ME w lekkoatletyce. Idź złoto do złota

Dwa złote medale wywalczyli Polacy trzeciego dnia lekkoatletycznych mistrzostw Europy. Anita Włodarczyk w rzucie młotem - zgodnie z oczekiwaniami, a Robert Sobera w skoku o tyczce - sensacyjnie.
Włodarczyk pobiła konkurentki o kilka metrów, choć nie zbliżyła się nawet do własnego rekordu świata (81,08 m). Finał zaczęła od rzutu na 72,82 m, a potem poprawiała się w każdym kolejnym. Skończyła na 78,14. W tym sezonie już pięciokrotnie uzyskiwała lepsze wyniki, ale w Amsterdamie nikt jej do większego wysiłku nie zmusił. Z drugą Niemką Betty Heidler Polka wygrała o ponad dwa metry, z trzecią Hanną Skydan z Azerbejdżanu - o ponad cztery. "Nie do pokonania" - napisała o Włodarczyk oficjalna strona mistrzostw. Polka zdobyła swój czwarty medal ME i trzeci kolejny złoty. Szósta była debiutująca na ME Malwina Kopron (70,91), a 10. trzecia z Polek Joanna Fiodorow (69,48).

Faworyt się przeliczył!

Niecałą godzinę po Włodarczyk ze złota cieszył się 25-letni Sobera. Od kilku lat należał do szerokiej światowej czołówki tyczkarzy, ale zawsze był w cieniu Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego. Oni gromadzili medale ME i MŚ w hali i na stadionie, a Sobera krążki miał dotąd tylko z ME młodzieżowców i Uniwersjady. W dodatku miał pecha. W poprzednim roku dwukrotnie łamały mu się tyczki, raz dodatkowo kalecząc go w rękę.

Teraz los się odwrócił. Sobera najpewniej z Polaków wypadł w kwalifikacjach i najlepiej spisał się w finale. W pierwszych próbach zaliczył 5,30, 5,50 oraz 5,60 i to wystarczyło do wygranej. Rywale nie poradzili sobie w wietrznych warunkach. Nawet Renaud Lavillenie, rekordzista świata w hali, trzykrotny mistrz Europy i obrońca tytułu. Francuz chciał zacząć konkurs dopiero od wysokości 5,70, ale się przeliczył. Poprzeczka spada trzykrotnie i oszołomiony Sobera mógł świętować wygraną. Lisek był czwarty, a Wojciechowski siódmy.

W weekend kolejne medale dla Polski?

W weekend Polacy powinni walczyć o kolejne medale. Złoto w rzucie młotem jest celem Pawła Fajdka. W piątek mistrz świata zakwalifikował się do finału, ale dopiero w ostatniej trzeciej próbie. Dwie pierwsze spalił. Gdyby znów się pomylił, nie byłoby go w finałowej dwunastce, choć przecież na świecie nie ma sobie równych, jest niepokonany od 27 konkursów.

Za trzecim razem młot poleciał na 78,82 m, czyli prawie cztery metry dalej niż minimum kwalifikacyjne (75 m). - Nawet po dwóch nieudanych rzutach nie zacząłem się denerwować - przekonywał Fajdek. - Każdy rzut wykonywałem na 60 procent możliwości. Stać mnie na przekroczenie 80 metrów, ale nie chciałem marnować energii w eliminacjach - dodał.

Fajdek już dwa razy był mistrzem świata, ale złota z ME jeszcze nie ma. W 2012 roku do Helsinek nie pojechał, szykował się na igrzyska, ale na nich - w debiucie na wielkiej imprezie - spalił trzy próby i nie wszedł do finału. Dwa lata temu w Zurychu zdobył srebro, pokonał go Krisztian Pars. Węgier do niedawna rywalizował z Polakiem, ale jego karierę przerwały kontuzje. W tym sezonie startował tylko raz, w lutym. Nie wiadomo, czy będzie gotowy na Rio.

Finał rzutu młotem zacznie się w niedzielę o 17, ale do tego czasu Polacy powinni zdobyć już kilka medali. W sobotnim finale rzutu dyskiem wystąpią Piotr Małachowski i Robert Urbanek, złoty i brązowy medalista zeszłorocznych MŚ. O medale powinni też powalczyć między innymi: Adam Kszczot, Marcin Lewandowski i Joanna Jóźwik na 800 m, obie sztafety 4x400 m, oraz Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk w pchnięciu kulą.

Piękna Anna Jagaciak-Michalska świetnie radzi sobie na ME! [ZDJĘCIA]