Sport.pl

Lekkoatletyczne ME. Rafał Omelko: Medal ze złości

- Po medalu byliśmy na bankiecie, nogi nie bolały, mogliśmy potańczyć. Telefon płonął od gratulacji. To nagroda za ciężką pracę i lata wyrzeczeń - mówi Rafał Omelko
Wrocław.Sport.pl - jesteśmy także na Facebooku >>

Polska sztafeta 4x400 m mężczyzn zdobyła w niedzielę brązowy medal lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Zurychu. W jej składzie znaleźli się trzej przedstawiciele klubów z Wrocławia: Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina z WKS-u Śląska oraz Rafał Omelko z AZS-u AWF. Czwartym zawodnikiem w sztafecie był Kacper Kozłowski (AZS UWM Olsztyn). Przed biało-czerwonymi na metę dotarli Brytyjczycy i Rosjanie. Podopieczni Józefa Lisowskiego uzyskali wynik 2.59,85 i po raz pierwszy od 13 lat złamali barierę trzech minut. To także pierwszy medal Polaków w tej konkurencji od 2006 roku.

Rozmowa z Rafałem Omelko, zawodnikiem AZS AWF Wrocław, brązowym medalistą ME w sztafecie 4x400 metrów

Dariusz Łuciów: Rozmawiamy już po pańskim spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem.

Rafał Omelko: - Właściwie to niemal w trakcie, bo pan premier ma za chwilę jeszcze konferencję prasową (śmiech). Wszystko dzieje się bardzo szybko. Wczoraj po medalowym biegu telefon właściwie płonął, przyjąłem masę gratulacji - począwszy od rodziny, a skończywszy na znajomych. Poza tym pobawiliśmy się na bankiecie. Byliśmy zmęczeni, ale nogi nie bolały, dlatego śmiało można było potańczyć. To wszystko traktuję jako nagrodę za ciężką pracę i lata wyrzeczeń.

W drodze po medal w Zurychu były momenty zwątpienia?

- Miałem jedną taką chwilę w karierze, kiedy zastanawiałem się, czy to, co robię, ma sens. To było po zeszłorocznych halowych mistrzostwach Europy w Göteborgu. Wtedy przeżyłem prawdziwą huśtawkę nastrojów: najpierw cieszyliśmy się z miejsca na podium, a chwilę później - po odwołaniu reprezentacji Czech - zostaliśmy zdyskwalifikowani. Wtedy miałem chwile zwątpienia, które później przerodziło się w sportową złość i pchnęło mnie do przodu.

Właśnie na podium mistrzostw Europy?

- Jechaliśmy do Zurychu z jasnym celem - chcieliśmy powalczyć o ten medal. Bo wcześniej zawsze się nam gdzieś wymykał. A to we wspomnianym Göteborgu, a to na tegorocznych halowych mistrzostwach świata w Sopocie, gdzie zajęliśmy czwarte miejsce. Właśnie dlatego teraz byliśmy jeszcze mocniej zdeterminowani i zmobilizowani. Dodatkowo napędzały nas też informacje o kolejnych medalach zdobywanych przez Polaków. Jestem ogromnie szczęśliwy, że wreszcie udało nam się przełamać naszą klątwę.

Jak wspomina pan wyścig finałowy? Na trzeciej zmianie Łukasz Krawczuk został zakleszczony przez zawodników z Francji oraz Belgii i się potknął, potem na czwartej zmianie świetnym finiszem popisał się Jakub Krzewina.

- Finałowy bieg był bardzo wyrównany, a różnice na mecie niewielkie. Równie dobrze moglibyśmy być poza podium - jak Francuzi, albo cieszyć się teraz z wicemistrzostwa - jak Rosjanie. Brytyjczycy byli poza zasięgiem.

Jeśli chodzi o wspomniane sytuacje, to tę z Łukaszem widziałem, leżąc na bieżni. Byłem padnięty po swoim biegu i nie do końca wiedziałem, co się stało. Jedyny moment, w którym się stresowałem, to start, ale to normalne. Kiedy słyszy się sygnał do startu albo przejmuje pałeczkę na zmianie, wtedy wszystko puszcza i człowiek koncentruje się wyłącznie na tym, co się dzieje na bieżni.

Finisz Jakuba rzeczywiście był niemożliwy, ale ja wiedziałem, że on jest silny i szybki. Udowodnił to. Tak naprawdę każdy z nas dołożył cegiełkę do sukcesu.

Jak wiele wyrzeczeń kosztował pana ten medal?

- Całe mnóstwo. Bycie profesjonalnym sportowcem to styl życia. To nie tylko mordercze treningi, wyjazdy na obozy, dbanie o siebie i świadome odżywianie się. Praktycznie cały czas żyję na walizkach. Jeśli choć przez jeden tydzień w miesiącu jestem we Wrocławiu, to już jest to spory sukces. Poza tym nie mogę sobie pozwolić, tak jak inni moi rówieśnicy, na jakąś superspontaniczność.

Zdaję sobie również sprawę z tego, że uprawiam dyscyplinę ani nie popularną, ani superdochodową. Mógłbym narzekać na skromne stypendium, ale pieniądze to nie wszystko. Studiuję na AWF-ie we Wrocławiu na kierunku menedżersko-trenerskim. Jestem na piątym roku, niedługo będę się bronił.

Jakie stawia pan sobie kolejne cele?

- Każdy z nas chciałby w przyszłości zostać medalistą mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, ale spokojnie, nie wybiegajmy tak daleko do przodu. Najpierw trzeba pomału zakończyć ten sezon, być może wystartuję jeszcze w jakichś zawodach, a później czas na zasłużony odpoczynek. Oczywiście aktywny, gdyż nie jestem osobą, która lubi leżeć do góry brzuchem.

Więcej o:
Komentarze (1)
Lekkoatletyczne ME. Rafał Omelko: Medal ze złości
Zaloguj się
  • muszynianka1234

    0

    Wspaniałe sukcesy, gratulujemy. Ale oprócz sukcesów ważna jest również przyszłość tych sportowców. Warto o nią zadbać. Dobrym rozwiązaniem dla nich jest Wyższa Szkoła Trenerów Sportu serdecznie zapraszamy wszystkich sportowców wststorwar.pl/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX