobre jak diabli... No dobra, mamy miksturę, której używają Kenijczycy - przyznał po złotym medalu Marcina Lewandowskiego w biegu na 800 m na mistrzostwach Europy w Barcelonie jego brat i trener Tomasz Lewandowski. Polak wypił także przed sobotnim biegiem dawkę płynu dostarczoną przez kenijskiego mistrza olimpijskiego Wilfrieda Bungei. Lewandowscy wciąż próbują dociec w laboratoriach sekretu tajemniczej mikstury.
Zimą Marcin Lewandowski jako pierwszy Polak wyjechał do Kenii, gdzie są prawdopodobnie najlepsze - i najcięższe - na świecie warunki do przygotowań dla biegaczy.

Nie tylko afrykańskim naukom i treningom w Kenii Marcin Lewandowski zawdzięcza sobotni sukces.

- No dobra, mamy miksturę, której używają Kenijczycy. Siara, czyli pierwsze mleko, plus miód, woda i mnóstwo cukru. Niedobre jak diabli. Ale Marcin pije co dzień, dostarczaną z Kenii. Rano przed finałem też pił - mówi Tomasz Lewandowski, trener i brat Marcina.

- Oddaliśmy miksturę do laboratorium antydopingowego w Kolonii oraz do kliniki olimpijskiej w Berlinie, gdzie Marcin się bada. Musimy dowiedzieć się, dlaczego tak skutecznie pomaga. No i jak ją zastąpić, bo przecież nie możemy jej wciąż ściągać z Kenii. Mamy już wstępne analizy biochemiczne i znamy już polskie odpowiedniki, ale na razie nie powiem, jakie - tłumaczy trener.

Prawdopodobnie mikstura działa jak naturalny odkwaszacz mięśni, oczyszcza organizm ze złogów kwasu mlekowego, szkodliwego produktu ubocznego pracy mięśni.



Treningi Lewandowskiego w Kenii

Lewandowscy to bodaj najbardziej odważny duet w polskim sporcie. Nie każdego dobrze zapowiadającego się zawodnika z czołówki światowej stać na ryzykowny ruch, na jaki zdecydowali się bracia. Pojechali trenować do Kenii, na wysokie płaskowyże, gdzie wyrastają biegacze rządzący światem długich dystansów. Tam spędzili najważniejsze tygodnie swojego sportowego życia.

- Bywało, że bieżącej wody nie było i prądu. Bałem się malarii. Ale jeżeli tam trenują najlepsi na świecie, to musi coś w tym być. Dlatego pojechaliśmy - mówił Lewandowski, który jest wegetarianinem i z kenijską dietą opartą na pieczonym mięsie miał dodatkowe kłopoty. Musiał jeść ugali, mąkę kukurydzianą z wodą! I na tym paliwie trenować.

A jakie to były treningi!

Kapsabet, gdzie mieszka Bungei, położone jest 2100 m n.p.m. - Powietrze tam rzadkie, trudno oddychać, trzeba się powoli przyzwyczajać. Są pagórki, więc Kenijczycy nie trenują siły, na tych wzgórzach rodzi się ich naturalna moc biegowa - mówi Marcin i dodaje: - Jadę tam znów, bez żadnych wątpliwości. Ale nie dłużej niż na miesiąc. Chyba że uda mi się namówić Adama lub kogoś jeszcze. Jeśli pojedzie większa grupa, uda mi się wytrzymać dłużej.

Rozrzedzone powietrze kenijskie wymusza wyższą produkcję czerwonych krwinek przez szpik kostny, co powoduje zwiększenie wytrzymałości.

Organizm osiemsetmetrowca jest hipersprawny jak bolid F1, ale i równie wrażliwy. Spadek jednego z 300 parametrów silnika w pewnych warunkach oznacza koniec wyścigu. Adamowi Kszczotowi, brązowemu medaliście z Barcelony, niedawno brakowało we krwi żelaza, więc produkcja odpowiedzialnych za transport energii do mięśni czerwonych krwinek spadała. Biegacz nie miał sił na ostatnich 200 metrach. Trzeba było znaleźć przyczynę, odbudować strukturę krwi.

Dlatego najeżony przewidywalnymi i nieprzewidywalnymi niebezpieczeństwami wyjazd Lewandowskich na peryferia Kenii B jest imponującą decyzją - było to skalkulowane ryzyko wspaniałych sportowców, którzy chcą czegoś więcej. Bardzo wysokie ryzyko, ale i stawka była bardzo wysoka.

Teraz Lewandowscy wiedzą, jak postępować dalej, jak zdobyć kolejną przewagę nad rywalami. Wiedzą, kiedy pojechać do Kenii, gdzie tam się udać, jak trenować, jak się odżywiać. No i mają tajemniczą miksturę.

Lewandowski będzie biegać na 400 m?

Lewandowscy są zdeterminowani, by na igrzyskach w Londynie przejść do historii, czyli pokonać Afrykanów.

Wkrótce być może zdecydują się na kolejny odważny krok, poświęcając oczywiste korzyści medalowe na innych imprezach.

- Myślimy, aby startować na 400 m, a nie 800 m, żeby zdobyć większą szybkość na igrzyska. Jej można się nauczyć tylko za młodu, wytrzymałość można wytrenować zawsze - mówi 23-letni Marcin. - Być może w związku z tym nie wystartuję w mistrzostwach świata, bo trudno będzie mi się zakwalifikować.

Lewandowski po biegu: rozkręcać imprezę...

- Koncentrowałem się na tym, by trzymać się czołówki - mówił po finałowym biegu w Barcelonie Marcin Lewandowski. - Tempo było dość wolne, dlatego gdy pozostało 300 m do mety zacząłem "rozkręcać imprezę". Ważne było, żeby ustawić się po zewnętrznej stronie. Nie chciałem zostać zamknięty, wolałem minimalnie nadrabiać. Wiedziałem, że na ostatnim łuku będzie walka o wszystko. Ostateczne depnięcie było na 150 m do mety, a na ostatniej prostej postawiłem kropkę nad i. Udało się, a ja po raz kolejny udowodniłem, że umiem walczyć i za darmo skóry nie sprzedaję.