Lekkoatletyczne MŚ. Mistrzostwa, jakich nie było

Od soboty lekkoatleci zaczną rywalizować w Daegu o miano najlepszych na świecie. To będzie impreza z wielkimi pytaniami o równość szans i fundamentalne wartości w sporcie. Po medale ruszają polscy tyczkarze i 800-metrowcy. A także Usain Bolt
Bieg eliminacyjny na 800 m Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego odbędzie się w sobotę nad ranem polskiego czasu. Dopiero wtedy będzie choć trochę wiadomo, czy obaj Polacy mają prawdziwe szanse zawojować królestwo afrykańskie.

Byłoby to marzeniem nie tylko ich, lecz także wszystkich kibiców w Polsce. Gdyby któremuś udało się wywalczyć we wtorkowym finale medal, byłby to sukces, jakich odnieśliśmy mało w najbardziej prestiżowych konkurencjach. W biegach jedyny medal MŚ zdobył Paweł Czapiewski w Edmonton przed dekadą - właśnie na klasycznym dystansie dwóch okrążeń.

Obaj Polacy nie biegają tak widowiskowo jak Czapiewski - przez pierwsze 450 m błądzący z tyłu stawki jak zagubione dziecię, na ostatnich 200 m zachowujący się jak seryjny połykacz przeciwników. Ale tak jak on Lewandowski i Kszczot muszą mieć określone, sprzyjające warunki, by ich zamach stanu na afrykańskie panowanie się udał - bieg nie tak szybki jak w Diamentowej Lidze, ale też niezbyt wolny, aby odciąć od finału i podium urodzonych sprinterów, takich jak choćby Rosjanin Jurij Borzakowski, wracający do wyśmienitej formy mistrz olimpijski z Aten, trzykrotny medalista mistrzostw świata.

Najprawdopodobniej nie on jednak będzie najgroźniejszym rywalem Polaków, lecz Kenijczycy David Rudisha, Alfred Yego, Jackson Kivuva i Sudańczyk Abubaker Kaki.

O rekordy będzie ciężko

Lewandowski - znacznie bardziej doświadczony niż Kszczot, próbujący treningów w Kenii - już kilkanaście razy zszedł poniżej granicy 1 min 45 s, podczas gdy Kszczot tylko raz. To ważne - ten czas oddziela mężczyzn od chłopców, niejako wyznacza granicę między grupą światowych biegaczy a pretendentami do tego miana. Wyniki bezpośrednich pojedynków między 24-letnim mistrzem Europy Lewandowskim a najlepszymi Kenijczykami nie wyglądają źle. Polak przegrywa co prawda z rekordzistą świata Davidem Rudishą - z nim każdy przegrywa - ale ma lepszy bilans z pozostałymi Kenijczykami.

W tym roku najczęściej przegrywa z... Kszczotem.

W sobotę walczą w eliminacjach tyczkarze: Paweł Wojciechowski, Łukasz Michalski i Mateusz Didenkow.

Nieoczekiwanie znaleźli się na ustach wszystkich dzięki najlepszemu skokowi na świecie i rekordowi Polski Pawła Wojciechowskiego (5,91). Nie zawsze jednak najlepszy wynik gwarantuje sukces w najważniejszej imprezie sezonu. Wojciechowski formę ma niestabilną, jest młodym skoczkiem. Nie było go na świecie, gdy Mirosław Chmara bił poprzedni rekord w 1988 r. Takie jak ten nieliczne rekordy Polski z lat 80. - a także niektóre rekordy świata z tamtych czasów - utrzymały się aż do Daegu.

Na świecie głównie za sprawą niebywałych wyczynów sportsmenek i sportsmenów NRD, ZSRR i innych bratnich narodów, m.in. Jarmili Kratochvilovej na 800 m. Najlepszą w tym roku zawodniczkę dzieli od rekordu szybkonogiej Czechosłowaczki ponad 3,5 s! Ale nie ma co się śmiać - najlepszego w tym roku biegacza na 5000 m Łukasza Parszczyńskiego dzieli od rekordu Polski Bronisława Malinowskiego z 1976 r. niemal 25 s.

W Daegu o rekordy będzie ciężko - mówi sam Usain Bolt, który stanie w blokach w sobotę. Rekordziście świata na 100 m, 200 m i uczestnikowi rekordowej sztafety 4x100 m na początku sezonu ubył wielki mały rywal z USA Tyson Gay (180 cm - w porównaniu z niemal 2 m Bolta - ale aż trzy złota MŚ z 2007 r. w Osace), w czwartek ze startu zrezygnował najszybszy rywal (9,78 s w tym roku) ze sprinterskiej wyspy Jamajki Asafa Powell.

Nadchodzi czas przełomu

Daegu nie wyznaczy więc nowej granicy ludzkich możliwości, jak dwa lata temu Berlin (rekordy Bolta), ale jest przełomem, precedensem, który zmienia sport.

Przełom stanowi start beznogiego sprintera Oscara Pistoriusa. - Zezwolenie na taką rywalizację to poroniony pomysł - mówi lekarz Klubu Polska - Londyn i wieloletni szef olimpijskiej misji medycznej Robert Śmigielski o biegającym na protezach z włókien węglowych zawodniku z RPA. - Być może nigdy się nie dowiemy, czy Oscar to wybitny lekkoatleta, czy przeciętny biegacz wspomagany technologicznie - mówi jego rodak 400-metrowiec Roger Black.

Są też inne, skonfliktowane z sobą punkty widzenia, nakładające się na niejednoznaczne wyniki badań biomechanicznych i fizjologicznych, które miały wyjaśnić, czy Pistorius korzysta z przewagi, czy szanse w wyścigu o sławę, pieniądze, zaspokojenie ambicji i realizację marzeń są równe.

Najczęściej spotykany: sport nie jest końcem świata, są ważniejsze wartości niż obsesja równości szans. Sukces Pistoriusa zachęci innych niepełnosprawnych do aktywności, jego przykład pomoże uwierzyć w przyszłość młodocianym ofiarom min przeciwpiechotnych w Mozambiku, Angoli i innych krajach Afryki oraz Azji.

Pistorius uczestniczy w programach dla dzieci - ofiar min. Mawia, że nogi odgryzł mu rekin. Albo że nie jadł marchewki, gdy był mały (jeśli słuchają go rodzice). Dla dzieci będzie idolem, gdy następnie doda, że na mistrzostwach świata pokonał wszystkich dwunożnych.