Lekkoatletyczne ME. Krystian Zalewski ze srebrem po dyskwalifikacji wariata Benabbada

Krystian Zalewski zdobył brązowy medal w biegu na 3000 z przeszkodami, a półtorej godziny po zawodach dowiedział się, że dostanie srebro. Wszystko za sprawą dyskwalifikacji Mahiedine'a Mekhissiego-Benabbada, który wygrał, ale na finiszu zachował się niesportowo. - To jasne, że po zdjęciu koszulki ostatnie metry biegł z pogardą dla rywali, jest czarną owcą lekkiej atletyki, ale zabranie mu medalu jest jak ukaranie walkowerem Legii za wygrany mecz z Celtikiem - mówi Marek Plawgo.
Mekhissi-Benabbad to dwukrotny wicemistrz olimpijski, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata i dwukrotny mistrz Europy. W czwartek w Zurychu na bieżni wywalczył trzecie złoto, ale stracił je po proteście Hiszpanów. Tych zabolało niesportowe zachowanie zwycięzcy. Ostatnią prostą, pewnie prowadząc, Benabbad pokonał bez koszulki, przez kilkadziesiąt metrów biegł, trzymając ją w zębach. Kilka minut po biegu Francuz został za niesportowe zachowanie ukarany żółtą kartką. Widząc ją, zrobił wielkie oczy i rozłożył ręce, dziwiąc się, że spotkało go coś takiego.

Poszkodowany jak Legia?

Dziwić się nie powinien, bo w na stadionach lekkoatletycznych nie praktykuje się takiej radości, jaką kibice regularnie oglądają na stadionach piłkarskich. A przecież i futboliści za zdjęcie koszulki w geście radości są karani przez sędziów żółtymi kartkami. I to mimo że zazwyczaj nikomu takim sposobem manifestowania swego szczęścia nie chcą dokuczyć.

Plawgo, nasz były medalistka wielkich imprez w biegu na 400 m przez płotki, nie ma wątpliwości, że Benabbad chciał się wywyższyć. - Francuz ostatnie metry biegł z pogardą dla rywali. To był nieprzyjemny obrazek, szkoda, że go widzieliśmy. Ale wygrał, zasłużenie jest mistrzem Europy, tego nie można kwestionować i nie wolno mu tego tytułu zabierać, mimo że biorąc pod uwagę regulaminy, można go zdyskwalifikować - mówi.

Plawgo uważa, że zabierając Benabbadowi to, co wywalczył sobie na bieżni, sędziowie postąpili jak UEFA, która ukarała Legię walkowerem za wygranym mecz z Celtikiem (warszawski klub popełnił drobny błąd, pozwalając zagrać nieuprawnionemu do tego Bartoszowi Bereszyńskiemu). - Polscy kibice powinni to porównanie zrozumieć - tłumaczy były biegacz

Kara za recydywę?

Ciekawe, czy sędziowie, podejmując decyzję, nie wzięli pod uwagę faktu, że Benabbad to recydywista

- Niestety, z tym zawodnikiem lekkoatletyka ma problem. Już wiele razy dawał się we znaki sędziom i rywalom. Należałoby pomyśleć o jakichś krokach, żeby go uspokoić, ale na pewno odebranie mu medalu nie jest dobrym krokiem - mówi Plawgo.

Utemperowanie Bennabada było, a może nadal jest konieczne (inna sprawa w jaki sposób), bo Francuz ma na sumieniu dużo więcej niż pogardliwy finisz z Zurychu. Na poprzednich ME, dwa lata temu w Helsinkach, uderzył i odepchnął maskotkę imprezy, w którą wcieliła się 14-letnia dziewczyna.



- Uderzył dziewczynkę, a bodajże rok wcześniej sprowokował awanturę ze swoim kolegą z kadry Meehdim Baalą. Niestety, to jest typowy rozrabiaka - mówi Plawgo.



Mimo wszystko nasz wicemistrz Europy i brązowy medalista mistrzostw świata w biegu na 400 m przez płotki staje w obronie Benabbada. - Wielu takich ludzi mamy na kortach tenisowych, tam czarne charaktery są akceptowalne. Lekkoatletyka to szeroka dyscyplina, bierze w niej udział tak wielu zawodników, że tu też zawsze znajdzie się jakaś czarna owca - tłumaczy.

- Jakiś instrument przywołujący Francuza do porządku trzeba było znaleźć, ale jestem przekonany, że odbierać mu medalu nie wolno. Gdyby to się wydarzyło na mistrzostwach świata, pewnie medal by zachował, a zabrano by mu finansową premię. Na mistrzostwach Europy nie ma premii za medale, więc nie ma mu czego zabrać - kończy Plawgo.