Lekkoatletyka. Mityng w Sztokholmie. Paragraf 22 metry

W piątek, w Sztokholmie pierwszy rewanż lekkoatletów za igrzyska. Startuje dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski, który w tym mityngu zawsze daleko pchał kulą. Może pokona wreszcie barierę 22 metrów, może znów tam pobije rekord Polski
W Sztokholmie co roku odbywa się konkurs marzenie dla Majewskiego, pierwszego od ponad 50 lat obrońcy tytułu mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą. W Królewskich Ogrodach zawsze pchał daleko, tu pobił w 2009 roku rekord Polski (21,95 m).

Tyle że tym razem zawody odbywają się nie w ogrodach, lecz na stadionie - razem ze wszystkimi innymi konkurencjami. W ogrodach atmosfera była wyjątkowa, kameralna, trybuny praktycznie otaczały rzutnię, Majewski często podkreślał, że emocjonalne współuczestnictwo kibiców w konkursie dodaje energii.

Była też inna różnica. Zawody DN Galan zwykle odbywały się przed najważniejszą imprezą sezonu - w zeszłym roku przed mistrzostwami świata w Daegu czy w 2009 roku przed MŚ w Berlinie. Teraz mityng odbywa się tydzień po zakończeniu igrzysk w Londynie.

- Miałem tylko dwa dni przerwy od treningów. Teraz ćwiczę codziennie, tak jak zawsze. Mam nadzieję, że kula w Sztokholmie będzie daleko lecieć, ale rzeczywiście będzie trochę inaczej niż zwykle - mówi Majewski. - Wśród kulomiotów jest jednak tak, że jak wejdą na wysoki poziom z formą, to zwykle ją długo utrzymują. Tak jest ze mną.

Na liście startowej nie ma wicemistrza olimpijskiego i mistrza świata Niemca Davida Storla, który w Chemnitz został przyjęty jak król Saksonii i zdaje się, że go to osłabiło motywacyjnie. Będą Amerykanie, czyli brązowy medalista igrzysk Reese Hoffa, nieusatysfakcjonowany wynikami w Londynie Christian Cantwell (4. miejsce) - obaj mają w tym roku lepsze wyniki niż Polak - oraz Ryan Whiting i Kanadyjczyk Dylan Armstrong.

W ogóle obsada mityngu jest zadziwiająco niepełna jak na złote żniwa dla olimpijskich bohaterów. Na przyjazd nie zdecydowali się najszybsi w tym roku Jamajczycy Usain Bolt (współlider wyścigu Diamentowej Ligi na 100 m) i Yohan Blake. Obaj wystartują dopiero 23 sierpnia na Atletissimie w Lozannie, ale nie w jednym wyścigu, ponieważ Bolt, sześciokrotny mistrz olimpijski, pobiegnie wtedy na 200 m, cała reszta najszybszych ludzi na świecie wybrała 100 m.

Największym lekkoatletycznym wydarzeniem igrzysk był rekord świata Davida Rudsihy (1.40,91), ale fenomenalny biegacz również w Sztokholmie nie wystartuje. On z kolei wybrał na pierwszy start poolimpijski Zurych (30 sierpnia). Tamtejsze Weltklasse i Memoriał Van Damme'a w Brukseli jako finały Diamentowej Ligi są najmocniej obsadzonymi poolimpijskim mityngami.

W Sztokholmie nie będzie żadnego medalisty igrzysk na 800 metrów, ale pobiegną nasi Adam Kszczot i Marcin Lewandowski. Dla nich Londyn nie był udany, bo przepadli w półfinale. Najbliżej finału był Lewandowski, ale gdyby udało mu się awansować do ostatniego biegu, jego szanse na medal byłyby znikome. Zwykle finał na 800 m podczas wielkiej imprezy jest rozgrywką taktyczną, dzięki czemu nawet zawodnicy z rekordem życiowym znacznie powyżej 1,43 min mają szanse na podium. Jednak sposób rozegrania wyścigu przez Rudishę - właściwie sprint od pierwszego do ostatniego metra - spowodował, że biegacze odstający pod tym względem po prostu nie mieli szans na medal (choć tu jest zastanawiający przypadek 18-latka, mistrza świata juniorów z 2012 roku Amosa Nijela z Botswany, który zdobył srebrny medal, bijąc rekord życiowy z czerwca o prawie 1,5 sekundy). W najlepszym biegu igrzysk pobito rekord świata, trzy rekordy narodowe, i - z wyjątkiem murowanego faworyta do medalu Sudańczyka Abubakera Kaki - siedem rekordów życiowych.

Dwa dni po Diamentowej Lidze również w Warszawie będzie trochę światowej lekkoatletyki. W niedzielę na stadionie Orła w 3. Memoriale Kamili Skolimowskiej wystartuje między innymi najszybszy człowiek bez nóg Oscar Pistorius na 400 m, a w rzucie młotem dojdzie do rewanżowego pojedynku srebrnej medalistki z Londynu Anity Włodarczyk z mistrzynią olimpijską Tatianą Łysenko.