Pekin 2015. Niemieccy lekkoatleci obawiają się skażonego dopingiem mięsa

"Mięsny alarm" - krzyczy niemiecki dziennik "Bild" przed startem lekkoatletycznych mistrzostw świata w Pekinie. Sportowcy z Niemiec mają zakaz stołowania się poza hotelami polecanymi przez IAAF. Wszystko z obawy o pasywny doping.
"Bild" przypomina, że w Azji wielu hodowców karmi trzodę chlewną, bydło i drób hormonami wzrostu (m.in. anabolikami). W mięsie tych zwierząt mogą znajdować się substancje, które są na liście zakazanych substancji. Sportowcy obawiają się, że przez spożywanie mięsa do ich organizmów dostaną się te środki.

- Słyszałem o kurczakach tuczonych sterydami. Jeszcze nie wiem, w jaki sposób mam do tego podchodzić. Mam nadzieję, że IAAF i nasza federacja są na to przygotowane - mówi dyskobol Christoph Harting.

Problem istnieje od lat. W 2010 roku w krwi niemieckiego tenisisty stołowego Dimitrij Owczarowa wykryto klenbuterol po turnieju China Open. Zawodnik został zawieszony, ale po dokładnych badaniach próbek jego włosów udowodniono, że substancja dostała się do jego organizmu z zakażonego mięsa.

Podobną walkę próbował toczyć polski kajakarz Adam Seroczyński, w którego organizmie wykryto ten sam środek po igrzyskach w Pekinie w 2008 roku. Kajakarz bronił się, że twierdząc, że niedozwolona substancja mogła znajdować się w jedzeniu produkowanym w Chinach, które zostało mu podane w czasie pobytu na zawodach. Jego odwołania nie zostały uznane, a dyskwalifikacja podtrzymana. W 2009 roku Seroczyński zakończył karierę.

Niemiecka kadra lekkoatletyczna zdaje sobie sprawę z zagrożenia. - Nasz sztab medyczny doskonale zdaje sobie sprawę z tego problemu. Sportowcy powinni unikać jedzenia mięsnych produktów poza hotelami polecanymi przez IAAF. W innych miejscach robią to na własne ryzyko - stwierdził Thomas Kurschilgen, dyrektor sportowy niemieckiej kadry.

Oto najpiękniejsze tyczkarki na świecie! [ZDJĘCIA]