Afera dopingowa. Kaliszewski: w Rio może nie być lekkoatletyki

- Słyszałem, że Kamila Skolimowska umarła, bo na pewno brała, a dziewczyna była czysta jak łza. Za Anitę Włodarczyk daję sobie obie ręce uciąć, ale pewnie zaraz ludzie stwierdzą, że koksują się wszyscy - mówi trener obu naszych wspaniałych młociarek, Krzysztof Kaliszewski. Według szkoleniowca afera dopingowa w lekkiej atletyce może skończyć się nawet tym, że MKOl wyrzuci dyscyplinę z programu przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.
Kilka dni temu Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) stwierdziła, że rosyjska lekkoatletyka jest skażona dopingiem tak bardzo, że zawodnicy z tego kraju nie powinni zostać dopuszczeni do startu w Rio. Czy to odpowiednia kara? Czy oszustów szukać należy wyłącznie w tym kraju? Jak czują się ci, którzy z dopingowiczką z Rosji przegrali walkę o złote medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata?

Łukasz Jachimiak: Kilka minut po zdobyciu przez Anitę Włodarczyk olimpijskiego srebra na igrzyskach w Londynie w 2012 roku ktoś z bliskich wam osób powiedział mi, że za kilka lat to srebro zmieni się w złoto, bo Tatiana Łysenko nie gra czysto i w końcu zostanie ukarana. Widząc, że WADA chce, by rosyjskim lekkoatletom zakazano startu w Rio wracacie z Anitą myślami do tamtego konkursu albo do mistrzostw świata w Moskwie w 2013 roku, w których Włodarczyk też przegrała tylko z Rosjanką?

- Sytuacja jest okropna, zwłaszcza że w aferze dopingowej brały udział najwyższe władze IAAF-u [Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych]. Jeśli były prezydent federacji jest skorumpowany i ma zakaz opuszczania Francji, to cóż my możemy powiedzieć? Temat obserwujemy od wielu miesięcy, dla każdego zawodnika i trenera jest gorący. Osoba, którą pan wspomina wyraziła opinię większości środowiska. My wiedzieliśmy, że Rosjanie mają sporo za uszami, a Tatiany trudno nie podejrzewać, skoro już raz wpadła, miała dwa lata dyskwalifikacji. Zresztą, miesiąc temu została złapana rosyjska młociarka [Maria Biespałowa], która w olimpijskim finale była 11. Widocznie wszyscy Rosjanie mieli podobne metody. Pytanie, czy tylko oni grają nieuczciwie. Martwię się, że nie. Oczywiście mamy wspaniałych lekkoatletów, mistrzostwa świata w Pekinie pokazały, że możemy się skutecznie przygotować do wielkich imprez nie mając tak znakomitych warunków jak Amerykanie i inne bogatsze od nas reprezentacje, ale nie oszukujmy się, skorzystaliśmy i na tym, że wyniki trochę poszły w dół.

Czesław Lang często powtarza, że w kolarskim peletonie Polacy zaczęli być widoczni, bo szefowie dyscypliny wreszcie poszli na wojnę z dopingiem. U was dzieje się podobnie?

- Tak, u nas jest tak samo. My, Polacy, mamy sukcesy na pewno nie dlatego, że mamy laboratorium w stolicy i drugie pod nią, do którego jeździmy, żeby sprawdzać, czy nasi zawodnicy już mogą jechać na międzynarodowe zawody. Teraz wszyscy wiemy, że w Rosji takie drugie laboratorium było. W kuluarach od dawna o takich rzeczach mówiliśmy, świetnie, że dzięki reportażom niemieckiej telewizji sprawa wreszcie wyszła na tyle, że trzeba było się nią zająć. Może w ten sposób Niemcy odkupili część swoich win? Przecież NRD była największą brojlerownią w historii sportu, to tam rozwijało się wszystko, co nieczyste. Szkoda tylko, że cenę za czyszczenie sytuacji zapłacimy wszyscy. Lekkoatletyka na tym skandalu ucierpi bardzo mocno. Nie chciałbym, żeby za chwilę ludzie powiedzieli, że na pewno koksują się wszyscy. Ale jeszcze gorzej byłoby, gdyby się okazało, że wsadzono kij w mrowisko i z jakichś względów sprawy nie wyjaśniono do końca. Tu nie może zostać żaden cień podejrzenia, trzeba raz na zawsze rozprawić się z dopingiem.

Anita twierdzi, że za dopingową wpadkę sportowiec powinien być dożywotnio dyskwalifikowany i karany więzieniem. Pan też jest tak radykalny?

- Pamiętajmy, że doping wypacza wszystko, nie tylko klasyfikację na szczycie. Wyobraźmy sobie, że ktoś przez udział w imprezie nieuczciwego zawodnika zajmuje 13. miejsce w eliminacjach i nie mieści się w finałowej "12". Dla niego to może być śmierć sportowa, może być go nie stać na przygotowania do następnych igrzysk. Karałbym za doping więzieniem i bardzo mi się podoba, że w afery angażuje się policja. A żeby zaznaczyć, że robimy absolutny porządek, wymazałbym też z tabel wszystkie rekordy, bo za dużo jest takich dziwnie wyśrubowanych. Zacząć wszystko na czysto można w prosty sposób - wystarczy wprowadzić minimalne zmiany w sprzęcie, np. sprawić, żeby dysk ważył nie 2 kg, tylko 2,01 czy 2,05 kg i już można mierzyć rekordy od nowa. Tym, którzy zaraz zaczną narzekać, przypomnę, że nic złego się nie stało, gdy w oszczepie zmieniano środek ciężkości i po tej zmianie rekordy mierzono od nowa. Ale to sprawy drugorzędne. Podstawą musi być zasada mówiąca, że nie ma już czegoś takiego, jak dyskwalifikacja na dwa lata, a dopiero następna dożywotnia. Dopingowicze muszą od razu ze świata sportu trafiać do więzienia. Bez tego ich plaga będzie jeszcze większa. Jak w podnoszeniu ciężarów.

Dyscyplin kojarzących się z dopingiem można wymienić jeszcze kilka, a im więcej afer, tym częściej odzywają się zwolennicy zalegalizowania dopingu.

- Trzeba być niespełna rozumu, żeby do czegoś takiego nawoływać. Przecież to cios w utalentowanych, pracowitych ludzi. Przecież mistrzowie inspirują. Dzięki Irenie Szewińskiej i dzięki wielu innym lekkoatletom z naszych złotych czasów teraz młodzi ludzie trenują ten sport. Czy podjęliby się treningów, czy zainteresowaliby się sportem, gdyby był on wyścigiem lekarzy? Lekkoatletyka to piękno takie jak w historycznym meczu Polska - USA na Stadionie Dziesięciolecia oglądanym z trybun przez ponad 100 tysięcy ludzi. Nie psujmy go. Wiem, że pieniądze są ważne, że one współczesny sport napędzają. Ale nie wolno nam sprzedawać wszystkich idei. My jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy ambasadorami Polski. Tanimi, bo pieniądze w nas włożone w formie promowania kraju na świecie zwracają się Polsce wielokrotnie. Przecież często w świecie nie wiedzą kto to jest prezydent Duda, pani Szydło, pani Kopacz czy pan Tusk, a wielu ludzi wie, kim są Tomasz Majewski, Anita Włodarczyk czy Adam Małysz. My budujemy wizerunek Polski na świecie. A co byśmy budowali, gdyby sport był wyścigiem dopingowiczów? Ich niewielu chciałoby oglądać.

Jak według pana skończy się afera dotycząca Rosjan?

- Cieszę się, że prezydentem IAAF został Sebastian Coe, nie wiem czy sprawa ujrzałaby światło dzienne, gdyby wybory wygrał Siergiej Bubka.

Pamiętajmy, że Coe przez siedem ostatnich lat był wiceprezydentem, kiedy rządził Lamine Diack biorący łapówki za tuszowanie dopingu.

- Nawet jeśli Coe o pewnych rzeczach wiedział, to teraz może się wybić na tym, co robi. Bardzo dobrze postąpił, że całą aferę ujawnił. A kiedy przeczytałem, że odwołał doroczną galę IAAF [miała się odbyć 28 listopada], to skóra mi się zmroziła. Nie wiem, co o tym myśleć, jakich następnych ruchów się spodziewać. Szczerze mówiąc uważam, że podejrzanych jest jeszcze kilka innych krajów. Rzeczy, które ujawniono odnośnie Rosji mogą zostać ujawnione też w kontekście kolejnych reprezentacji. Teraz jest czas na czyszczenie wszystkiego. Aż boli mnie brzuch, jak o tym myślę, ale myślę, że na igrzyskach w Rio może zabraknąć nie tylko Rosji.

Jest pan przekonany, że lekkoatletów z Rosji w Rio zabraknie?

- Nie wyobrażam sobie, że mogłoby się skończyć tylko karą finansową dla nich. Bo nawet największe pieniądze Putin wyłoży. Kara musi być dotkliwa, musi być straszakiem dla innych federacji. Poza tym co to by była za atrakcja dla kibiców, żeby oglądać nakoksowanych zawodników? Wszyscy by stwierdzili, że rządzący sportem sobie pogadali, a w końcu i tak wszystko zostawili zepsute.

Mówi pan, że poza Rosją mocno uwikłani w doping są też inni, wiadomo, że do dotyczy Kenii, a kogo jeszcze?

- Niech pan zauważy, gdzie są Niemcy [siódme miejsce w klasyfikacji medalowej MŚ 2015, tuż za Polską], gdzie są Francuzi [31. pozycja, tylko dwa brązowe krążki], gdzie są Amerykanie [trzecia pozycja, za Kenią i Jamajką]. Taka Kenia wygrała klasyfikację medalową, bo mądrzejsi czy - lepiej w tym przypadku - bardziej cwani odpuszczą, wypuszczą innych do przodu, żeby odwrócić od siebie uwagę. Przecież Kenia nie miała prawa być tak wysoko. Za dużo się zmieniło w ciągu dwóch lat. Im więcej o tym myślę, tym bardziej się denerwuję i spać po nocach nie mogę. Spotykam się z komentarzami typu: to dotyczy wszystkich, wszyscy są nieuczciwi. Absolutnie nie. Rozumiem, że trudno komukolwiek wierzyć, jeśli najwyższe władze IAAF za łapówki nie tylko udawały, że nic nie wiedzą, co nawet niszczyły dowody, ale wiara w ideę fair play musi przetrwać. Za moją zawodniczkę, za Anitę Włodarczyk daję sobie uciąć obie ręce. Ta dziewczyna jest badana miesiąc w miesiąc, jako rekordzistka świata jest prześwietlana jak nikt inny. Ale i o Kamili Skolimowskiej, też mojej wielkiej podopiecznej, różnie ludzie mówili. Przecież słyszałem, że umarła, bo na pewno brała. To okropnie frustrowało, dziewczyna była czysta jak łza. Oskarża się ludzi łatwo, teraz się obawiam, że w tej całej sprawie nasze sukcesy będą umniejszane. Ale czyścić trzeba za wszelką cenę. Nawet jeśli zaraz się okaże, że lekkiej atletyki nie będzie na igrzyskach w Rio.

Naprawdę przewiduje pan aż tak czarny scenariusz?

- Nie chcę dopuszczać takiej myśli, ale ona sama się nasuwa. Doping na pewno nie dotyczy tylko Rosjan, pokątnie o pewnych rzeczach się słyszy, dużo mówi się o Rosjanach i Niemcach, których coraz więcej pracuje w Afryce. Szkoda gadać, jak zaczną wpadać kolejne kraje, to w końcu MKOl nie będzie miał wyjścia.

Chyba że IAAF stwierdzi "brali wszyscy, więc to co było odkreślamy grubą kreską i jedziemy dalej", a MKOl nie chcąc tracić najważniejszej dla siebie dyscypliny zgodzi się na takie rozwiązanie.

- Oczywiście nie twierdzę, że na pewno brali wszyscy, ale gdyby się okazało, że tak było, byłby to koniec lekkiej atletyki. A taka decyzja, że zapominamy i startujemy dalej byłaby drugą śmiercią igrzysk. W czasach starożytnych one padły po raz pierwszy, teraz skończyłyby się przez zbyt duży obrót wizerunkiem zawodnika, czyli przez pieniądze, przez nieustającą chęć zysku. Szkoda, że musimy działać w takiej niepewności, co będzie. Właśnie z Anitą realizujemy program przygotowań do Rio, jesteśmy na zgrupowaniu we Władysławowie. Zapraszamy do badania nas jeszcze częściej, żadnej kontroli się nie boimy, chcemy przekonywać, że polscy sportowcy są w tym wszystkim uczciwymi ludźmi. Myślę, że nikt z naszych medalistów z Pekinu nie ma nic do ukrycia.





Oto najpiękniejsze tyczkarki na świecie! [ZDJĘCIA]