Lekkoatletyczne MŚ. Tomasz Majewski: Marzę o konkursie stulecia

Czy w mojej konkurencji paszporty biologiczne i testy krwi coś zmienią? Oczywiście, że tak, choć wcale nie musi dojść do rewolucji - mówi mistrz olimpijski Tomasz Majewski przed startem mistrzostw świata w Daegu.
Radosław Leniarski: Mistrzostwa świata w Daegu będą przełomowe. Po raz pierwszy w historii wszyscy bez wyjątku sportowcy musieli poddać się testom krwi - ta zostanie pobrana, zbadana tu w Korei, potem jeszcze raz w Lozannie, wreszcie zmagazynowana.

Tomasz Majewski, kulomiot broniący tytułu wicemistrza: My, sportowcy, spodziewaliśmy się tego. Testy krwi są związane z wielkim planem wprowadzenia paszportów biologicznych. Każdy grzecznie poddał się im przy wejściu do wioski, w sumie przebadano około 2 tys. sportowców. To nie są testy na ilość, więc jak każdy oddał po 50 ml, to mu się wielka krzywda nie stała.

Wprowadzenie paszportów planowano od lat, dlatego że to najbardziej skuteczne narzędzie w walce z dopingiem. Naprawdę trudno będzie komuś oszukać ten system, bo anomalie w wynikach łatwo się wychwytuje - wystarczy porównać z próbkami pobranymi tutaj. Prawdziwe efekty zobaczymy więc dopiero podczas igrzysk w Londynie.

Nie musi wcale skończyć się rewolucją. Po prostu niektórzy zawodnicy znikną, zrezygnują ze startów, innych się wyłapie. Czy w mojej konkurencji paszporty biologiczne i testy krwi coś zmienią? Oczywiście, że tak. Każdy rodzaj zaostrzenia kontroli to zacieśnianie oczek w sieci antydopingu, to zniechęcanie oszustów.

Druga przełomowa sprawa to start Oscara Pistoriusa, zawodnika bez nóg używającego protez z włókna węglowego. Czy to dobrze, że Pistorius startuje w mistrzostwach?

- Jestem przeciw jego startowi, zdecydowanie. Nie w tą stronę powinna iść lekkoatletyka. Swoją przewagę nad innymi sportami lekkoatletyka utrzymuje dlatego, że obowiązują w niej przepisy, których przestrzegamy od wielu dziesięcioleci. Mogę np. porównać swoje wyniki z ludźmi, którzy pchali kulą przed wojną.

Może lekkoatletyka przez obsesję równych szans nie dostrzega, że w tym przypadku chodzi o coś więcej.

- Nie. Pistorius poza tym, że jest wspaniałym człowiekiem pokonującym bariery, być może wspaniałym sportowcem, a na pewno wybitnym paraolimpijczykiem, jest też przykładem dopingu technologicznego. To, że biega tak szybko, jest zasługą protez. Na pewno nie będzie biegał na gorszych.

W igrzyskach w Meksyku startował zawodnik, który używał zamiast kolców 50 tytanowych szpilek w butach. Później tego zakazano. Przez analogię, powiedzmy, że Pistorius używa niedozwolonego obuwia. Jest szansa, że on w Daegu nic nie wywalczy, bo gdyby tu zdobył medal, byłaby sensacja.

IAAF uznał, że Pistorius może biec w sztafecie 4x400 m tylko na pierwszej zmianie. Kolejny dowód, że dopuszczenie go to błąd. Wiesz, jak wygląda bieg w sztafecie na 400 m, gdy jest tłok? Ściganie się z nim w sztafecie na innych zmianach stwarza po prostu niebezpieczeństwo dla rywali.

Uważam, że dopuszczenie jego i Caster Semenyi [zawodniczka RPA biegająca na 800 metrów, co do której są podejrzenia, że ma zbyt dużo cech męskich] to ukłon ludzi, którzy o tym decydowali, w stronę szefa IAAF Lamine Diacka i państw afrykańskich.

IAAF nie chciał dopuścić Pistoriusa, miał też obiekcje w sprawie Semenyi...

- Tak powinno być, ale oboje wystartują w Daegu.

Pomówmy o pana konkursie. Przez ostatnie kilka dni w Daegu nie było ani dnia bez deszczu. Co to dla pana oznacza w walce z Amerykaninem Christianem Cantwellem, Kanadyjczykiem Dylanem Armstrongiem i innymi kulomiotami?

- Bardzo to lubię. Taka pogoda sprzyja mojej technice. W mokrym kole mam większe szanse na sukces. Najgroźniejsi przeciwnicy pchają kule techniką obrotową, która wymaga suchego, bardziej przyczepnego koła. Ja z trudnymi warunkami atmosferycznymi nie mam problemu.

Prestiżowe pismo lekkoatletyczne "Track and Field" umieściło pana jako jednego z czterech pewniaków reprezentacji Polski do podium, ale z brązowym medalem. Brąz będzie satysfakcjonujący?

- Absolutnie nie, chyba że po ciężkiej walce w konkursie, który odbyłby się na jakimś niebotycznym poziomie, na przykład 22 metrów. Naprawdę mogę być siódmy, ale po konkursie stulecia. Czemu nie?

Dziś mogę powiedzieć, że zapowiada się na jeden z najlepszych w historii, a statystyki przedstartowe mają to do siebie, że się nie sprawdzają. Ja na każde zawody przyjeżdżam z myślą o zwycięstwie. Jeśli jacyś zawodnicy mówią, że ich celem jest Londyn, a mistrzostwa świata sa tylko etapem, dla mnie igrzyska są tylko śladem myśli w tyle głowy. Najważniejsze jest to, co dzieje się tu i teraz.

Weekendowe starty Polaków

Sobota

3.05 kwalifikacje dysku Żaneta Glanc

3.40 kwalifikacje tyczkarzy Mateusz Didenkow, Łukasz Michalski, Paweł Wojciechowski

5.40 kwalifikacje na 800 m Adam Kszczot, Marcin Lewandowski

zakończyły się po wydaniu "Gazety" - wyniki na Sport.pl

13.30 i 15 kwalifikacje młociarzy Szymon Ziółkowski, Paweł Fajdek

14.15 skok w dal Teresa Dobija

14.45 kwalifikacje 100 m: Dariusz Kuć

Niedziela

2.00 chód 20 km Rafał Augustyn

2.30 kwalifikacje tyczkarek Anna Rogowska, Monika Pyrek

2.50 kwalifikacje 110 ppł Dominik Bochenek

3.40 kwalifikacje 1500 Renata Pliś

4.14 kwalifikacje 400 m Marcin Marciniszyn

5.10 kwalifikacje 100 m Marta Jeschke

transmisje w TVP Sport i Eurosporcie

340
tys. dolarów
zarobiłby w Daegu Usain Bolt
gdyby dokonał takich cudów, jak w Berlinie w 2009 roku, gdzie zdobył tytuły mistrza świata na 100 i 200 m oraz w sztafecie, bijąc indywidualne rekordy świata. Eksperci twierdzą, że nie ma na to szans. Federacja płaci za sukcesy identycznie jak dwa lata temu

Czy Tomasz Majewski zostanie mistrzem świata?