Lekkoatletyka. Halowe mistrzostwa świata - złote tyczki Rogowskiej

Pojedynek Anny Rogowskiej z Jeleną Isinbajewą to dla polskich kibiców najciekawsze wydarzenie halowych mistrzostw świata. Tomasz Majewski wciąż szuka formy i nie jest faworytem do medali
Zawody w stolicy Kataru Dausze trwają od piątku. Choć to najważniejsza impreza zimowego sezonu, temperatura jest letnia. - Upał daje się we znaki podczas treningu - mówi Angelika Cichocka, która pobiegnie na 800 m. Zawodnicy trenowali na otwartym stadionie. - Jak włączą klimatyzację, w hali będzie chłodniej niż na powietrzu - mówi Jacek Lewandowski, trener kadry sprinterek.

Rozpoczęły się już eliminacje do sobotnio-niedzielnych finałów. W 15-tysięcznej Aspire Dome stanęły na starcie także tyczkarki. To jeden z najciekawiej zapowiadających się pojedynków. Jelena Isinbajewa chce się zrewanżować mistrzyni świata Annie Rogowskiej za porażkę w Berlinie. W tym roku się jeszcze nie spotkały. Isinbajewa nie przyjechała do Bydgoszczy na mityng Pedro's Cup, gdzie Rogowska poprawiła halowy rekord Polski - 4,81. Polka nie zjawiła się w Moskwie, gdzie Isinbajewa zwyciężyła z najlepszym wynikiem na świecie - 4,85. Jeszcze tylko Brazylijka Fabiana Murer skoczyła w tym sezonie powyżej 4,80.

- Chcę tutaj poprawić rekord życiowy - mówi Rogowska, która do Dauhy przyjechała z nowymi, złotymi tyczkami. Skok powyżej 4,83 na pewno da medal. Eliminacje faworytki przeszły pewnie. Polce wystarczyły dwie próby, by uzyskać 4,45, Isinbajewa od razu skoczyła 4,55.

Inny medalista z Berlina, wicemistrz świata w pchnięciu kulą Tomasz Majewski, nie jest w Dausze pewniakiem do podium. Zakończył eliminacje dopiero na ósmym miejscu. Ciągle nie może wrócić do dobrej formy sprzed miesiąca. W piątek uzyskał 20,38 m. - Ciągle nie pcham równo, zbyt wolno. Każda próba jest inna. Czuję jednak moc. Będzie dobrze. Przyjechałem tu po medal - mówi Majewski optymistycznie. Faworytami są Amerykanin Christian Cantwell i Niemiec Ralf Bartels. Finał kuli odbędzie się w sobotę. Tego samego dnia w finałowej stawce pokaże się tyczkarz Łukasz Michalski. Skoczył jak wszyscy pozostali uczestnicy eliminacji 5,60 m.

16-osobowa polska reprezentacja poniosła już straty pierwszego dnia zawodów. Najbardziej przykre było odpadnięcie Angeliki Cichockiej. To jedna z największych niespodzianek tegorocznego sezonu halowego. 800 m przebiegła w 2.00,86. W piątek miała czas niewiele gorszy - 2.01,00, co było trzecim wynikiem eliminacji. Została jednak zdyskwalifikowana za zbyt wczesną zmianę toru.