Lekkoatletyczne MŚ. Bolta falstart wszech czasów

Już w chwili poderwania się z bloków Usain Bolt - najszybsze dziecko szczęścia na świecie - okazał się zbyt szybki.
W szarych podziemiach stadionu w Daegu agent Ricky Simms z telefonem przy uchu i napiętą twarzą szedł szybkim krokiem. Wokół niego dziesiątki ludzi, którzy otoczyli go tak ciasno, że musiał stanąć.

Każdy chciał się dowiedzieć, gdzie jest największa gwiazda lekkoatletyki, jaka jest jego reakcja na to, co zdarzyło się przed półgodziną. Ale Bolt po prostu zniknął ze stadionu. Simms zdenerwowany tłumaczył, że nie może go namierzyć. Wydzwaniał do niego, wydzwaniał do ludzi z ekipy Jamajki, ale nie dowiedział się niczego. Podobno sprinter wskoczył do autobusu, który odwozi sportowców do wioski. Ominął zasieki robione dla zawodników, którzy muszą spotkać się z dziennikarzami po starcie, wyszedł jakimś bocznym wyjściem, prawdopodobnie wymuszając przejście na potulnych i przestraszonych nieco Koreańczykach.

Niecałą godzinę wcześniej stał się autorem największej sensacji mistrzostw świata, być może największej sensacji wszystkich mistrzostw świata - sprinter wszech czasów wykonał falstart.

Zgodnie z przepisami od poprzedniego sezonu już pierwszy błąd powoduje automatyczną dyskwalifikację zawodnika. Wcześniej obowiązywała zasada, że z wyścigu wyklucza się tego zawodnika, który zrobi drugi falstart. W 2003 roku w ćwierćfinale mistrzostw świata w Paryżu na 100 metrów Jon Drummond położył się na bieżni po dyskwalifikacji i wywołał tym samym jak dotąd największy skandal związany z wykluczeniami.

Ale Drummond to nie Bolt. Przepis jest kontrowersyjny, nie daje szansy, nie daje ostrzeżenia, ale wszyscy mają te same warunki. Na konferencji trzech medalistów miało inne zdanie. 35-letni Kim Collins - najstarszy medalista na 100 m w historii, który biegał sprinty jeszcze w Atlancie w 1996 roku, w związku z tym zna chyba wszystkie reguły - chciałby choć jednego falstartu. - Myślałem, że to ja wylecę, potem myślałem: "Ludzie, powtórzmy to, zresetujmy urządzenia. Nie możemy wyrzucić obrońcy tytułu, mistrza olimpijskiego i rekordzisty!" - mówił Collins. Walter Dix stwierdził, że teraz jest dobrze, a Yohan Blake, że mu wszystko jedno.

To nie ma znaczenia, przepis jest dla wszystkich ten sam.

Kiedy Bolt poderwał się za szybko, w następnym ułamku sekundy w bezsilnej złości wyszczerzył zęby, potem nasunął koszulkę na głowę. Wtedy 40 tysięcy ludzi, którzy przyszli zobaczyć głównie właśnie jego, zamarło, jakby nie wierząc własnym oczom. Stadion odetchnął po chwili, gdy sędzia z czerwoną kartką wskazał mu wyjście, ale tylko po to, aby zabuczeć i gwizdać.

Ludzie Bolta kochają, a on bardzo dba o tę miłość.

Tuż przed startem Jamajczyk jak zwykle wyglądał na rozbawionego sytuacją, że będzie się ścigał z zawodnikami dysponującymi silnikami diesla o mocy nieporównanie mniejszej niż jego ferrari. Rekord świata Bolta - 9,58 s - jest nieosiągalny dla innych, podobnie jak jego rekord na 200 m.

Jamajczyk stał przed blokami startowymi i machał do ludzi na trybunach rytmicznie, zwrócony tyłem do toru. Bawił się z kamerzystą - stroił miny, pokazywał, kto w tym wyścigu wygra, wskazując oczywiście na siebie, mimo że - wciąż mówił do kamery na migi - ma brodę i niewątpliwie gorsze cechy opływowe. Zawsze tak było - Bolt genialnie nawiązywał kontakt z publicznością, dlatego stał się bodaj najbardziej rozpoznawalnym sportowcem olimpijskim świata.

Ale być może to nie cała prawda.

Byli fachowcy, którzy wieszczyli jego porażkę. W rozmowie z "Gazetą" trzykrotny mistrz świata, sprinter, który kiedyś dominował w biegach tak jak teraz Bolt, czyli Maurice Greene, stawiał wszystkie swoje pieniądze wyciągnięte z kieszeni na Yohana Blake'a. - On nie ma syndromu strachu.

Obejrzyj falstart Bolta:



Blake klęczał przed startem obok, obaj zresztą przed najważniejszą chwilą uścisnęli sobie ręce.

Może jednak on odczuwa psychicznie ciśnienie tak jak inni.

Bolt zaczyna kampanię na 200 m w piątek, w sztafecie pobiegnie w niedzielę. Na 200 znowu będzie żelaznym, 100-procentowym faworytem. - Już się boję - powiedział Collins, który też startuje na 200 m.

Ale i presja, aby wygrać, będzie jeszcze większa.

Najlepszych zabrakło

Po dyskwalifikacji Bolta w finale na 100 m nie wystartowało ośmiu najszybszych zawodników w rankingu IAAF. Asafa Powell i Tyson Gay mieli kontuzje, Steve Mullins i Mike Rodgers zostali przyłapani na dopingu, Richard Thompson i Michael Frater odpadli w półfinale. Następny z kolei Nesta Carter był ostatni w finale.