W sobotę zaczynają się lekkoatletyczne mistrzostwa świata

Ktoś powiedział, że sportowcy dzielą się na tych przed kontuzją, w czasie i po kontuzji, ale wydaje się, że do Paryża przyjechali tylko ci pierwsi. Jest ponad 1900 sportowców z 203 krajów
Kiedy szedłem na Stade de France, minęła mnie grupa młodych Francuzów, z których większość miała szew spodni wiszący tuż przy trotuarze, włosy w kolorach tęczy i co najmniej po kilka nitów w różnych kątach twarzy. Wspólne były też instrumenty, jakie trzymali w dłoniach. Po kwadransie ta cała hałastra zagrała "Marsyliankę" od ucha, że mury się trzęsły. Wczoraj trwały bowiem ostatnie próby przed oficjalnym otwarciem mistrzostw świata, w których już dziś zacznie się najważniejsza impreza przed igrzyskami olimpijskimi. Mówi się, że będzie mniej rekordów - notabene w Edmonton dwa lata temu w ogóle nie było - bo nie ma kto ich bić. Ktoś powiedział, że sportowcy dzielą się na tych przed kontuzją, w czasie i po kontuzji, ale wydaje się, że do Paryża przyjechali tylko ci pierwsi.

A jednak rekordzista świata na 100 metrów Tim Montgomery dochodzi do siebie, jego wielki rywal Maurice Greene twierdzi jednak, że zaszokuje świat, że pobiegnie w okolicach 9,8 s. A przecież właśnie o to w tym sporcie chodzi. Co prawda Maurice powiedział też niedawno, że "bicie rekordu nie zależy od warunków atmosferycznych, od bieżni, od człowieka, tylko od tego, jak szybko pobiegniesz", więc trzeba ostrożnie traktować jego opinie. W eliminacjach na 3000 m z przeszkodami pobiegną też Kenijczycy, ci rodem z Marakwet, wioski na dachu Kenii, Hicham el Guerrouj na 1500 m, Jonathan Edwards wystartuje trójskoku, Maria Mutola na 800 m, a Gail Devers i Chandra Sturrup będą się ścigać na 100 m.

Oczywiście najbardziej będzie się liczył sport, ale na tych mistrzostwach trzeba być czujnym, bo podziały polityczne i napięcia z nimi związane sa wyczuwalne w biurze prasowym na St. Denis. Między Francuzami, Niemcami i Amerykanami doszło już do pierwszego nieporozumienia. Pierwszego dnia po przylocie, kiedy amerykańska ekipa znalazła się wiosce dla sportowców, okazało się, że nie może w niej wytrzymać. - Jest za duszno i gorąco, a kiedy otworzyć okno, hałas rani uszy - mówiła specjalnie dla niemieckiej agencji SID Kelli White, jedna z faworytek biegu na 100 m. - Wiele z nas zamierza przynieść się do hotelu na kilka dni, złapać chwilę spokoju.

Według niemieckiej agencji USATF, czyli amerykańska federacja lekkiej atletyki, pozwoliła swoim sportowcom na taki ruch. Dzisiaj jednak nadeszło sprostowanie. Organizatorzy zawiadamiają z żalem, że od kilku dni krąży wprowadzająca w błąd niemiecka relacja o narzekaniach Amerykanów. Według Francuzów amerykańska delegacja jest bardzo zadowolona z warunków.

- Raport jest nieprawdziwy. Żaden z amerykańskich sportowców ani działaczy nie narzeka na jakiekolwiek problemy. I w ogóle to chcemy zostać w wiosce - napisała w oświadczeniu Greer.

Amerykanów i Izraelczyków pilnują w wiosce szczególnie. Szef ochrony Benoit Martin twierdzi, że wobec ostatnich aktów terroru siły bezpieczeństwa wyznaczone do opieki nad dwiema drużynami podwyższonego ryzyka będą wzmocnione. Sportowcy będą transportowani z wioski na stadion specjalnymi pociągami przeznaczonymi tylko dla nich. Tysiąc policjantów - nie licząc tajniaków - krąży wokół Stade de France. Organizatorzy wynajęli prywatną firmę ochroniarską, umięśnionych facetów, którzy jakby uciekli z pokazu Gaultiera, z taką ilością żelu na głowie, że piłkarze ekstraklasy skręciliby się z zawiści.

Inni, sprawdzający dokumenty przy bramach wejściowych, chyba uważają, że to niezbyt poważne dla nich zajęcie. Niby każą otwierać torby z komputerami, ale chwila udawanego problemu z zamkiem błyskawicznym i słychać: "Thank You, monsieur, have a good day", z akcentem prosto z komedii "Hallo, hallo".

Amerykanie sobie z problemem bezpieczeństwa jakoś radzą. Raz za razem przeprowadzają konferencje prasowe, które są teraz kolejną konkurencją lekkoatletyczną. Trzeba być w niej najlepszym, robić je w "odjazdowych" miejscach albo zanęcić gwiazdami. Reebok organizuje je np. na... wieży Eiffle'a, jakieś 60 metrów nad ziemią, bo na pierwszej kondygnacji. Tam również dziś odbędzie konferencja reprezentacji Polski. I tak się składa, że również dziś dwoje polskich sportowców będzie musiało wzbić się dużo powyżej poziomu ziemi - Monika Pyrek zaczyna eliminacje w skoku o tyczce, a Aleksander Waleriańczyk w skoku wzwyż.