Polskie tyczkarki rozpoczynają sezon

Anna Rogowska: Stać mnie na skok powyżej 4,90 m i pobicie halowego rekordu świata Jeleny Isinbajewej. Monika Pyrek: Mnie wystarczy rekord życiowy i poczucie po wspólnych treningach z Isinbajewą, że jestem od niej lepsza w niektórych elementach
Polki zaczną dziś sezon od halowego mityngu Elite Pedro's Cup w Bydgoszczy. Dwa lata temu na olimpiadzie w Atenach lepsza od Pyrek była Rogowska, która zdobyła brązowy medal. W ubiegłym sezonie, choć to ona ośmiokrotnie poprawiała rekord Polski, po srebro mistrzostw świata w Helsinkach sięgnęła Pyrek. Dziś wznawiają rywalizację między sobą i pościg za najlepszą na świecie Rosjanką Isinbajewą.

Wojciech Borakiewicz: Chce Pani zacząć sezon od pobicia rekordu życiowego. Czy w grę wchodzi poprawienie się o 18 cm, od razu na wysokość 4,90m?

Monika Pyrek: I pobicie halowego rekordu świata? Dla mnie pierwsze zawody w sezonie to zawsze zagadka. "Życiówka" byłaby wymarzonym startem, na rekord świata jeszcze nie jestem przygotowana. Na treningach pokonuję poprzeczkę zawieszoną na 4,70-4,80 m. Zawody jednak zawsze weryfikują treningowe osiągnięcia.

Pomogły Pani wspólne treningi z Jeleną Isinbajewą?

- Tak. Na razie byliśmy razem na jednym zgrupowaniu, ale w tym roku czekają mnie jeszcze przynajmniej trzy. Wcześniej koleżanka czy rywalka na treningu mnie nie mobilizowała. Zdarzyło się to po raz pierwszy podczas zajęć z Jeleną. W końcu to absolutna rekordzistka, jedyna kobieta, która skoczyła powyżej 5 metrów. Jest kogo podpatrywać. To, że w jakiś ćwiczeniach była lepsza ode mnie, bardzo mnie denerwowało. Starałam się potem robić je lepiej i jej dorównać.

Zawsze była lepsza?

- Nie, w niektórych zajęciach byłyśmy na tym samym poziomie, w innych to ja byłam górą. Tak to oceniał trener Witalij Pietrow. Wcale nie uciekła mi w technice, ale jest szalenie stabilna pod względem uzyskiwanych świetnych wyników.

W czym górowała Pani nad Isinbajewą?

- W niektórych ćwiczeniach gimnastycznych: na drążku i specjalnych trenażerach, które wymyślał trener Pietrow. Powiedział mi, że mam lepsze czucie na drążku. To mnie bardzo zdziwiło, bo Jelena trenowała przecież 11 lat gimnastykę. W sumie nasz trening był bardzo podobny. Jej słabszą stroną są ćwiczenia biegowe, a ja z tym nie mam kłopotów. Podpatrywałyśmy się nawzajem i to był chyba główny cel trenera Pietrowa.

Nie zazdrości Pani Rosjance szalonej ekspresji, którą zdobywa publiczność?

- Mówią mi, że na rozbiegu wyglądam, jakbym spała. Trudno. Taka już jestem, ale to nie oznacza, że jestem niepewna albo się boję. Mam poczucie własnej wartości.

W Bydgoszczy Pani rywalką będzie jeszcze ekskrólowa tyczki Swietłana Fieofanowa, która wraca po kontuzji.

- Forma Fieofanowej to dla mnie niewiadoma. Myślałam, że czegoś się dowiem podczas konferencji przed zawodami, ale mówiła zbyt zdawkowo. Jak wysoko skacze, okaże się na mityngu.