Moskwa 2013. Małachowski: Chcę uczcić zwycięstwo Kozakiewicza

- Jeśli Rosjanie będą gwizdali, kiedy będę wchodził do koła, to bardzo możliwe, że na koniec pokażę, co o nich myślę - mówi Piotr Małachowski przed lekkoatletycznymi mistrzostwami świata w Moskwie. Dyskobol, który w dorobku ma już mistrzostwo Europy oraz srebrne medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw globu, jest liderem polskiej kadry na zawody, które potrwają od 10 do 18 sierpnia. Transmisje: TVP i Eurosport. Relacje na żywo w Sport.pl
Trwa relacja z pierwszego dnia MŚ w Moskwie »

Łukasz Jachimiak: W ostatnich dniach przed wylotem do Moskwy mocniej trenował pan rzut dyskiem czy gest Kozakiewicza?

Piotr Małachowski: Niektóre media wychwytują nie to, co trzeba. Powiedziałem w jakiejś rozmowie, że mamy 33. rocznicę zwycięstwa Władysława Kozakiewicza na igrzyskach w Moskwie i jego gestu, o którym nie można zapomnieć [wygwizdywany Polak wygrał konkurs skoku o tyczce, bijąc rekord świata i dystansując radzieckich zawodników]. Ale mówiłem tylko, że tamto wielkie zwycięstwo na tak ważnych dla nas wtedy politycznie igrzyskach fajnie byłoby uczcić złotym medalem.

Czyli nie ma pan potrzeby pokazywania czegokolwiek Robertowi Hartingowi? Upewniam się, bo sam pan mówił, że nie jesteście kumplami.

- Jeśli Rosjanie będą gwizdali, kiedy będę wchodził do koła, to bardzo możliwe, że na koniec pokażę, co o nich myślę. Ale na pewno Robertowi żadnych gestów nie zamierzam pokazywać, bo nasze relacje na rzutni i poza nią zostały doprowadzone do normy. Nie będę zachowywał się wobec chłopaka nieładnie i nie będę też robił z siebie wariata (śmiech).

Nie wypada, bo tak naprawdę po ewentualnym zwycięstwie mógłby pan pokazać inny gest - znaną z piłkarskich boisk kołyskę, dedykowaną synowi, na którego narodziny pan czeka.

- Możliwe, że zrobię taką niespodziankę. Ale zaczekajmy, jak będzie mistrzostwo, to może i moja dziewczyna się dodatkowo ucieszy.

A będzie? Podobno ostatnio przed treningami obstawiał pan boisko płotkami, żeby później nie szukać dysków?

- Dysk latał daleko, ale poza boisko wypadał tylko dlatego, że dostawał poślizgu, kiedy już odbijał się od trawy. Stu metrów, niestety, nie rzucałem.

A 70?

- Na tyle jestem gotowy. Rzuty w okolicach 72 m, jak ten mój z Hengelo [znakomity rekord Polski 71,84 m], w Moskwie raczej nie będzie możliwe. Stadion jest zadaszony, wiatr nie pomoże. Ale na 70 metrów mogę rzucić w każdych warunkach.

Małachowski 71.84 m, Harting 69,91, 69,75 i 68,85, Małachowski 68,53 - to najlepsze tegoroczne wyniki na świecie. W Moskwie ktoś może włączyć się do waszej walki?

- Choćby Gerd Kanter i Martin Wierig. To też świetni zawodnicy, nie możemy o nich zapominać. Na mistrzostwach trzeba szanować wszystkich rywali, bo każdy trenuje po to, żeby najlepszą formę pokazać na takiej imprezie. Pretendentów do tytułu jest wielu, liczy się naprawdę spora grupa.

Ale wyniki z pierwszej części sezonu mówią chyba tyle, że na 70 metrów stać tylko pana i Hartinga?

- To prawda, raczej nie ma takiej szansy, żeby nagle ktoś aż tak odpalił. Po mityngach widać, kto na ile jest przygotowany. Tylko że teraz trzeba to pokazać w najważniejszym momencie. Trzeba się dobrze skoncentrować, bo jak się nie rzuci, tego co można, to ktoś może wykorzystać swoją szansę.

Czuje się pan liderem kadry? Tomasz Majewski w tej roli raczej nie wystąpi, sam mówi, że po operacji łokcia będzie walczył najwyżej o brązowy medal.

- Tomek jest fighterem, uwielbia wielkie zawody. Skoro wszyscy mówią, że będzie dobrze, jeśli będzie pchał pod granicę 21 metrów, to ja się spodziewam, że osiągnie ze 21,30 m. I to da mu miejsce na podium.

Spodziewamy się, że na nim stanie też Anita Włodarczyk. Na igrzyskach w Londynie przegrała tylko z Tatianą Łysenko - ma szansę zrewanżować się Rosjance na jej terenie?

- Psychicznie Anita jest bardzo mocna, na pewno będzie przygotowana na walkę o złoto. W formie jest, na mityngach rzucała daleko i równo, a to bardzo ważne.

Pan za złoto znów ma obiecanego mercedesa od zaprzyjaźnionego dilera tej marki?

- Jednego dostałem po mistrzostwie Europy w Barcelonie, w 2010 roku, tym razem na nic takiego się nie umawiałem. Naprawdę nie zależy mi już na profitach za złoto. Ten medal mi wystarczy.

Nie jest pan przesądny?

- Może gdyby finał był zaplanowany na piątek 13, to trochę bym się martwił. Chociaż nawet wtedy bym się nie przejął. Kiedyś startowałem w zawodach z numerem 13, wszyscy mówili, że przegram z Andrzejem Krawczykiem, który wtedy był jeszcze dyskobolem, a teraz jest moim fizjoterapeutą. W końcu okazało się, że byłem lepszy o 13 centymetrów. Wygląda więc na to, że i 13 sierpnia 2013 roku będzie dobrze.

Jak bardzo chce pan zapomnieć o dwóch ostatnich wielkich imprezach, czyli mistrzostwach świata w Daegu, na których nie wszedł pan do finału, i igrzyskach w Londynie, gdzie formy, a właściwie zdrowia, starczyło tylko na piąte miejsce?

- Tamte starty mi nie wyszły, bo byłem chory, kontuzjowany. Ale już o nich nie pamiętam, bo w tym sezonie nic mi nie dolega. A to daje bardzo duży komfort. Dzięki temu spokojnie robię swoje.

Spokój chyba rzeczywiście jest, skoro przed startem planuje pan zwiedzanie Moskwy.

- Nigdy wcześniej w niej nie byłem, dlatego chcę sobie wykroić z godzinkę albo ze dwie, żeby zobaczyć, jak wygląda ten ich wielki dzwon [Car kołokoł], bo podobno jest niesamowicie duży. Ale wielkiego zwiedzania raczej nie będzie, już 14 sierpnia wracam do Polski.

Nie zostanie pan, żeby kibicować Majewskiemu?

- Wiem, porażka, że nie będę się widział z Tomaszem. Ale rozmawialiśmy o tym, wie, że będę go wspierał. Naprawdę bardzo mocno będę trzymał kciuki, bo wiem, że warto.

Gdyby sprawił sensację i zdobył złoto, w sporcie wygrałby już wszystko. Ale o jego zwycięstwie chyba nawet nie ma co marzyć?

- Będzie ciężko, ale poczekajmy. Ja jestem liderem list światowych, ale nie mogę powiedzieć, że będę mistrzem świata. Tak samo Tomka muszą się bać ci, którzy w sezonie osiągali najlepsze rezultaty w kuli. Oni na pewno go nie skreślają.

Jeśli znów by wygrał, chyba zasłużyłby na pomnik i to bardziej okazały niż ten, jaki sprezentował panu na 30. urodziny?

- Wtedy trzeba by było się zapytać Tomka, czy ma ochotę oglądać swój pomnik w jakimś ogólnodostępnym miejscu. Bo ze znalezieniem chętnych do wykonania czegoś takiego na pewno nie byłoby problemu. Jak będzie trzeba, sam pomogę.

Filmowy pomnik dla przyjaciela, czyli dokument "Tomasz Majewski. Tak się robi historię" uważa pan za dobry?

- Tomek jest z tego filmu bardzo zadowolony. Wiele osób już go obejrzało, widzom się podobał, zrobił na nich wrażenie. Fajnie, że ludzie mają okazję docenić, ile Tomek osiągnął, i przekonać się, jak ciężko na to pracował.

Ile medali wypracuje nasza kadra w Moskwie?

- Wierzę, że więcej niż trzy. Nie zapominajmy o Szymonie Ziółkowskim i Pawle Fajdku, o Ani Rogowskiej, Adamie Kszczocie, Marcinie Lewandowskim, o naszych sztafetach. Może nie wszyscy wymienieni są teraz w najwyższej formie, ale część z nich na pewno może pozytywnie zaskoczyć.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone