Lekkoatletyka. Koksiarze precz

Iwan Cichan był dwukrotnie przyłapywany na dopingu. Polscy zawodnicy nie dopuścili białoruskiego młociarza do startu w niedzielnym Memoriale Janusza Kusocińskiego
- Cichan? Eeee nie ma o czym mówić. Parę osób się zebrało, stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak nie wystartuje. I dobrze, że tak się skończyło - powiedział Sport.pl kulomiot Tomasz Majewski. - Są różni dopingowicze w sporcie, ale najgorsze są przypadki wśród medalistów igrzysk olimpijskich. Takie osoby trzeba izolować - dodał dwukrotny mistrz olimpijski.

Faktycznie, białoruski zawodnik ma wyjątkowo nieciekawą historię.

W 2008 r. Cichan i jego rodak Wadim Dewiatowski zostali przyłapani na podwyższonym poziomie testosteronu po olimpijskim finale w Pekinie, gdzie zdobyli odpowiednio brąz i srebro. IAAF chciał odebrać im medale, ale wybronili się dzięki prawnikom. Podstawa była absurdalna - kontroler zamiast godziny pobrania próbki od medalistów wpisał godzinę rozpoczęcia konkursu - ale okazało się to wystarczającym argumentem dla Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie.

W końcu Cichan jednak wpadł. W 2012 r. przebadano ponownie próbkę moczu pobraną od niego w 2004 r. z IO w Atenach, gdzie zdobył srebro. Test wykazał ślady stosowania methandienonu. Stracił medal olimpijski oraz złota z MŚ w Helsinkach z 2005 r. i ME 2006 z Goeteborga.

Cichan został wtedy zdyskwalifikowany na dwa sezony, a teraz w wieku 39 lat wraca. W lipcu na zawodach w Jerino pod Moskwą rzucił 77,46, co daje mu 15. miejsce na tegorocznych listach światowych, i wybiera się na mistrzostwa świata do Pekinu (zaczynają się 22 sierpnia). Wcześniej chciał się sprawdzić w Szczecinie. I temu właśnie sprzeciwili się Polacy.

- To prawda, zawodnicy zgłosili się do mnie - mówi Sport.pl Henryk Olszewski, wiceprezes PZLA do spraw szkolenia i jednocześnie trener Majewskiego. - Kto konkretnie? No, jak to kto? Tomek Majewski. Potem włączył się też Paweł Fajdek (mistrz świata i najlepszy w tym roku młociarz). Napisałem list po ich interwencji - mówi. Adresatem jest menedżer sportowy Memoriału Janusza Kusocińskiego Czesław Zapała, który odpowiadał za listy startowe.

Olszewski zaapelował o odwołanie startu Białorusina, "którego kariera zawodnicza nie ma nic wspólnego z ideami sportowymi i jest naznaczona pasmem dyskwalifikacji za doping". "Wyrażając wspólne stanowisko z zawodnikami polskimi, prosimy w przyszłości nie zapraszać zawodników, którzy sprzeniewierzyli się idei olimpijskiej i czystości sportu" - czytamy dalej.

Białorusin był na liście startowej, ale w mityngu nie wziął udziału. Zapała bowiem zadzwonił do menedżera Białorusina i powiedział mu, że zawodnicy nie życzą sobie udziału dopingowicza w zawodach.

- Gdyby organizatorzy zaprosili Justina Gatlina, napisałby pan taki list? - pytam, bo Amerykanin to również dopingowicz recydywista, a także lider list światowych na 100 metrów i poważne zagrożenie dla Usaina Bolta w Pekinie. - Myślę, że tak - odpowiada Olszewski. - Mam czyste sumienie, bo Polacy takich kłopotów w ostatnich latach nie mieli. Odkąd jestem szefem szkolenia, przypadki dopingu dotyczą co najwyżej pojedynczych dzieciaków.

Majewski nie chwali się zablokowaniem startu Cichana, ale akcja polskich sportowców wpisuje się w nowy trend. Coraz częściej walkę z dopingiem podejmują właśnie oni, rozczarowani nieudolnością Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF).

Przed tygodniem niemiecka telewizja ARD i brytyjski "Sunday Times" ujawniły wyniki 12 tysięcy testów antydopingowych z lat 2001-12 pochodzących od sportowców konkurencji wytrzymałościowych. Niezależni eksperci za podejrzane uznali 800 próbek. Ocenili też, że przez dekadę aż 146 medali w igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata (w tym 55 złotych) zdobyli zawodnicy, których wyniki sugerują doping krwi. IAAF nie zdyskwalifikowała żadnego.

- Z tego nic nie będzie. To sztucznie rozdmuchana sprawa. Wiem, bo śledzę ją bardzo wnikliwie. Podaje się wielkie liczby, ale od podejrzanych wyników krwi do udowodnienia stosowania dopingu jest jeszcze bardzo długa droga - mówi Majewski.

Nie wszyscy uważają, że afera jest rozdmuchana. - Cała nasza dyscyplina stanęła na krawędzi - mówił niedawno "Sport.pl Ekstra" Tomasz Lewandowski, trener i brat biegającego na 800 m Marcina. - Gdyby szeroka czołówka zorganizowała się, to byłoby coś. Musieliby dobrowolnie zobowiązać się do monitorowania online. Każdy, kto chciałby wystartować w mistrzostwach świata lub igrzyskach olimpijskich, musiałby się podporządkować regułom, udowodnić, że jest czysty - proponował.

Tego typu apeli jest więcej.

Lisa Dobriskey, srebrna medalistka na 1500 m z MŚ w Berlinie, w serwisie internetowym The Mixed Zone poświęconym sportowi kobiet opublikowała emocjonalny artykuł o swoich zmaganiach z zawodniczkami, które później zostały dyskwalifikowane. Z jej tekstu przebija przede wszystkim bezradność. "Niezbędna jest przejrzystość i uczciwość. Chrońcie sport, a nie federację" - apeluje do Sebastiana Coe'a i Siergieja Bubki, którzy rywalizują o stanowisko szefa IAAF. Głosowanie odbędzie się 19 sierpnia w Pekinie, trzy dni przed startem MŚ.

W niedzielę dyskobol multimedalista Robert Harting wrzucił na serwis YouTube wideo, w którym domaga się bardziej zdecydowanej walki z dopingiem. "Droga IAAF, nie możemy już ci ufać, zniszczyliście nasz sport. (...) Przedkładacie pieniądze ponad sportowców" - wylicza Harting wraz z grupą niemieckich lekkoatletów, apelując o rozpowszechnienie filmu w mediach społecznościowych z hasztagiem #hitIAAF, czyli "uderz w IAAF". Akcja nabiera tempa nagłaśniana przez dwukrotną mistrzynię olimpijską w pchnięciu kulą Valerie Adams i wielu innych zawodników, u których narasta poczucie niesprawiedliwości. W ostatniej scenie stoi smutny chłopiec z kartką z napisem: "Przyszłość?".



Najlepsze kadry i historie z halowych mistrzostw Europy w lekkiej atletyce [ZDJĘCIA]