Moskwa 2013. Anita Włodarczyk, nasze sreberko

:
-
Anita Włodarczyk klepała się po twarzy i udach przed ostatnią próbą, ale nic to nie dało. Rosjanka Tatiana Łysenko znów ją pokonała - w najlepszym konkursie rzutu młotem w historii. Zabrakło w nim tylko rekordu świata.
Borussia Dortmund to nie tylko polskie trio! My dajemy Ci znacznie więcej »

Początek wcale nie wyglądał dobrze dla wicemistrzyni olimpijskiej. I nie musiało być lepiej - pamiętamy przygody Anity ze zdrowiem podczas przygotowań do mistrzostw w Moskwie. Młociarka przez dwa miesiące była wyłączona ze specjalistycznych treningów - najpierw z powodu stopy, potem pleców. Oddała tysiąc rzutów mniej niż rok temu, zakładała na sztangę o 20 kg mniej na siłowni i już nigdy nie będzie mogła mocno ćwiczyć.

A jednak na Łużnikach walczyła ostro i do końca o zwycięstwo.

O pierwszym rzucie najlepiej w ogóle nie wspominać, Włodarczyk ciężko się kręciła, jak wirnik radzieckiego helikoptera. Drugi rzut był głównie po to, aby awansować do ścisłego finału i zapewnić sobie cztery spokojne kolejki. I dopiero wtedy można już było zawirować jak bąk i użyć pełnej mocy. Z pewnością pomogło 18 jaj, które zjadła od przyjazdu do Moskwy, czyli od wtorku.

Ale pełnej mocy użyły obie. Na 77,58 m Łysenko Włodarczyk odpowiedziała 77,79. Na rzut Polki Łysenko odpowiedziała 78,80 m, czyli rekordem Rosji i mistrzostw świata. Na rzut Rosjanki Włodarczyk odpowiedziała rekordem Polski - 78,46 m.

- Nie poznawałam siebie. Jeszcze nigdy nie wchodziłam do koła tak nabuzowana - mówiła. - A gdy rzuciłam, krzyczałam do siebie: "Tylko nie skacz, tylko nie skacz!".

Cztery lata temu Włodarczyk skakała - z radości po zdobyciu tytułu i pobiciu rekordu. Skręciła nogę i już więcej tamtego roku nie wystartowała.

W piątek po tym rzucie poczuła ból w łydce, zaatakował ją skurcz, towarzysz stresu, i trochę się zdenerwowała, że nie będzie w stanie jeszcze raz powalczyć. - Podeszłam do Tomka Majewskiego, który miał w plecaku maść. Posmarowałam i trochę się uspokoiłam - powiedziała wicemistrzyni świata.

Reszta - Chinki Wenxiu Zhang i Zheng Wang - właściwie się nie liczyła, ich wyniki były słabsze o trzy metry. Łużniki przyglądały się tylko Łysence i Włodarczyk (oraz Aleksandrowi Mienkowowi, który skoczył 8,56 w skoku w dal).

Młociarki nigdy nie rzucały dalej. A Włodarczyk ma do takich konkursów i do rywalek wyjątkowe szczęście - cztery lata temu w Berlinie biła rekord świata w walce z Niemką Betty Heidler, na igrzyskach w Londynie w przedostatnim rzucie mogła pokonać Łysenko, ale młot nie trafił w sektor. Przegrała o 58 cm. Tym razem - w Moskwie z Rosjanką - o 34 cm.

Niezwykłe jest to, że Polka od igrzysk w Londynie pięć razy spotkała się w pojedynkach bezpośrednich z byłą dopingowiczką - Łysenko została ukarana dwuletnią dyskwalifikacją i wróciła do sportu w 2009 roku - i za każdym razem zwyciężała. Oprócz dwóch najważniejszych imprez ostatniego roku.

Polka tylko wtedy mogłaby pokonać Rosjankę, gdyby rzuciła w okolicach rekordu świata (79,42 m). To wcale nie było wykluczone. Włodarczyk nie żachnęła się, gdy ktoś z dziennikarzy zapytał, czy myśli o rekordzie świata. Uśmiechnęła się z miną z gatunku "zobaczcie w piątek" albo "dlaczego nie". Londynie w przedostatnim rzucie - dalszym niż późniejsza zwyciężczyni - też jej niewiele zabrakło.

W sumie w finale startowały trzy byłe rekordzistki świata, a aktualna - Betty Heidler - nie załapała się do piątkowego konkursu.

Zastanawiające, ale rzut młotem jest jedyną obok skoku o tyczce kobiecą konkurencją, gdzie bije się rekordy świata w miarę regularnie. O biegowych konkurencjach stadionowych - jest ich 10 - można zapomnieć, niemal dosłownie. W sumie mają 195 lat, przy czym aż 30 wiosen ma najstarszy - na 800 m Jarmili Kratochvilovej, z czasów, gdy w Czechosłowacji panował Gustav Husak.

W technicznych jest trochę lepiej pod tym względem - rekordy trwają 154 lata w dziewięciu konkurencjach.

No, i tu rodzą się dwa pytania. Dlaczego rekordy kobiece są tak stare, starsze od męskich, i dlaczego są ciut młodsze w konkurencjach technicznych.

Obydwie odpowiedzi są dość proste i obydwie wiążą się z czarną epoką wszechobecnego dopingu, z czasem zimnej wojny na stadionach.

Rekordy kobiece pochodzą z czasów, gdy nie było w ogóle, lub była bardzo znikoma kontrola antydopingowa. Zaś szprycowanie kobiet było znacznie bardziej efektywne niż mężczyzn - ponieważ najbardziej powszechną i najbardziej skuteczną drogą było podawanie kobietom męskich hormonów. To dlatego enerdowski trener obruszył się kiedyś krotochwilnie na pytanie, dlaczego jego pływaczki mówią grubym głosem: - Eee, nie przyjechały tu śpiewać.

Spośród wszystkich stadionowych konkurencji biegowych tylko jedna - 3000 m z przeszkodami - została wprowadzona do programu olimpijskiego, kiedy walka z dopingiem szła na całego, czyli w 2008 roku.

Zaś w konkurencjach technicznych? Skok o tyczce i rzut młotem kobiet wprowadzono do programu olimpijskiego w 2000 roku, w Sydney. Przecież to tam po złoto sięgnęła niespełna 18-letnia młociarka Kamila Skolimowska. Pomyślmy, Kamila nie miała skończonych 18 lat! W jakiej "starej" konkurencji rzutowej byłoby możliwe zdobycie złota przez nastolatkę?

Od tego momentu w pierwszej z konkurencji zanotowano 26 rekordów świata, w drugiej siedem, przy czym run na nie zaczął się od chwili ogłoszenia, że konkurencje w programie olimpijskim się znajdą. To właśnie te dwie konkurencje "odmładzają" rekordy w konkurencjach technicznych.

Dlatego śmiało można liczyć na to, że rekordy w młocie będą padać. I że Włodarczyk ma przed sobą rekordową przyszłość.

Anita Włodarczyk » wicemistrzynią świata