Lekkoatletyczne MŚ. Niezrozumiała klęska Rogowskiej, Małachowskiego

W kilkanaście minut wtorek, który miał być jednym, wielkim sukcesem, zamienił się w sportową katastrofę mistrzów i wicemistrzów świata
Broniąca tytułu mistrzyni świata Anna Rogowska nie pokonała wysokości 4,70 m, z którą powinna sobie dać radę. Kilka minut wcześniej odpadła - na wysokości 4,65 m - wicemistrzyni świata Monika Pyrek.

Jeśli chodzi o obrońcę tytułu wicemistrza świata w rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego, jakby w niego strzelił piorun.

Polak nie z tego, ni z owego rzucił płasko, w bok rzutowiska na nieco ponad 58 m. Potem powtórzył ten sam niezrozumiały błąd, a następnie - gdy był już zdenerwowany i zdezorientowany tym, co się z nim dzieje, i wokół niego - rzucił 63,37 m.

Przez moment wydawało się, że jest jakaś iskierka nadziei na awans do ścisłego finału, bo to było ósmy wynik, ale wicemistrza olimpijskiego wyprzedził Hindus Vikas Gowda, którego życiowy rekord jest prawie pięć metrów mniejszy od Polaka.

- Jestem sam sobie winien, bo byłem w świetnej formie. Gdyby mnie tylko bolało, mogłoby mi rękę urwać, a ja bym nie czuł, bo na rzutni jest wielka adrenalina. Chciałem zrobić prezent Tomkowi na urodziny (wypadły we wtorek) i życzyć mu, aby pchnął 22 metry i pokonał Christiana Cantwella, ale ja widocznie nie umiem robić prezentów - mówił.

- Tutaj widać, że czasem lepsi przegrywają, a słabsi wygrywają - stwierdził Małachowski.

Ale konkurs wygrał silny Niemiec Robert Harting, nie przebierając w środkach, leczący swoje kontuzjowane kolano zastrzykami i tabletkami. Po pierwszym rzucie, który już zapewnił mu złoto, walnął dłonią w słupek obok, którego stał Małachowski, jakby chciał go przestraszyć.

Dotąd Niemiec uchodził za odrobinę lepszego z równych sobie - Małachowski pokonał go w mistrzostwach Europy, Niemiec Polaka w mistrzostwach świata w Berlinie, co wychodzi na remis, bo czołówka światowa to zwykle Europejczycy.

Statystyki mówią coś innego. Bilans ostatniego roku wygląda dla Polaka katastrofalnie. Przegrał z Niemcem wszystkie konkursy, w jakich razem startowali od zwycięskiego finału w Barcelonie, czyli w sumie dziewięć.

Małachowski mógłby powiedzieć, że to z powodu kontuzji - najpierw kolana, później pleców, na co narzekał przed mistrzostwami - ale nie powiedział tego. Na razie nie ma na to żadnego wytłumaczenia.

Tyczkarki mają na klęskę wydawałoby się rozsądne wytłumaczenie.

Monika Pyrek wróciła do sportu po roku odpoczynku, z którego część zajął " Taniec z gwiazdami". Nie zdążyła wrócić z parkietu. Nie zdążyła oddać tylu wysokich skoków, aby poczuć się bezpiecznie, gdy poprzeczka zawieszona jest na dużej wysokości.

Wreszcie - uparła się, aby używać twardszych tyczek, kiedy nie była do tego w pełni gotowa. - Trener mówił, odpuść, wróć do starych, tych z mistrzostw w Berlinie, ale ja się uparłam. Kiedy wreszcie stwierdziłam, że to nie ma sensu, było już za późno. Musiałam znów się przystosować - powiedziała Pyrek.

Lepsze wytłumaczenie ma Anna Rogowska, ale i tu nie wiadomo, dlaczego jej skakanie w Korei zatrzymało się już na 4,70.

Podczas mityngu w Sopocie pękła pod naporem jej tyczka, na dłoń trzeba było założyć szwy. Przerwa od skakania trwała kilka tygodni, zawodów na koncie było za mało. - To okazało się decydujące - powiedziała Rogowska.

Była mistrzyni świata nie potrafi wrócić do formy po kontuzjach. Jest to przypadłość, która trapi ją od dawna. Kiedy poprzednio nabawiła się kontuzji dłoni - w 2007 roku z powodu użycia nieodpowiedniego kleju - wracała do formy dłużej niż jeden sezon. Praktycznie stracone były dwa lata - w tym mistrzostwa świata w Osace i igrzyska w Pekinie. Wczoraj jej trener i mąż Jacek Torliński ze zdenerwowania nie był w stanie skomentować konkursu.

Zawody wygrała Brazylijka Fabiana Murer, serdeczna przyjaciółka Pyrek. Czyli - podobnie jak przed dwoma laty w Berlinie - zakończyły się sensacyjnie i to z powodu klęski tego samego bohatera.

Jelena Isinbajewa, mimo zwykłego teatru koncentracji w pełnym wymiarze - nakrywania głowy ręcznikiem, leżenia na własnej kołderce pikowanej - zajęła dopiero szóste miejsce. Również Rosjanka - jak Rogowska - nabawiła się kontuzji dłoni. Jej start podczas mistrzostw świata był zagrożony. W tym roku na stadionie przeskoczyła zaledwie wysokość 4,76 m, mimo powrotu do starego trenera Jewgienija Trofimowa.

Klątwa pierwszej strony programu dnia mistrzostw działa? Po chłopakach z okładki, którzy zawiedli Stevenie Hookerze, Usainie Bolcie, Dayronie Roblesie, przyszła kolej na nią - też znalazła się na pierwszej stronie.

Gdyby na okładce byli Rogowska i Małachowski, mielibyśmy przynajmniej barwne wytłumaczenie.