Lekkoatletyka. Majewski: Przed ciężką pracą dobra zabawa

- Roboty jest dużo, ale czasu, na szczęście, też. Wszystkie siły skieruję na ten start - mówi Tomasz Majewski. Dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą za cel na rok 2013 stawia sobie zdobycie złotego medalu mistrzostw świata w Moskwie. Przygotowania rozpoczął od poddania się operacji prawego łokcia. Teraz nasz bohater z Londynu szykuje formę na Bal Mistrzów Sportu, na którym ma nadzieję wystąpić jako najlepszy polski sportowiec ostatnich 12 miesięcy.
Łukasz Jachimiak: Pod koniec listopada poddał się pan operacji prawego łokcia, by - jak sam pan powiedział - móc za cztery lata walczyć o kolejny medal olimpijski, w Rio de Janeiro. Wszystko goi się tak, jak powinno?

Tomasz Majewski: No goi się, goi, ale ja bym chciał, żeby się goiło szybciej. Niestety, ciało ma swoje prawa, muszę być cierpliwy, spokojnie się rehabilitować, a potem powoli wchodzić w trening.

Skoro powoli, to w lutym raczej nie pojedzie pan do Goeteborga na 32. Halowe Mistrzostwa Europy?

- Raczej nic nie wyjdzie i z Goeteborgiem, i w ogóle z halą. Najbliższy sezon halowy jest króciusieńki, to zaledwie miesiąc startów, dlatego mogę już powiedzieć, że na 95 proc. nie będę startował. Trudno, specjalnie się na halę nie nastawiałem, lepiej odpuścić i solidnie przygotować się do sezonu letniego. Zwłaszcza że już raz byłem mistrzem Europy w hali [w 2009 roku Majewski wygrał konkurs w Turynie - przyp. red.], więc nie mam ciśnienia na ten tytuł.

Hala pewnie będzie dla pana dużo ważniejsza w przyszłym sezonie?

- I dla mnie, i dla wszystkich naszych lekkoatletów. Wtedy bardzo mocno zaczniemy trenować już w październiku. Mistrzostwa świata będą najważniejszą imprezą całego sezonu, dla nas tym ważniejszą, że odbędą się w Polsce i wszyscy będziemy chcieli się jak najlepiej pokazać w Trójmieście. Ale powoli, to się wydarzy dopiero w marcu 2014 roku.

Mistrzem świata nie był pan jeszcze ani w hali, ani na otwartym stadionie. W sierpniu, na moskiewskich Łużnikach, celem dwukrotnego mistrza olimpijskiego będzie złoto i przekroczenie granicy 22 metrów?

- Tak, to jest powiązane, widać nawet po londyńskich igrzyskach, że kiedy się celuje w zwycięstwo, trzeba pchać w okolicach 22 metrów. Na mistrzostwach świata w Moskwie ich przekroczenie byłoby bardzo wskazane, bo taka odległość powinna gwarantować walkę o tytuł.

Zdąży się pan optymalnie przygotować?

- Roboty jest dużo, ale czasu - na szczęście - jeszcze też. Zachowuję spokój, wierzę, że zdążę i wszystkie siły skieruję na ten start. Czuję, że będzie dobrze.

Ostatnim momentem luzu przed ciężką pracą będzie styczniowy Bal Mistrzów Sportu?

- Wybieram się tam z nadzieją na naprawdę dobrą zabawę.

Prawa ręka będzie na tyle mocna, by utrzymać nagrodę dla zwycięzcy Plebiscytu "Przeglądu Sportowego" na 10 Najlepszych Sportowców 2012 roku?

- Mam nadzieję, że wytrzyma ciężar tej najwyższej nagrody (śmiech). Wierzę, że po gali pójdę na bal w wyjątkowo dobrym humorze.