Lekkoatletyczne ME. Majewski tym razem z brązem

Tomasz Majewski nie pokonał granicy 21 metrów i z wynikiem 20.83 zdobył brązowy medal mistrzostw Europy w Zurychu. - Celem było srebro i raczej się nie cieszę - mówił po konkursie.
Tak relacjonowaliśmy zawody na żywo [ZDJĘCIA]

Polak srebro przegrał o trzy centymetry, a złoto było całkowicie poza zasięgiem. Już pierwszym pchnięciem zapewnił je sobie David Storl.

24-letni Niemiec, wicemistrz olimpijski z Londynu i dwukrotny mistrz świata udowodnił, że powoli przejmuje dominację w tej konkurencji na świecie. - Ostatnie starty Davida były naprawdę dobre, jest głównym faworytem, nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby tu przegrał. Podobnie myślą chyba wszyscy w Niemczech - mówił przed konkursem Juergen Beckgerd z "Westfälische Nachrichten", jeden z mnóstwa dziennikarzy którzy przyjechali za liczącą 91 osób kadrą.

Nie pomylił się. Storl już w pierwszej próbie pchnął dalej, niż którykolwiek z jego rywali w tym sezonie i osłabił ich zapał.

Majewski tak jak zapowiadał, walczył o srebro. Wszystkie sześć prób było zaliczonych a kula spadała w ten sam rejon. Najdalsze pchnięcie od najsłabszego dzieliły tylko 33 cm. Zabrakło błysku, który pozwoliłby Polakowi poprawić choćby zbliżyć się do jego najlepszego wyniku sezonu (21.04). - Nie pchałem źle, pchałem dobrze - irytował się Majewski. - Mogłem to zrobić lepiej, nie popełniłem błędów, po prostu nie wyszło - mówił, ale widać było po nim olbrzymi niedosyt.

Srebro o trzy centymetry wygrał z Polakiem Borja Vivas. Hiszpan był rewelacją tej konkurencji w Zurychu, do tej pory nie miał sukcesów na arenie międzynarodowej. Mimo skończonych trzydziestu lat wciąż się rozwija, przez ostatnie dwa sezony poprawił życiówkę o ponad metr. Majewski przed konkursem nie wymieniał go wśród kandydatów do medali. - Ja z nim przegrałem może drugi raz w życiu na sto startów. Co zrobić, tak po prostu bywa - mówił Polak.

Dla Majewskiego to drugi medal mistrzostw Europy, cztery lata temu zdobył złoto. Choć od dwóch sezonów Polak nie może się zbliżyć do formy którą prezentował w roku olimpijskim, to znów zdołał stanąć na podium w najważniejszej imprezie sezonu.

To samo zadanie czeka w środę Piotra Małachowskiego. We wtorkowych kwalifikacjach był trzeci z wynikiem 64,98 z trzeciej kolejki, ale też nie był zadowolony. - Ta odległość nie jest imponująca. Gdybym rzucał poprawnie technicznie to już w pierwszej próbie byłoby 66 metrów - irytował się. - Jestem trochę zły bo tak się nie powinno rzucać tym bardziej na mistrzostwach Europy. W końcowej fazie nie rzucam dysku, tylko pcham, ale już wiem co mam zrobić. Wychodzę, rzucam pierwszy raz daleko i mogę sobie usiąść na ławeczkę - klarował swój plan na finał.

Cokolwiek zrobi Małachowski może to nie wystarczyć do złota, bo formę potwierdził wielki faworyt tej konkurencji Robert Harting. Dwumetrowy, 130-kilowy Niemiec wygrał kwalifikacje wynikiem 67.01 uzyskanym już w pierwszej próbie.

- Jestem typem człowieka walczącego, całe życie musiałem o coś walczyć, nigdy nie dostałem nic za darmo, chyba że w łeb. Więc czasami nawet trzy metry mogę dołożyć przez tego ducha walki - przekonywał Małachowski. - A jak z Hartingiem mam tu przegrać to z godnością, a nie o cztery metry - dodał. Finał dziś od 20.35.

Po mocno deszczowym poniedziałku we wtorek w Zurychu wreszcie zaświeciło słońce, i od razu Polakom zaczęło się świetnie biegać. Do finału na 1500 metrów z drugim czasem awansowała Renata Pliś. Krystian Zalewski i Mateusz Demczyszak wygrali swoje serie na 3000 metrów z przeszkodami, ale w czwartkowym finale faworytami są jednak Francuzi - Mahiedine Mekhissi-Benabbad i Yoann Kowal.

Do półfinałów awansowali też trzej polscy 400-metrowcy, z których zdecydowanie najmocniejszy jest Jakub Krzewina. Po południu dobra passa trwała, bo do półfinału 800 metrów awansowali nie tylko Adam Kszczot i Marcin Lewandowski ale także 21-letni Artur Kuciapski. W sumie pierwszego dnia z dzwudziestorga Polaków w pierwszym starcie odpadli tylko Jakub Szyszkowski w eliminacjach kuli, Robert Kubaczyk na 100 m i Patrycja Wyciszkiewicz na 400.