Dobre występy polskich sztafet

Polskie sztafety 4x400 m - kobiet i mężczyzn - awansowały do finałów. Polacy pobiegną też w męskim półfinale biegów na 4x100 m.
Aleksandra Pielużek, Grażyna Prokopek, Aneta Lemiesz i Małgorzata Pskit awansowały z siódmym czasem eliminacji (3.27,37) do finału sztafety 4x400 m. Takiego sukcesu sztafeta Polek nie odniosła od wielu lat. Na mistrzostwach świata nigdy nie mieliśmy reprezentacji w tej konkurencji. Najszybciej pobiegłu Amerykanki, które uzyskały wynik 3.21,97.

Także męska sztafeta łatwo wywalczyła awans do finału, choć kontuzje wykluczyły Piotra Długosielskiego jej lidera - Roberta Maćkowiaka. Rafał Wieruszewski, Piotr Haczek, Jacek Bocian i Piotr Rysiukiewicz przebiegli dystans 4x400 m w czasie 3.01,32, który dał im drugie miejsce w ich biegu eliminacyjnym. Klasę potwierdzili wielcy faworyci - Amerykanie. Ich czas to 3.00,07. - Rozkazałem kolegom, by pobiegli na tyle szybko, żebym na ostatniej zmianie wziął tylko pałeczkę i się przebiegł - opowiadał na mecie Rysiukiewicz, nie sprawiający wrażenia zmęczonego. - Chyba mnie posłuchali. Ciężej było wejść na schody prowadzące do strefy mieszanej niż ostatnia prosta - dodał roześmiany.

Jest niemal w stu procentach pewne, że w finale nie wystąpi Maćkowiak. Według lekarza grozi mu zerwanie ścięgna Achillesa, ale zawodnik pali się do startu. Prawdopodobnie wykuruje się natomiast Długosielski. - Bez Roberta będzie trudniej, ale za to ciekawiej - mówi Rysiukiewicz. - W sztafecie lidera jest łatwiej zastąpić - tłumaczy Haczek. - W tym składzie stać nas na czas 2.58,90. Ale nie wiem, czy to wystarczy na medal.

Z awansem do półfinału nie miała też problemów sztafeta mężczyzn 4x100 m. Polacy, biegnący w składzie: Ryszard Pilarczyk, Łukasz Chyła, Piotr Balcerzak oraz Marcin Urbaś uzyskali w eliminacjach najlepszy wynik w tym roku - 38,79, plasując się na trzecim miejscu w swojej serii. - Chcieliśmy tylko przejść dalej - opowiadał Balcerzak. - Mieliśmy łatwą serię, więc postanowiliśmy robić "bezpieczne" zmiany. Nie warto było ryzykować. W półfinale ryzykować już będziemy. Chcemy zwiększyć dobieg.

Po biegu można było odnieść wrażenie, że w polskiej sztafecie wybuchła awantura. - Zawsze dyskutujemy po biegu -uspokajał dziennikarzy Balcerzak. - A ja jestem najstarszy, więc mam najwięcej do powiedzenia.

- Pobiegłem asekuracyjnie - mówił debiutujący na mistrzostwach Chyła. - Trochę się bałem tego debiutu. Ale obiecuję, że w następnych biegach nad tym zapanuję.

Pierwsza runda przyniosła sporo niespodzianek: Najpierw główni faworyci do zwycięstwa Amerykanie zostali zdyskwalifikowani za przekroczenie toru na pierwszej zmianie. Mistrzowie świata i złoci medaliści igrzysk olimpijskich w Sydney złożyli jednak protes, który - po analizie zapisu video - został przyjęty. W półfinale wystąpią jednak osłabieni, bowiem kontuzji doznał Jon Drummond.

Inni kandydaci do miejsc na podium nie mieli tyle szczęścia. Kłopoty z przekazaniem pałeczki po raz kolejny na imprezie wielkiej rangi mieli Brytyjczycy i, podobnie jak na igrzyskach olimpijskich w Sydney, nie będą się liczyć w walce o medale, bowiem nie ukończyli biegu eliminacyjnego. Swój występ w Edmonton zakończyli również Jamajczycy, którzy na ubiegłorocznych igrzyskach zajęli czwarte miejsce. Jeden z nich się zagapił i na moment zupełnie stracili rytm biegu. W swojej serii Jamajka zajęła dopiero szóstą pozycję. W półfinałach zabraknie również Kubańczyków i Niemców.