Pekin 2015. Czy Polacy pobiją rekord z Berlina?

Polacy idą w Pekinie jak burza w klasyfikacji medalowej, a jeszcze wiele przed reprezentacją mocnych startów. Czy biało-czerwoni pobiją rekord z Berlina?
Sześć lat temu w Berlinie padł rekord. Nigdy, w żadnych mistrzostwach świata, rozgrywanych od 1983 roku, Polacy nie zdobyli więcej medali niż w Niemczech. Wywalczyli ich osiem i byli na piątym miejscu w tabeli medalowej. To oznaczało, że nasi stanowią liczącą się siłę w lekkoatletyce. W Pekinie jak na razie mamy siódme miejsce z pięcioma medalami.

W Niemczech zdobyliśmy dwa złote: Anny Rogowskiej w skoku o tyczce i Anity Włodarczyk w rzucie młotem, jej tytuł ozłocony został dodatkowo rekordem świata, pierwszym w karierze. Mistrz olimpijski z Pekinu w 2008 roku Tomasz Majewski ustąpił tylko fantastycznemu w berlińskim konkursie Cristianowi Cantwellowi, zaś srebrny w Pekinie Piotr Małachowski Niemcowi Robertowi Hartingowi, którego poniósł ogromny doping zakochanej w nim publiczności stadionu olimpijskiego.

Pamiętamy, że w Berlinie srebrny medal zdobyła też w tyczce Monika Pyrek, choć organizatorzy koniecznie chcieli jej dać brązowy i zresztą dali na siłę podczas ceremonii, co spowodowało wybuch płaczu tyczkarki. Ona i Rogowska skorzystały bardzo na niepowodzeniu carycy tyczki Jeleny Isinbajewej, która nie zaliczyła żadnej wysokości w finale. Polki były w czołówce światowej, ale na przykład Szymon Ziółkowski już nie. Tymczasem rzucił młotem najdalej w sezonie i zdobył zaskakujące srebro. I jeszcze dwie inne niespodzianki: w deszczowym konkursie brąz zdobył Sylwester Bednarek, który pojechał na mistrzostwa dzięki wstawiennictwu ziomka z Łodzi Artura Partyki, a Kamila Chudzik bijąc trzy rekordy życiowe i zaliczając dwa najlepsze wyniki sezonu w siedmioboju, wywalczyła brąz.

Tak imponujący start był sensacją. Wszyscy byli wniebowzięci i nie bardzo potrafili wyjaśnić sukces nieznacznie mniejszej niż tu w Pekinie reprezentacji.

W Chinach może być znów podobny wynik. Owszem, kobieca tyczka leży w Polsce, za to tyczkarze, po krótkim zastoju znów wysoko skaczą. Dwa brązowe medale w Pekinie mamy od nich - Pawła Wojciechowskiego i Piotra Liska.

Długo wyczekiwany medal na bieżni zdobył Adam Kszczot, srebrny na 800 m.

Polska staje się potęgą w rzutach, to nasza wyraźna specjalizacja. W Polsce rodzą się ludzie dorodni, mocni. Sukcesy Kamili Skolimowskiej i Szymona Ziółkowskiego na igrzyskach w Sydney w 2000 roku, a potem Szymona w następnym sezonie dały w związku z tym dobre owoce - spowodowały zainteresowanie rzutem młotem na tyle duże, że w kole pojawiły się nowe twarze. Paweł Fajdek jak dotąd zdobył jedyny złoty medal, asystował mu z brązem Wojciech Nowicki, i konkurencje rzutowe jeszcze się nie skończyły.

Co prawda Tomasz Majewski po kontuzji jest daleki od swojej dawnej formy, ale Anita Włodarczyk i Piotr Małachowski są żelaznymi kandydatami do złota - ona ma olbrzymią przewagę nad rywalkami, a jemu zniknął z pola widzenia właściwie jedyny rywal, z którym od lat Polak, lider Diamentowej Ligi, toczy boje, czyli kontuzjowany Robert Harting. Trzy razy z rzędu był mistrzem świata, będzie więc nowy mistrz na pewno. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w obydwu konkursach - młocie kobiet i dysku mężczyzn - będą złote medale.

Czyli siedem, w tym trzy złote. Prawda, że to bardzo realne?

Mało tego - byliśmy w Spale i obserwowaliśmy kolegę Małachowskiego, Roberta Urbanka. Trener obydwu Witold Suski uważa, że Robert - uosobienie Ursusa z Quo Vadis, dwa metry wzrostu 100 kg wagi - jest w świetnej formie. Marzenia o medalu nie są mrzonkami. Urbanek ma jednak równorzędnych rywali: Christoph Harting, młodszy brat Roberta machnął rekord życiowy w maju, ale potem zachorował i przez 2 tygodnie brał antybiotyki, Zsoltan Kovago, Gert Kanter, Philipp Milanov.

Gdyby udało się i Urbankowi, Polska miałaby osiem medali.

To już byłoby wyrównanie Berlina pod względem liczby medali, ale w Pekinie Polacy zdobyliby więcej złotych.

A i to nie koniec. Swoje szanse ma Kamila Lićwinko w skoku wzwyż - wygrała w Birmingham Diamentową Ligę najlepszym skokiem sezonu 1,97 m, wyrównała go w Czeboksarach i poprawiła w mistrzostwach Polski (1,98 m). Ale tu oprócz Rosjanki Marii Kuchiny, którą Polka pokonała w Anglii, a przegrała w drużynowych mistrzostwach Europy (i z którą dzieliła złoty medal w halowych mistrzostwach świata w Sopocie), na mistrzostwach świata Lićwinko zmierzy się z inna Rosjanką. Mistrzyni olimpijska z Londynu 33-letnia Anna Cziczerowa w tym sezonie skoczyła 2,03. Groźna będzie także Hiszpanka Ruth Beitia, która w wieku 36 lat wciąż pokonuje 2,00 m. Nie wiadomo, jak poszło z powrotem do formy po kontuzji 31-letniej Blance Vlasić, ale pewnie myślała, aby z sukcesem wrócić do Ptasiego Gniazda, gdzie zdobyła olimpijskie srebro. Będzie więc bardzo ciężko.

Może obok Nowickiego doczekamy się jakiejś niespodzianki albo sensacji na miarę Bednarka czy Chudzik? Joanna Jóźwik na 800 m ma już brąz mistrzostw Europy i mówi że czuje moc, a medal Kszczota dodał jej wiary we własne siły. Rozmawialiśmy też z Rafałem Augustynem, jednym z trzech Polaków w chodzie na 50 km. Zaimponował nam determinacją i dojrzałością. Jeśli forma będzie na tym samym poziomie, to może nawiąże do sukcesów Roberta Korzeniowskiego?

No i na koniec - są jeszcze sztafety 4x400 m. Zawsze coś tam może się zdarzyć, ale chyba musiałby się zdarzyć cud, aby Polacy coś wyszarpali w bezpośredniej walce na kolce i łokcie. Walka o złoto toczyć się będzie po nieboskłonie - między Amerykanami, Bahamczykami, Trynidadczykami, Jamajczykami. Z Europy są Belgowie z trzema braćmi Borlee, a przecież Polacy w drużynowych mistrzostwach Europy w Czeboksarach zajęli trzecie miejsce za Francuzami i Brytyjczykami.

Klasyfikacja medalowa po pięciu dniach:



Piękne siedmioboistki przy pracy. I po pracy




Ile zdobędziemy medali w Pekinie?