Afera dopingowa. WADA o dopingu w Rosji

Międzynarodowa Agencja Antydopingowa potwierdza: W rosyjskim sporcie działa systemowy doping wspierany przez państwo
Rosyjscy lekkoatleci powinni zostać natychmiast wykluczeni ze wszystkich zawodów. Jeśli będzie trzeba, włącznie z igrzyskami olimpijskimi - mówił w poniedziałek na konferencji w Genewie Dick Pound, szef komisji śledczej międzynarodowej agencji (WADA), która niemal rok badała doniesienia niemieckiej telewizji ARD o dopingu w rosyjskiej lekkoatletyce.

Pound pogratulował ARD i reporterowi Hajo Seppeltowi. - Większość materiałów pokazanych w filmie z grudnia 2014 r., okazała się, niestety, prawdą - podkreślił Pound, były szef WADA i kanadyjskiego komitetu olimpijskiego.

Seppelt pojechał do Rosji, rozmawiał z dziesiątkami ludzi i nakręcił wstrząsający dokument, z którego wynikało, że państwo nie tylko organizuje doping, ale też pomaga go tuszować. Lilia Szobuchowa, gwiazda maratonów, opowiedziała przed kamerą, że za dopuszczenie do igrzysk w Londynie, mimo oblanego testu, zapłaciła 450 tys. euro, a ukrywać sprawę pomagał szef lekkoatletyki Walentin Bałachniczew. Seppelt opowiadał też, jak związki sportowe pomagały zawodnikom unikać dyskwalifikacji. W grę wchodziło podmienianie wyników testów, łapówki, sfabrykowane recepty i zeznania świadków. Trenerzy pomagali maskować doping, wypłukując z organizmów zakazane substancje przed zawodami. Na terenie Rosji sportowcom nie miała prawa stać się krzywda, bo w system wtajemniczeni byli nawet ludzie z laboratorium antydopingowego. A szef placówki WADA w Moskwie Grigorij Rodczenkow miał osobiście fałszować testy i handlować środkami dopingującymi. Sportowcy w zamian oddawali mu 5 proc. dochodów.

Pound z grobową miną potwierdził większość zarzutów, choć zaznaczył, że nie ma dowodów na piśmie, iż państwo kryło doping. - Byłoby jednak naiwnością, gdybyśmy z obecną wiedzą uważali inaczej - podkreślił.

Skompromitowane laboratorium w Moskwie straci akredytację, co oznacza, że nie będzie mogło przeprowadzać testów. O tym, jak głęboko przeżarte było oszustwami, świadczy to, że w grudniu 2014 r. w Moskwie bezprawnie zniszczono 1417 próbek krwi i moczu, zapewne w obawie przed ponownymi testami w niezależnej placówce. Co więcej, okazało się, że Rosjanie mieli w Moskwie drugie, bliźniacze laboratorium, tyle że tajne, bez atestu WADA. Prawdopodobnie po to, by łatwiej było mataczyć wynikami.

Z raportu wynika, że o ukrywaniu dopingu musiał wiedzieć szef resortu sportu Witalij Mutko. Wiedzieli też funkcjonariusze federalnej bezpieki (FSB) - według WADA byli częścią dopingowego systemu. Podczas igrzysk w Rosji kręcili się po laboratoriach w Moskwie i Soczi. - Nie wiem doprawdy, czego funkcjonariusze FSB mogli szukać w moczu sportowców - stwierdził Pound. Był to chyba jedyny zabawny moment konferencji.

Władze Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF) zaleciły nałożenie dożywotniej dyskwalifikacji na pięcioro biegaczy i pięcioro trenerów z Rosji, którzy są zamieszani w afery z filmu ARD. Wśród ukaranych będzie mistrzyni olimpijska z Londynu na 800 m Maria Sawinowa.

Komisja WADA teoretycznie badała tylko wątki lekkoatletyczne, ale raport zawiera sugestie, że chodzi też o inne dyscypliny. Pound jest przekonany, że wśród 1417 zniszczonych próbek były także pochodzące od sportowców z innych konkurencji.

- Mówimy dziś o Rosji i lekkoatletyce, ale nie oszukujmy się - to wierzchołek góry lodowej - stwierdził Pound, który od dawna alarmuje, że nie wszystkie sporty i kraje traktują walkę z dopingiem poważnie. Robi to m.in. kolarstwo, ale tenis czy futbol - już w bardzo okrojonym zakresie. A jeśli chodzi o państwa - czarne chmury wiszą m.in. nad Kenią i Jamajką.

Według raportu działalność Rosjan zniekształciła wyniki igrzysk w Londynie - jej sportowcy zdobyli aż 17 medali w lekkoatletyce, w tym osiem złotych. W tabeli medalowej przegrali jedynie z USA (29, 9). Właśnie dlatego WADA domaga się od IAAF szybkiego zawieszenia rosyjskich lekkoatletów - aż do czasu, gdy w kraju powstanie uczciwy system antydopingowy. Na pytanie, czy Rosja zdąży do Rio, Pound odparł: - Nie wiem, potrzeba wielu miesięcy.

Wiadomo, że WADA wspiera Sebastiana Coe, nowego szefa IAAF. Pound dał do zrozumienia, że Brytyjczyk nie jest niczemu winien i że rozumie potrzebę oczyszczenia. Ta jest wskazana, bo kilka dni temu francuska policja zatrzymała poprzedniego szefa IAAF Senegalczyka Lamine Diacka z zarzutami przyjęcia ponad 1 mln euro łapówek - właśnie od Rosjan za tuszowanie dopingu. Zarzuty postawiono także kilku innym działaczom. Obie afery się łączą - po raz pierwszy o łapówkach dla bossów IAAF też donosiła rok temu ARD. Wczoraj śledztwo w sprawie łapówek wszczął Interpol.

- Idealnie byłoby, gdyby Rosjanie sami wycofali się ze startów i podjęli działania naprawcze - powiedział Pound. Alternatywa to przymusowe usunięcie przez IAAF.

Pierwszy scenariusz jest nierealny, bo Rosjanie nie poczuwają się do winy. Minister Mutko uważa, że raport zawiera przekłamania i zaszło co najwyżej kilka uchybień, które mogły zostać naprawione. Ale WADA nie dała czasu, by się do nich odnieść, bo od razu wytoczyła armaty.

Dziennikarze dociekali, jak ma się wyrzucenie Rosji z lekkoatletycznych stadionów do tego, że w 2018 r. gości piłkarski mundial, a Mutko to główny organizator. - To już nie do mnie pytanie, tylko do FIFA - powiedział Pound.