Moskwa 2013. Skolimowski: Nie ma niedosytu, choć Włodarczyk mogła pobić rekord świata

- Jestem szczęśliwy i nie ma mowy o niedosycie, bo dziewczyna zrobiła absolutnie wszystko, co mogła - mówi Robert Skolimowski po zdobyciu przez Anitę Włodarczyk srebrnego medalu lekkoatletycznych mistrzostw świata w Moskwie. Polska młociarka pobiła rekord kraju wynikiem 78,46 m. Lepsza - o 34 cm - była tylko mistrzyni olimpijska Tatiana Łysenko. - Obie walczyły na znakomitym poziomie. Za kilka dni, na memoriale Kamili, jedna z nich może pobić rekord świata - uważa ojciec zmarłej w 2009 roku Kamili Skolimowskiej.
Przed rokiem na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie Łysenko zdobyła złoto, rzucając 78,18 m. W Moskwie taki rezultat dałby tylko brązowy medal. Rzut młotem kobiet to jedna z niewielu konkurencji, jeśli nie jedyna, w których poziom podniósł się w roku poolimpijskim.

Stało się tak za sprawą rywalizacji dwóch mistrzyń. Włodarczyk, złota medalistka mistrzostw świata i Europy oraz srebrna igrzysk, znów musiała uznać wyższość Rosjanki, która w swojej karierze wygrała już wszystkie najważniejsze imprezy. Ale dla Polki to żadna porażka.

- Dla mnie i dla mojej żony Anita jest prawie jak rodzina. Jesteśmy przeszczęśliwi, że kontynuuje to, co przed laty zaczęła Kama - mówi ojciec mistrzyni olimpijskiej z Sydney, która zmarła w 2009 roku. - Nie ma mowy o niedosycie, bo dziewczyna zrobiła absolutnie wszystko, co mogła. Pięknie walczyła, pobiła rekord Polski, osiągnęła wynik niewiele gorszy od rekordu świata [jest nim wynik 79,42 m z 2011 roku osiągnięty przez Betty Heidler, która w Moskwie odpadła w eliminacjach] - mówi Skolimowski.

Były sztangista jest pod wrażeniem tego, co w piątek na Łużnikach pokazały Włodarczyk i Łysenko. - Ich rywalizacja stała na znakomitym poziomie. Rosjanka tym razem była trochę lepsza, trzeba to przyjąć i pogratulować obu. Świetnie oglądało się wymianę ciosów na tak fantastycznym poziomie. Niestety, na nim kilkakrotne poprawianie rekordu kraju nie jest możliwe, dlatego Anicie nie możemy nic zarzucić - przekonuje Skolimowski. - Możemy mieć tylko małe pretensje do Kamili, że troszeczkę nie pomogła, bo chyba tylko dzięki niej młot wyrzucony przez Anitę w jej najlepszej próbie mógłby polecieć odrobinę dalej niż ten, którym najlepiej rzuciła Łysenka - dodaje ze śmiechem.

Przed finałem Skolimowski był jednym z ekspertów spodziewających się, że padnie w nim rekord świata. - Fizycznie Anita na pewno jest na taki wynik przygotowana - przekonuje teraz, podkreślając, że Polka mogłaby go pobić, gdyby nie popełniła drobnych błędów technicznych. Właśnie przez nie w aż czterech próbach młot wyrzucany przez naszą wicemistrzynię zahaczał o siatkę. - Ona aż za bardzo chciała rzucać daleko. Gdyby miała więcej luzu, efekt byłby jeszcze lepszy. Mam nadzieję, że taki Anita osiągnie na memoriale Kamili - mówi Skolimowski.

Zawody odbędą się 25 sierpnia, a więc zaledwie kilka dni po mistrzostwach. - To znaczy, że Anita i Tatiana nie zgubią formy. Na stadionie warszawskiego Orła będą rzucały na luzie, nie będą się tak nakręcały jak w Moskwie, gdzie ciężko było im odetchnąć. U nas będą się bawiły, a w dyscyplinach rzutowych luz pomaga uzyskiwać najlepsze wyniki - przekonuje Skolimowski. - Niedawno w Cetniewie, na festiwalu rzutów, Piotrek Małachowski poprosił o dwa rzuty poza konkursem i osiągnął w nich dużo lepsze wyniki niż w zawodach - dodaje.

W Warszawie kibice poza Włodarczyk i Łysenką zobaczą też innych bohaterów z Moskwy. - U nas powalczą ze sobą trzy pary mistrzów i wicemistrzów świata. W młocie pań Anita zmierzy się z Łysenką, w młocie panów Paweł Fajdek spróbuje ponownie pokonać Krisztiana Parsa, a w dysku znów zobaczymy pojedynek Małachowskiego z Robertem Hartingiem. Memoriał zapowiada się świetnie - kończy Skolimowski.