Polskie nadzieje na medal zaczynają rywalizację

Monika jest delikatna, w porównaniu z rywalkami skacze subtelnie. Waleriańczyk ma wielką przewagę nad Holmem - jest rytmiczny - mówią fachowcy.
W sobotę o 14.40 i 15.40 zaczną się eliminacje skoku o tyczce kobiet i skoku wzwyż mężczyzn. Po nich można będzie ocenić, kto będzie mocny w poniedziałkowych finałach.

O Aleksandrze Waleriańczyku opowiada Artur Partyka, medalista igrzysk, mistrzostw świata i Europy, rekordzista Polski:

- Aleksander ma bardzo ważną cechę, której brakuje większości skoczków. Jest szybki i potrafi tę szybkość wykorzystać przy odbiciu. To niełatwe, bo przy dużej szybkości każdy detal techniczny staje się bardzo trudny. Na przykład zwykli kibice nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest ustawienie stopy odbijającej - powinna być postawiona równolegle. Tak potrafi odbić się teraz tylko Stefan Holm, dla innych takie postawienie stopy skończyłoby się kontuzją.

Zaletą techniczną Aleksandra jest rytmiczny krok podczas rozbiegu. Jego każdy krok jest wymierzony. Zawsze wie, gdzie się odbije, i może skoncentrować się na odbiciu, a nie na celowaniu w punkt.

Do tego ma kapitalne warunki fizyczne - co razem z odchudzeniem się w porównaniu z sezonem halowym o 6-7 kg staje się przeogromnym atutem.

Co może wpłynąć na niego in minus?

Bardzo wiele się zmieniło w jego życiu sportowym od owego skoku na 2,36. Stał się nagle osobą, która w tym roku skoczyła najwyżej, na niego patrzą teraz pozostali, czekają na cios. I co to za minus? Ano taki, że wielu było zawodników z najlepszymi wynikami na świecie, lepszymi niż moje na przykład. A na ważnych zawodach zaczynał się zupełnie inny serial. To grozi również Aleksandrowi.

Ale jest młody. Jeśli teraz właśnie nie jest chwila, aby się błyskawicznie rozwinąć, to kiedy? Te eliminacje będą odpowiedzią na pytanie, czy potrafi się sprężyć.

O Monice Pyrek opowiada dziesięcioboista Sebastian Chmara

- Trener Moniki mówił, że w treningu właściwie niczego jej nie zabrakło. Że skacze na wysokim, stabilnym poziomie. W skakaniu Moniki widać jej subtelność i delikatność, czym bardzo różni się od przeciwniczek. Jestem pewien, że używa tyczki dużo bardziej miękkiej niż jej rywalki. One są małe, silne - prawdziwe myszy pancerne. Jak się rozpędzą, jak nagną tyczkę, to lecą w górę. Monika jakby nie miała tej fazy agresywnego ataku na tyczkę, jakby od razu była w górze i chciała przemknąć nad poprzeczką. To ewidentnie wynika z przewagi siły rywalek, bo każdy skacze tak, jak mu organizm i możliwości fizyczne dyktują. Moim zdaniem trener i Monika nigdy nie zdecydują się na wprowadzenie bardziej atletycznych treningów, bo spowodowałoby to zaburzenie techniki. Pewnych ograniczeń ominąć się nie da. Byli tacy, którzy chcieli skakać jak Siergiej Bubka, ale tylko on potrafił przebiec z tyczką 100 m w 10,8 s, tylko on potrafił odbić się i lecieć tak, aby przesuwać się tylko w górę, a nie również do przodu. Bo Bubka był jedyny w swoim rodzaju. Tak jak każdy sportowiec, w tym Monika.

(Wtrąca się Partyka)

Sytuacja Moniki przypomina mi moją, gdy za wszelką cenę chciałem pobić rekord Polski Jacka Wszoły. Cały czas miałem to w tyle głowy. Dopiero gdy udało mi się obniżyć wagę tego skoku we własnych oczach, udało się. Podobnie Monika, tylko że ona goni własny rekord Polski. Widać, że cierpi, że rekord pobiła rok temu. Ja mówię: "I co z tego? Przestań o tym myśleć. Gdy staniesz na rozbiegu, musisz powiedzieć sobie tak: "Skok jak skok, po prostu odbiję się, a reszta sama się zrobi".



229

tyle centymetrów wynosi minimum do poniedziałkowego finału skoku wzwyż

440

taką wysokość musi pokonać w eliminacjach Monika Pyrek, by być pewną występu w finale skoku o tyczce