Skok o tyczce. Wojciechowski: W Daegu będę tylko ja, rozbieg i poprzeczka

- Z wrażenia nie spałem pół nocy. Leżałem, patrząc w sufit i układając sobie to wszystko w głowie - mówi 22-letni Paweł Wojciechowski. W poniedziałek pokonał 5,91 m i pobił 23-letni rekord Polski w skoku o tyczce.
Waldemar Wojtkowiak: Dotarło już do ciebie, że jesteś rekordzistą Polski?

Paweł Wojciechowski: Teraz to już chyba tak. Wcześniej czułem, że stać mnie na rekord, ale nie miałem pojęcia, że stanie się to już teraz.

Zimą pobiłeś rekord kraju w hali. A przecież ostatnie dwa lata z powodów kontuzji miałeś praktycznie stracone.

- Pojawiły się nawet diagnozy, że muszę w ogóle skończyć ze sportem. Pomimo kłopotów z kręgosłupem nie poddałem się. Rok temu wróciłem do skakania. Udało się wtedy skoczyć 5,60, co było dla mnie wielkim sukcesem. Obecny sezon też miał być kolejnym etapem powrotu do formy. A tutaj już na początku szok. Nowy rekord halowy 5,86 m, który zresztą również należał do Mirosława Chmary. Długo nie mogłem w to uwierzyć.

Sukcesy w hali spowodowały, że miałem duże oczekiwania na sezon letni. Ta presja mi zaszkodziła. Byłem mocno zdołowany, bo długo nie mogłem skoczyć 5,60. Miałem obawy, czy osiągnę minimum na mistrzostwa świata.

Teraz znowu będziesz musiał poradzić sobie z presją. 5,91 to najlepszy wynik w tym roku na świecie. Z dnia na dzień stałeś się kandydatem do medalu w Daegu, mistrzostwa świata zaczynają się za 10 dni.

- Czuję, że tak będzie, dlatego postanowiłem do mistrzostw nie czytać gazet, nie zaglądać do internetu i nie oglądać telewizji. Może w ten sposób uda mi się od tego odciąć. Do Korei chcę pojechać z chłodną głową. A tam będę tylko ja, rozbieg i poprzeczka. Nie będzie mnie interesowało, jak skaczą inni. Tylko jeśli podejdę do konkursu na luzie, mogę coś osiągnąć.

Do tej pory tyczkarze w Polsce byli w cieniu kobiet. Monika Pyrek i Anna Rogowska zdobywały medale na najważniejszych imprezach światowych. Teraz czas na mężczyzn?

- Tworzymy silną grupę - Łukasz Michalski, Mateusz Didenkow i ja. Jestem pewien, że będzie o nas głośno. Wkrótce dołączyć do nas powinni Robert Sobera czy Rafał Torkowski i następni. O tym, że jesteśmy coraz mocniejsi, świadczą chociażby mistrzostwa Polski w Bydgoszczy. Dwaj najlepsi skoczyli po 5,72, a trzeci - 5,60. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni był tak wysoki poziom w finale.

W Zawiszy trenujesz razem z Łukaszem Michalskim. Wspólne zajęcia pomagają w osiąganiu lepszych wyników?

- Nie ma lepszej motywacji niż treningi z kimś, kto reprezentuje podobny poziom. Prywatnie jesteśmy bardzo dobrymi kolegami, ale podczas zajęć rywalizujemy z sobą i to daje świetne rezultaty. Robimy stałe postępy.

Kiedy któryś z was pokona 6 metrów?

- Dla nas to magiczny wynik. Przecież do tej pory tylko 14 zawodników pokonało tę wysokość. Na pewno i nas na to stać, ale potrzeba jeszcze trochę pracy i pewności siebie. Jesteśmy młodzi i przyjdzie jeszcze czas na 6 metrów.

Trener Zawiszy Roman Dakiniewicz widzi w tobie swojego następcę. Mówi już nawet, że szykuje ci młodych zawodników, których ty w przyszłości miałbyś trenować.

- Trener chciałby, bym jak najszybciej skończył studia i przejął grupę. Tyle że ja na razie chcę się skupić na karierze. Mam dopiero 22 lata i chciałbym jeszcze, jeśli zdrowie pozwoli, ze trzy olimpiady zaliczyć. Dopiero potem będę pracował jako szkoleniowiec. To jeden z moich celów. Uwielbiam to, co robię, i mam nadzieję w przyszłości być dobrym trenerem. Oczywiście koniecznie w Bydgoszczy. Jestem lokalnym patriotą, no i bydgoscy szkoleniowcy Roman Dakiniewicz i Włodzimierz Michalski są świetni. Można się od nich wiele nauczyć.

Bydgoska szkoła tyczki

Zawodnicy Romana Dakiniewicza zdobyli 212 medali mistrzostw Polski i pobili 55 rekordów kraju w różnych kategoriach wiekowych. W latach 80. Dakiniewicz prowadził treningi poprzedniego rekordzisty Polski w hali i na otwartym stadionie Mirosława Chmary. Teraz wspólnie z Włodzimierzem Michalskim trenuje Łukasza Michalskiego i Wojciechowskiego. - Obaj to świetni sportowcy, ale w młodzikach mam już kolejne talenty. Na razie nie chcę podawać ich nazwisk, ale jeśli ktoś w wieku 16 lat skacze 4,80, to wielka kariera przed nim - mówi trener.