Lekkoatletyka. Robert Skolimowski: Anita Włodarczyk uchodzi za wzór. Może na wyrost

- Anitę Włodarczyk szanuję za to, jak wielką jest mistrzynią, ale i ona powinna być człowiekiem. Smutne, że robi we własne gniazdo - mówi Robert Skolimowski. Ojciec zmarłej w 2009 roku Kamili świetnie zna polskich młociarzy i ich trenerów, od lat wszystkich zaprasza na mityngi poświęcone pamięci córki. W rozmowie ze Sport.pl opowiada, jak bardzo skonfliktowane jest środowisko




Łukasz Jachimiak: Od lat zaprasza Pan czołówkę polskich młociarzy na memoriały Kamili, więc pewnie wiedział Pan o konflikcie między grupami zawodników i trenerów, o którym teraz dowiadują się kibice?

Robert Skolimowski: Tak, wiedziałem o tym. Wszystko zaczęło się dwa lata temu w Cetniewie. Pewnego razu Wojciech Nowicki i trenerka Malwina Wojtulewicz-Sobierajska kończyli zajęcia, zostały im dwa rzuty, gdy do koła przyszli Anita Włodarczyk i Krzysztof Kaliszewski. Trener kazał im wypieprzać, wstawił do koła krzesło, nie dał już nic zrobić. Kaliszewski i Nowicki stanęli naprzeciwko siebie i się wyzywali. Wiem to od dyrekcji ośrodka. Od tego momentu Anita zaczęła sobie uzurpować prawo do wyłącznego korzystania z rzutni, dyrektor COS-u w Cetniewie dostał taką prośbę. Sprawę udało się wyciszyć, bo grupy schodziły sobie z drogi. Teraz w USA to na nowo narosło. Anitę bardzo szanuję za to, jak wielką jest mistrzynią. Wygrała wszystko, bije rekordy świata, ale i ona powinna być człowiekiem. Przy takiej mistrzyni powinno się uczyć wielu innych zawodników, wszyscy powinni podglądać jak ona trenuje, a - niestety - okazuje się, że ma wybujałe ego i nie wiadomo po co chce władać całym terenem treningowym, który do niej nie należy. Nie wiem dlaczego nie chce, żeby ktoś przebywał obok, żeby korzystał z innego koła do rzutów i w tym samym czasie co ona pracował nad swoją formą. Malwina Wojtulewicz-Sobierajska powiedziała mi, że któregoś dnia jej grupa zaplanowała sobie przerwę, że chciała pojechać na wycieczkę, a potrenować o innej porze niż zwykle. Trenerka poszła więc do Kaliszewskiego, żeby zapytać czy jeden raz on i Anita mogliby trochę zmienić porę treningu. W odpowiedzi usłyszała wyzwiska. Tak nie może być. Poza tym zawodnicy z grupy uważają, że Anita nagadała na nich dyrekcji ośrodka. Sama nie pije, nie rozrabia i to bardzo dobrze, ale dlaczego twierdzi, że inni to robią, dlaczego wyolbrzymia? Smutne, że wielki mistrz robi we własne gniazdo. Anita jest bardzo dobrze postrzegana, uchodzi za wzór. Może na wyrost. Stało się bardzo źle, jak teraz na tę dziewczynę mają spojrzeć zawodnicy, którzy zostali pomówieni o rzeczy, których nie zrobili? Jestem ciekaw, co o tym myślą.

Joanna Fiodorow mówi o wszystkim, co jej się nie podoba na łamach "Przeglądu Sportowego", a Piotr Lisek, Konrad Bukowiecki, Wojciech Nowicki czy Paweł Fajdek na Facebooku napisali, co myślą o Anicie. Nowicki stwierdził np., że Włodarczyk nie jest miła, życzliwa i serdeczna, jak to przedstawiają media.

- Anitą jest osobą trudną. Ma niewielu przyjaciół. Według mnie ten konflikt będzie się nasilał, bo Anicie nie zależy na dobrym zdaniu u innych, na szacunku za to, jakim jest człowiekiem. Oczywiście już zawsze będzie miała szacunek za to, co osiągnęła w sporcie, ale szkoda, że nie dba o inne sprawy.

Wiele razy rozmawialiśmy o Anicie i nigdy nie powiedział Pan o niej złego słowa. Myślałem, że teraz będzie Pan brał w obronę duet Włodarczyk - Kaliszewski.

- Kaliszewskiego mogę bronić, bo domyślam się, że nie ma lekko. Zawsze miałem go za gościa na poziomie, znamy się od lat, cieszę się, że stworzył wielką Anitę, podziwiam go za to. Kiedy pracował z Kamilą, to zawsze wszystko było w porządku, nigdy nie miałem mu nic do zarzucenia. Ale teraz pracuje z Anitą i musi pewne rzeczy wyważać. Chyba robiąc to w końcu zaczął przesadzać. Jak ktoś potrzebuje pięciu minut, żeby dokończyć trening, to nie można zaczekać? Albo jak ktoś chce jechać zobaczyć Wielki Kanion, to nie można przesunąć treningu? Może to nie będzie wygodne, ale przecież w całościowym wymiarze obozu przesunięcie jednych zajęć nie ma znaczenia. A inaczej byłby postrzegany, gdyby był sympatyczny. Zresztą, on taki kiedyś był. Ale blisko współpracuje z Anitą i jeśli jej się coś nie podoba, to musi trzymać jej stronę. Ona jest bardzo zaborcza. Kiedyś mówiłem Henrykowi Olszewskiemu, obecnemu prezesowi Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, że Kaliszewski powinien mieć Anitę i grupę czterech-pięciu osób, które uczyłyby się sportowego mistrzostwa od Włodarczyk. Po to się wychowuje zawodniczkę i trenera, żeby ktoś brał z nich przykład. My tego nie robimy, a jeszcze są nieporozumienia z zawodnikami, którzy pracując oddzielnie też chcą do czegoś dojść.

Może sprawa rozbija się o pieniądze? Może Kaliszewski zarabia za mało, by inni oglądali, jak pracuje z Anitą? Zapewne ze względu na finanse podjął współpracę z Katarczykami?

- Wydaje mi się, że pieniędzy ma wystarczająco dużo, zwłaszcza że jako jeden z niewielu trenerów otrzymał niedawno dodatek do pensji z ministerstwa sportu. Jeżeli chodzi o Katar, to wcale się nie dziwię, że nawiązał współpracę. Anita powiedziała, że chce skończyć karierę za trzy lata, po igrzyskach w Tokio. Kaliszewski nie ma następnych zawodników, jest młodym człowiekiem, inni widzą, jak pracuje, więc go chcą, a on musi korzystać z okazji, żeby zadbać o swoją przyszłość po odejściu Anity. Do Kataru, który wiadomo że dobrze płaci, pewnie każdy trener by chciał wyjechać. Szkoda tylko, że Katarczycy dostali zgodę na rzucanie w Stanach, a Fiodorow i Nowicki od początku nie byli tam mile widziani. Bardzo dobrze, że się o tym wreszcie otwarcie mówi, że poszkodowani zawodnicy się wypowiedzieli, że to już nie jest tabu, że już nie ma zakłamania.

Do tego zakłamania przykładał Pan rękę. Nie chciał Pan mówić źle o Anicie, wspominał Pan tylko o jej przyjaźni z Kamilą, opowiadał o przekazywanym jej sprzęcie po córce.

- Nie miałem wglądu w to, co się działo na treningach, a nie chciałem być tym, który te informacje wynosi. Ona długo była bardzo fajna, pomocna, otwarta. Sportowo zawsze dążyła do tego, żeby być jak Kamila, a nawet żeby zostać jeszcze lepszą zawodniczką. Zasługiwała na wielkie pochwały. Teraz też nie chcę jej ganić, ale od tygodnia o tej sprawie rozmawiamy z żoną i jesteśmy zdziwieni, że to aż tak wybiło. Wiedzieliśmy, że dwa lata temu był konflikt, ale zażegnaliśmy go, załagodziliśmy i myśleliśmy, że jest lepiej.

W jaki sposób załagodziliście?

- Rozmawialiśmy z drugą stroną, bo z Anitą od tamtego czasu nie mamy kontaktu. Na mityngach się unikamy, nawet się nie witamy.

Unikacie się na memoriałach Kamili, które Pan organizuje?

- Tak, to moja, fundacyjna impreza i cieszę się, że Anita jest, bo jest dla mnie wisienką na torcie, wiem, że ludzie przychodzą na trybuny przede wszystkim dla niej. Ale schodzę jej z drogi, nie wręczam jej nagród, unikam konfliktu. I dalej tak będę robił, bo warto oddzielać sprawy prywatne od zawodowych.

Wyobraża Pan sobie, że latem w memoriale wystartują i Włodarczyk i grupa Fajdek, Nowicki, Fiodorow?

- Memoriał będzie na pewno, a byłoby niedobrze, gdyby Anita nie chciała wystartować, bo jest najlepsza. Jednak liczę się z tym, że te grupy będą siebie nawzajem unikały, może być więc tak, że nie wszystkich zobaczymy.