Memoriał Kamili Skolimowskiej. Wszystko według planu, czyli pożegnanie Tomasza Majewskiego

Tomasz Majewski po raz ostatni wystartował przed polskimi kibicami. Pożegnał się w dobrej formie. Wynik 21,08 jest jego najlepszym od czterech lat.
Majewski od dawna miał wszystko zaplanowane - w 2016 roku przygotowuje się na swoje ostatnie igrzyska, a potem kończy karierę. Warszawa też była zaplanowana. - Chciałem się pożegnać z kibicami na dużej imprezie, w fajnym miejscu - tłumaczył.

W niedzielnym konkursie długo prowadził, dopiero w ostatniej kolejce wyprzedził go Nowozelandczyk Tom Walsh, który w sobotę w Paryżu ustanowił rekord życiowy pchając równe 22 metry. W Warszawie uzyskał 21,41. - Wiedziałem, że mnie przegoni, on zawsze potrafi się zmobilizować na ostatnią próbę - mówił Majewski.

Sam pchnął 21,08, najdalej od września 2012 roku. Tak jak planował, znów przekroczył 21 metrów. Miało się to stać Rio, gdzie zajął szóste miejsce z wynikiem 20,72. Gdyby tam pchnął tak jak w sobotę, byłby piąty, więc żałować nie było czego.

- Nie szkoda już kończyć? - To pytanie Majewski usłyszał kilka razy, w miarę jak do tłumu dziennikarzy otaczających kulomiota dołączali kolejni. - Nie - odpowiadał jak mantrę. - Plany trzeba realizować. To już jest czas na mnie. Nie zostawiam po sobie spalonej ziemi, są młodsi, Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki. Ja będę miał czas, żeby ten sport spokojnie pooglądać z boku.

Na pożegnanie Majewski dostał prezent, specjalną koszulkę ze swoim zdjęciem i napisem "Tomek dziękujemy". Przed jego ostatnią próbą założyli je wszyscy rywale. - To prezent od rodziny - mówił Majewski. W sumie nikt nawet nie dopytał, czy chodzi o prawdziwą rodzinę, czy "rodzinę kulomiotów".

Nie był to ostatni start Majewskiego. Wystartuje jeszcze 1 września w Zurychu, 3 września w Berlinie i 5 września w Zagrzebiu. Potem planuje zostać działaczem w Mazowieckim Związku Lekkiej Atletyki. - Wybory na jesieni, zobaczymy czy się uda - powiedział. Ten plan akurat nie zależą tylko od niego.