MŚ w lekkoatletyce. Wojciechowski jako pierwszy Polak skoczy 6 m? Warunki są idealne!

Były to niezwykłe eliminacje skoku o tyczce, dlatego o tym aż tyle piszemy. 16 zawodników pokonało 5,70 m, czyli wysokość gwarantującą udział w poniedziałkowym finale. W tym trzech Polaków: Paweł Wojciechowski, Robert Sobera i Piotr Lisek. Ostatni raz w finale na mistrzostwach świata skakało trzech Polaków w Daegu w 2011 roku. Wojciechowski zdobył tam złoto.
- Warunki dobre, więc i skoki były dobre. Cztery, a każdy lepszy - mówił 26-letni Wojciechowski i w finale zapowiadał rekordy życiowe. W jego przypadku oznacza to skakanie na poziomie około 6 m, magicznej wysokości, której jeszcze żaden Polak nie pokonał. Jego rekord jest też rekordem Polski (5,91 m).

W poniedziałek będzie skakało aż 16 tyczkarzy. - Takie eliminacje są już fenomenalnym rekordem świata. Cieszę się, że uczestniczyłem w czymś takim i że dałem radę - powiedział mistrz świata z 2011 r.

Dlaczego aż tylu zawodników skakało tak wysoko? - Idealna temperatura, lekki wiatr w plecy, bardzo szybki tartan, wielki stadion, a na nim wspaniała atmosfera, eliminacje rozgrywaliśmy wieczorem, a zazwyczaj rano kończą się na 5,55 - wyjaśnia 24-letni Robert Sobera. W jego przypadku chodziło też o jakiegoś rodzaju przełamanie psychiczne po wypadkach ze złamaną tyczką. Na początku kwietnia złamała się pod nim na treningu w rodzinnym Wrocławiu. Sobera przez kontuzję ręki stracił prawie dwa miesiące intensywnych przygotowań, których nie było już kiedy odrobić. I kiedy ponownie wszedł na pełne obroty, na rozgrzewce przed konkursem o mistrzostwo Polski sytuacja się powtórzyła. - Tyczki nie będą się łamać, w finale będą twardsze i będę skakać wyżej. Będę łamać przeciwników, a nie tyczki. Nigdy nie byłem w lepszej formie i lepszym nastroju - mówi Sobera i też uważa, że jeśli w poniedziałek warunki będą podobne, konkurs może się rozstrzygnąć złamaniem przez kogoś bariery 6 m. Jego życiówka to 5,80 m.

Również 23-letni Piotr Lisek jest optymistą, zwłaszcza po świetnym sezonie halowym, w którym zdobył brąz mistrzostw Europy. - Wyczuwam formę. Skakało się super. Chciałbym pobić rekord życiowy [5,90 m - rekord Polski w hali, lato 5,82 m] - mówi.

U niego najważniejszy problem został pokonany. Lisek jest jak na tyczkarza duży i ciężki, musiał wzmocnić siłę i szybkość, aby móc używać twardszych tyczek i skakać wyżej. - Na tym rozbiegu czuję się lekki jak piórko. Zawsze wyczuwam swoją formę, dobierając tyczki pod względem twardości. Dzisiaj nie musiałem brać tych najtwardszych. A już te mi pozwoliły skoczyć 5,70 m - powiedział Lisek. I dodał: - Jest nas trzech i trzy miejsca na podium.

W eliminacjach odpadło dwóch świetnych zawodników: halowy mistrz świata z 2014 roku Grek Konstandinos Filippidis (5,91 w tym roku) i Amerykanin Brad Walker, który co prawda najlepsze lata ma już za sobą.

Inny faworyt do medalu, broniący tytułu Niemiec Raphael Marcel Holzdeppe dopiero w trzecim, ostatnim skoku na 5,70 m zapewnił sobie udział w finale. A Renaud Lavillenie, najważniejszy tyczkarz w Pekinie i nie tylko, oddał jeden skok. Było to skok w nadprzestrzeń. Cóż, akurat w sobotę aż tak daleko nie musiał skakać. Ważne będzie, ile skoczy w poniedziałek.



Najlepsze logo w historii amerykańskiego sportu [ZOBACZ]