Marek Plawgo i Paweł Januszewski - polski duet na 400 m ppł.

Mój rekord życiowy pozwala mi myśleć o medalu mistrzostw świata w Edmonton - mówi Marek Plawgo, który przed tygodniem poprawił rekord Polski w biegu na 400 m ppł. (48, 16 s)
Polska usłyszała o Plawgo w ubiegłym roku, kiedy w Santiago de Chile został mistrzem świata juniorów w biegu na 400 m ppł. Dla ówczesnego 19-latka było to bardzo ważne wydarzenie. - Po tym medalu wiedziałem już, że lekkoatletyka jest tym, co chcę w życiu robić. Tam postanowiłem, że bieganie na jakiś czas zostanie moim zawodem.

Efekty przerosły oczekiwania samego zawodnika. Przed tygodniem agencje podały sensacyjną wiadomość. Na mityngu Grand Prix IAAF w Osace 20-letni Plawgo z Warszawianki Top 2000 o 0,01 s poprawił rekord Polski starszego o dziewięć lat Pawła Januszewskiego ze Skry.

Wyzwanie, nie idol

Opowieść Plawgi o rekordowym biegu jest zaskakująca.

- Miałem spore rezerwy, w każdym momencie mogłem przyśpieszyć. Nie zrobiłem tego, bo bałem się, że nie wytrzymam końcówki. Wcześniejsze treningi pokazywały, że na ostatniej prostej tracę siły, stąd asekuracja. Tempo było mocne, ale ja wiem, że mogłem dać z siebie sporo więcej.

Plawgo przyznaje jednak, że gdy zobaczył czas, przeżył szok. - Plany na ten sezon były proste: miałem wypełnić minimum na mistrzostwa świata w Edmonton i próbować ścigać Pawła Januszewskiego. A tu już na początku sezonu, w pierwszym biegu, zostaję rekordzistą Polski! - mówi. - Do dzisiaj jestem tym mocno zaskoczony. Ale to wcale nie oznacza, że w siebie nie wierzyłem. Znam swoją wartość, ale taki progres wyniku był ciężki do przewidzenia. Co na to wszystko Paweł? Pogratulował mi, nadal razem trenujemy, a w wolnym czasie gramy na komputerze. On nigdy nie był moim idolem, bardziej wyzwaniem. Dogoniłem go i ta sytuacja chyba dla nas obu jest trochę niezręczna.

Niecenzuralne gratulacje

Opowiada Januszewski: - O wszystkim dowiedziałem się na obozie w Spale. Grałem sobie na komputerze, a tu mówią, że Marek poprawił mój rekord. Nagle przestało mi iść w grze. Szczerze mówiąc, długo nie mogłem w to uwierzyć. Co zrobiłem, jak już uwierzyłem? No, to dalej grałem. Co miałem zrobić?

Wiadomo, że szczęśliwy nie jestem. Czy zły? No pewnie, ale to jest taka zwykła, ludzka złość. Jestem normalnym facetem i normalnie reaguję. Zabawne są za to SMS-y, które przysyłają mi na komórkę koledzy ze stadionów. Nie zostawiają na mnie suchej nitki - dodaje.

Aktualny i były rekordzista spotkali się na zgrupowaniu w Spale, dokąd Plawgo przyjechał po powrocie z Osaki. - Oprócz gratulacji powiedziałem mu - żartem - co o tym wszystkim myślę - zdradza Januszewski. - Nie będę tego powtarzał, bo były to słowa powszechnie uważane za niecenzuralne. A szczerze mówiąc, najgorzej wkurzyła mnie ta jedna setna, ale to szukanie dziury w całym. Mamy nowego rekordzistę i ja to akceptuję. Przez długi czas wszyscy mnie gonili, a teraz ja będę musiał gonić. Teoretycznie jestem w lepszej sytuacji, bo łatwiej jest gonić, niż uciekać. Sytuacja jest specyficzna z racji różnicy wieku. Ja mam 29 lat, on 20. Ale to jest sport i nie mam żadnego wpływu na zaistniałą sytuację. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala.

Niech pan dopisze pracowitość

Januszewski poprawił rekord w finale mistrzostw Europy, które były największą imprezą lekkoatletyczną 1998 roku. Dokładnie na ten bieg szykował formę, na ten dzień nastawiał się psychicznie. A Plawgo? Swój rekord ustanowił po cichu, na początku sezonu, na przeciętnym mityngu, jakich wiele. - Ja zawsze przygotowuję się do konkretnych imprez i w nich biegam najszybciej. Teraz jest początek sezonu i nie wiem, czy Marek pobiegnie jeszcze szybciej, czy szczyt formy ma za sobą. Tego nikt nie wie, łącznie z samym Markiem. Co prawda cały ubiegły sezon trenowaliśmy razem i wiedziałem, że ten chłopak będzie szybko biegał, ale że aż tak, tego nikt się nie spodziewał. A na pewno nie ja - mówi Januszewski.

Plawgo nie zna powodów swojej formy. - Nie szykowałem się na ten bieg, wystartowałem w nim, realizując normalny cykl treningowy. Nie wiem, może trener potrafi to wyjaśnić?

Trenerem Plawgi od początku jego kariery jest Jan Widera z MKS Bytom. - Przygotowując się do sezonu, wyjechaliśmy na dwa obozy klimatyczne, do RPA i na Wyspy Kanaryjskie. Tam można było biegać w wysokich temperaturach, co zwiększało wydajność i efektywność treningu. To dzięki temu forma przyszła już na początku maja. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżaliśmy na takie obozy, trenowaliśmy w Polsce, a sezony rozpoczynaliśmy znacznie później. Ale uprzedzę pana pytanie i powiem, że ten rekord jest zaskoczeniem również dla mnie.

- On ma wybitne predyspozycje motoryczne i psychiczne - Widera charakteryzuje swego zawodnika. - Często zastanawiamy się, dlaczego zawodnicy na wysokim poziomie nie potrafią wygrać ze słabeuszami. A to dlatego, że szwankują im właśnie cechy wolicjonalne. Sportowiec, wychodząc na bieżnię czy boisko, musi być mocno umotywowany i psychicznie przygotowany do walki. Wielu ludzi dziwi się, że Marek osiągnął taki wynik, mając zaledwie 20 lat. Ale on nie jest wyjątkiem. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Kamila Skolimowska zdobyła w Sydney olimpijskie złoto, mając lat 17.

Rozmowa robi się zabawna, gdy Widera próbuje wymieniać minusy Plawgi. Zastanawia się długo i nie jest w stanie nic powiedzieć. - Może jest leniwy? - pytam żartem. - O nie, co to, to nie - zaprzecza. - Niech pan dopisze przy jego zaletach pracowitość. Minusem może jest jego niecierpliwość. On chciałby wygrywać już, natychmiast.

W kościele było trudniej

Widera z Plawgą spotkali się przed ośmioma laty w Bytomiu. - Marka poznałem, kiedy chodził do piątej klasy szkoły podstawowej. Pomogła w tym moja żona, która w tej szkole uczyła wf. Dała mi cynk i umówiła nas na spotkanie. Na treningi przyszedł jednak dopiero po pół roku, bo wcześniej musiał odprowadzać brata do szkoły i nie miał czasu.

Na początku lat 90. Bytom zwariował na punkcie koszykarzy Stali Bobrek. Wszyscy młodzi chłopcy, niezależnie od tego, czy mieli 150, czy 190 cm wzrostu, chcieli grać w kosza.

- Marek był taki sam, na początku liczyła się tylko koszykówka - mówi Widera. - Czekałem spokojnie, aż dojrzeje i dostrzeże inne dyscypliny. Czekałem, bo od początku wiedziałem, na co stać tego chłopaka w lekkoatletyce. Razem z trenerem Ryszardem Cabanem obserwowaliśmy go i na każdym treningu utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że to niezwykły talent: te długie nogi, długie dźwignie i smukłe mięśnie. Był świetny motorycznie.

Pierwszy raz pobiegł na 400 m ppł. na ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży w 1997 roku.

Patrząc dzisiaj na wątłą sylwetkę Plawgi trudno uwierzyć, że uprawia tak ciężki sport. Na dodatek w swoim życiorysie ma kilka historii, które przeczą stereotypowi płotkarza twardziela.

- Kilka lat temu, na początku nauki w szkole podstawowej, byłem ministrantem - opowiada. - Niedługo, bo godzina stania w kościele przerastała moje siły. Kilka razy zemdlałem i byłem wynoszony. Dzisiaj trudno mi zrozumieć, jak z chłopca, który nie ma sił stać w kościele, może wyrosnąć rekordzista płotków!

Dwóch w finale?

W karierach Januszewskiego i Plawgi ciężko doszukać się analogii. - Marek biegał przez płotki już pod koniec szkoły podstawowej, a ja jeszcze w szkole średniej marzyłem o tym, by zostać piłkarzem - mówi Januszewski. - O płotkach, w ogóle o lekkoatletyce, nie miałem zielonego pojęcia. On od razu zaczynał od biegania płotków, ja długo biegałem 400 m płaskie. Jedno mogę powiedzieć na pewno. Skoro w tak młodym wieku biega już tak szybko, to oznacza, że ma niebywały talent.

- Większy od twojego? - pytam.

- Lekkoatletyka to sport wymierny. Skoro ma lepszy czas, to jest bardziej utalentowany.

Podobieństwo w ich karierach może być - obaj mają szansę na to, by znaleźć się w jednym finale tegorocznych mistrzostw świata w Edmonton. Stanie się tak, jeżeli Plawgo utrzyma formę, a Januszewski powtórzy wyniki uzyskiwane przez ostatnie trzy sezony.

- Czy o tym marzę? - zastanawia się Januszewski. - Raczej nie, bo według mnie mężczyźni nie powinni mieć marzeń, tylko zadania do wykonania. Moje zadanie jest jasne.

- Rozpoczynając przygotowania do tego sezonu, marzyłem o tym, by w Edmonton wejść do finału. Teraz moje marzenia wzrosły. Pojadę tam walczyć o medal. Mój wynik z Osaki pokazał, że stać mnie na to - obiecuje Marek Plawgo.

Marek Plawgo

ur. 25.02.1981 r.

klub: Warszawianka Top-2000

wychowanek: MKS Bytom

trener: Jan Widera

największe sukcesy: rekordzista Polski (48,16); mistrz świata jr. 2000; brązowy medalista MŚ jr. w sztafecie 4x400 m, brązowy medalista mistrzostw Polski 2000

Paweł Januszewski

ur. 02.01.1972 r.

klub: RKS Skra Warszawa

wychowanek: Spartakus Pyrzyce

trener: Janusz Iskra

najważniejsze sukcesy: mistrz Europy 1998; pięć medali na mistrzostwach świata 1999; sześć medali na igrzyskach olimpijskich 2000; akademicki mistrz świata 1999; pięciokrotny mistrz Polski w biegu na 400 m ppł.