Polscy lekkoatleci przed mistrzostwami świata. Tylko Waleriańczyk

Oprócz Aleksandra Waleriańczyka w skoku wzwyż żaden polski lekkoatleta nie pokonał w tym roku granicy dziesiątego wyniku na świecie, a jeśli nie liczyć Marka Plawgi, to nie ma Polaka na liście 20 najlepszych osiągnięć w jakiejkolwiek konkurencji. Tylko że Plawgo w rozpoczynających się w sobotę w Paryżu mistrzostwach świata nie wystąpi.


Polacy do końca, do mityngu w Malmö, a nawet dzień dłużej walczyli o minima. Polem walki o możliwość wyjazdu do Paryża był dla naszych seniorów nawet trójmecz juniorów Polska - Rosja - Francja w Szczecinie w ubiegłą niedzielę.

Minimum prawdę ci powie

Nie udało się tam znakomitemu niegdyś płotkarzowi, mistrzowi Europy z 1998 r. i brązowemu medaliście z 2002 r., Pawłowi Januszewskiemu, który zdobywając brązowy medal ME w Monachium, powiedział, że to dla niego klęska. W Szczecinie desperacko szukał miejsca w sztafecie 4 x 400 m. Nie udało się też brązowemu medaliście ME w Monachium Arturowi Kohutkowi na 110 ppł. Brązowy medalista mistrzostw świata Paweł Czapiewski sam zrezygnował ze startu po biegu w Malmö. Wcześniej mistrz olimpijski i mistrz świata Szymon Ziółkowski - który mógł jako broniący tytułu pojechać do Paryża - stwierdził, że godność nie pozwala mu wystartować na mistrzostwach i źle wypaść. Nie udało się sztafecie 4 x 400 m, byłym mistrzom Europy.

Im wszystkim, gwiazdom polskiej lekkiej atletyki, nie udało się zdobyć minimum.

Co to są minima?

To temat sztuczny, nie powinny być niczym ważnym, powinny być formalnością, po której następuje właściwa rywalizacja. Niestety, nawet dla najlepszych polskich lekkoatletów najważniejsza stała się walka o samo prawo do startu na ważnej imprezie.

Dlaczego nasi walczą tylko o minima? Wystarczy poczytać tegoroczne rankingi.

Do końca lipca (brałem pod uwagę pierwszych siedem miesięcy roku, aby je porównać z analogicznym okresem 2001 roku, przed mistrzostwami świata w Edmonton, które odbyły się wcześniej niż paryskie) najlepszy stumetrowiec w Polsce Łukasz Chyła - reprezentant w sztafecie 4 x 100 m - miał 221. czas na świecie. Czas Marcina Jędrusińskiego był o 0,25 s lepszy, ale osiągnięty przy wichrze w plecy +3,4 m/s.

Na 200 m Marcin Jędrusiński osiągnął 20,39 s, co dało mu 55. czas, aż 26 zawodników pobiegło lepiej.

Na 110 m ppł Artur Kohutek - 135. czas, aż 93 zawodników lepszych; najlepszy w rzucie młotem Wojciech Kondratowicz ma dopiero 47. wynik (rzutu na odległość 81,36 m w Bydgoszczy, tego, który wzbudził tak wiele kontrowersji w związku z plotkami o użyciu niewłaściwego sprzętu, IAAF nie ma w swoich rankingach, podobnie jak rzutu Macieja Pałyszki na tych samych mistrzostwach - 80,99 m. - Już wysłałem monit w tej sprawie do IAAF - powiedział "Gazecie" szef wyszkolenia PZLA Jerzy Skucha).

O Szymonie Ziółkowskim zapomnieli w rankingach w ogóle, on zaś zapomniał, jak się rzuca, i szybko sobie nie przypomni. Mistrz olimpijski rzucił w tym roku najdalej na odległość 76,97 m, co do 30 lipca było 111. wynikiem na świecie!

Można sobie tylko powspominać, że w 2001 roku Ziółkowski aż 16 razy przekraczał 80 m.

Czy można sobie wyobrazić coś gorszego? Można.

Oszczep: Dariusz Trafas - 45. wynik, 16 lepszych.

Dysk: Andrzej Krawczyk - 126. wynik, 44 lepszych.

Kula: Tomasz Majewski - 115. wynik, 30 lepszych.

400 m: Rafał Wieruszewski - 95. wynik, 54 lepszych.

Skok o tyczce: Adam Kolasa - 44 skoki były lepsze lub równe, 27 zawodników skoczyło tyle co Polak lub wyżej.

3000 m z przeszkodami: Radosław Popławski - 45 wynik.

To wcale nie wyjątki.

Wyjątki nazywają się:

Marek Plawgo, który 19 lipca w Bydgoszczy pobiegł 48,45 s i wówczas był to 11. czas na świecie. Lepszych od Polaka było tylko sześciu zawodników (niestety, Plawgo doznał kontuzji i do Paryża nie pojedzie), oraz

Aleksander Waleriańczyk - sztandarowy wyjątek - który w tym roku skoczył najwyżej (236 cm), ale również jako jedyny ma aż dwa skoki w pierwszej dziesiątce w rankingu IAAF. Dopiero w jego przypadku, bodaj w jedynym, można nieśmiało powiedzieć, że zalicza się do faworytów konkursu w Paryżu. Obraz nieco zaciemnił fatalny występ w prestiżowym konkursie w Eberstadt, gdzie zajął zaledwie dziewiąte miejsce.

Pozostaje niezmordowany Robert Korzeniowski, chodząca legenda. Niezmordowany, ale nie niezwyciężony. W sumie Polak miał najlepszy czas na 10 km, piąty czas na 20 km. Dwukrotnie zajmował pierwsze miejsce, raz trzecie i raz drugie. Na 50 km, koronnym dystansie, nie startował.

Oczywiście Korzeniowski jest faworytem startu na mistrzostwach świata. Jest szalenie ambitny, pracowity, inteligentny, doświadczony, sędziowie stali się bardziej liberalni niż dawniej, gdy patrzą na Polaka itd. I nie trenuje w Polsce.



Zestrzelenie misia

Nie lepiej jest wśród kobiet. Kreowana na co najmniej finalistkę biegu na 100 m Aurelia Trywiańska miała zaledwie 33. czas na świecie. Dziesięć zawodniczek pobiegło lepiej. Nie można jej nazwać faworytką - choć w Polsce wielu fachowców tak mówi. Ma szansę na finał i awans będzie dla niej sukcesem.

Największe nadzieje to młociarka Kamila Skolimowska i tyczkarka Monika Pyrek, ale to chyba dzięki sentymentowi. Obie nie są w formie, a młode dyscypliny kobiece rozwijają się bardzo dynamicznie i nie lubią, gdy się za nimi nie nadąża. Zwłaszcza Monika (22. wynik w tym roku wg rankingu IAAF), od której wyżej skaczą regularnie Isinbajewa, Feofanova, Dragila, Becker, Polnova, Buschbaum. One niżej niż najlepszy wynik Moniki Pyrek raczej nie skaczą.

Jeśli nie zdobędzie medalu Kamila Skolimowska, to kto? Ją na to stać, zawsze potrafiła się mobilizować w decydujących chwilach. Tym razem jej najlepszy w tym roku rzut jest aż trzy metry lepszy niż dwa lata temu przed mistrzostwami świata w Edmonton, a jednak to oznacza zaledwie 23. wynik tego roku. Mimo to właściwie tylko ona i Monika Pyrek mają realną szansę na finał. Zdobycie medalu przypominałoby zestrzelenie misia na strzelnicy w wesołym miasteczku - szansa niewielka, ale jak się uda, to tym większa radość.

To jest opis słabości, z której nie wyjdzie polska lekkoatletyka, dopóki usprawiedliwieniem braku wyników będzie miraż przyszłego sukcesu. - Biorę się za leczenie, a potem rozpocznę przygotowania do walki o olimpijski paszport - powiedział Paweł Januszewski, kiedy już wiadomo było, że minimum nie zdobędzie ani w indywidualnie, ani w sztafecie.

Sytuacja zupełnie jak u piłkarzy, którzy po szybkim odpadnięciu z jednych eliminacji do wielkiej imprezy mówią: "Teraz jest czas budowy nowej reprezentacji". Po czym odpadają z następnych eliminacji i znów deklarują. I tak w koło Macieju.