Skandal w ćwierćfinale 100 m mężczyzn

To było najciekawsze wydarzenie tych mistrzostw. Szkoda tylko, że nie sportowa rywalizacja była na pierwszym planie. W drugiej rundzie eliminacji na 100 m Amerykanin Jon Drummond został zdyskwalifikowany za falstart i wpadł w szał - machał rękami, krzyczał, że nie zrobił żadnego ruchu, więc nie może być mowy o dyskwalifikacji. Wreszcie położył się na tartanie i zastrajkował


W drugim tego dnia biegu drugiej serii eliminacyjnej najpierw falstart zrobił Jamajczyk Dwight Thomas. To - zgodnie z przepisami, które weszły w życie na początku roku - jedyny, falstart który nie kończy się dyskwalifikacją zawodnika. Według nowych przepisów, każdy następny oznacza wykluczenie. To trochę niesprawiedliwe rozwiązanie wprowadzono, by telewidzowie nie nudzili się patrząc na kolejne starty i falstarty.

Kiedy znów padł strzał startera, ludzkie oko nie mogło dojrzeć falstartu, a jednak był. Po dłuższym namyśle i spoglądaniu w komputer sędzia położył czerwoną kartkę na torze Jona Drummonda.

Amerykanin w tym momencie stracił nad sobą panowanie. Machał rękoma, krzyczał na sędziów. Ci wskazywali na komputer. Drummond i tam poszedł, ale nie uwierzył. Wrócił na bieżnię i położył się przed swoimi blokami startowymi. Po długich namowach sędziego, który stał nad nim z czerwona kartkę i ręką wskazywał pobocze bieżni, Drummond wstał, zszedł z bieżni, ale po chwili znowu się zdenerwował, wrócił na tor i znowu się położył, tym razem na środku.

Tymczasem sędziowie położyli czerwoną kartkę na torze Jamajczyka Asafy Powella. Okazało się, że komputery wskazały u obydwu czas reakcji znacznie poniżej 0,1 sekundy. W lekkoatletyce właśnie oznacza to falstart. Sędziowie nie muszą widzieć ruchu zawodnika. Wystarczy, że komputer zarejestruje zmniejszenie nacisku stopy na blok startowy wcześniej niż 0,1 s od strzału startera.

Nawet w telewizji widać było drgnięcie mięśnia stopy u Jona Drummonda. Drummond w końcu zdecydował się podnieść z tartanu. Wrócił przed linię startową, wezwał wszystkich biegaczy do siebie. Nawet Ato Boldon przyszedł na start z drugiego końca bieżni, gdzie również kontestował decyzję sędziów. Niemal wszyscy półfinaliści klepnęli się dłońmi na zgodę i jak gdyby nigdy nic przygotowywali do startu.

Tymczasem obok bieżni trwały burzliwe narady sędziów. Na początek podjęli decyzję o tym, aby wystartowały kolejne półfinały. Drummond, żegnany gwizdami zszedł z bieżni.

Kiedy kolejni sprinterzy kończyli drugą rundę eliminacji sprintów, Drummond przeżywał dramat na stadionie rozgrzewkowym, gdzie przenieśli się wszyscy zawodnicy jego serii. Amerykanin, wspierany przez trenera Johna Smitha przewracał się, klękał, krzyczał. Po prostu wpadł w histerię. Płakał i był kompletnie rozbity. Wyglądało nawet, że zasłabł, bo w pewnym momencie trener musiał pomóc mu oddychać, trzymając pod pachy. Chyba lepiej się poczuł dopiero po kąpieli w rowie z wodą do treningu przeszkodowców. Dopiero gdy wyszedł z niego, uśmiechnął się pogodzony z porażką.

Kiedy na ekranie organizatorzy pokazywali rozbitego Drummonda, zaczął strajkować Ato Boldon. Zgodnie z regulaminem przekraczał linię startu pokazując, że na stadionie nie ma warunków do startu. Stadion bowiem wrzał. Pięć razy Boldon wracał na linię startową przygotowany do startu. Ale publiczność nadal buczała, solidaryzując się z Drummondem. Nie pomógł nawet apel słynnej siedmioboistki francuskiej Eunice Barber, której twarz pokazano na stadionowym ekranie, jak próbuje uciszyć kibiców. Na nic. Boldon walnął ze złości pięścią w reklamę, ale ciszy przed startem nie było, tylko jedno wielkie buczenie.

Wreszcie, pół godziny po planowanym starcie, Boldon i spółka wreszcie wystartowali. Wygrał oczywiście sprinter z Trynidadu.

Dla Gazety

Gervaise Clark

szef sędziów podczas sprintów w igrzyskach w Atlancie, zdyskwalifikował za falstart Linforda Christie

Po wprowadzeniu nowych przepisów było wiele przypadków takich jak Jona Drummonda. To dlatego, że zawodnicy wciąż są nieprzyzwyczajeni do używania bloków z sensorami nacisku. Nawet w USA nie używamy takich bloków na co dzień, tylko podczas wielkich zawodów. Więc kiedy presja podczas takiej imprezy jak mistrzostwa świata rośnie, zwiększa się prawdopodobieństwo popełnienia błędu.

Oczywiście, decyzja sędziów była słuszna. Nie liczy się ruszenie do przodu, ale - według przepisów - decydujący jest nacisk stopy na czujniki bloku. Być może nie jest to najlepsze rozwiązanie, przynajmniej nie jest do końca logiczne, gdyż nacisk nie oznacza przecież szybszego wyjścia z bloku jednego zawodnika, a co za tym idzie jego przewagi. A ta niesprawiedliwa przewaga jest istotą falstartu. Jak na razie jednak nie ma lepszego rozwiązania.



Ato Boldon

sprinter z Trinidad i Tobago, wściekły w strefie mieszanej

Powiem jedno - ta decyzja jest zła! Maszyna się pomyliła. To się zdarza. Zapytajcie mojego menedżera.