Halowe MŚ Sopot 2014. Cichocka wybiegnie z cienia?

W sobotę halową mistrzynią świata w skoku wzwyż niespodziewanie została Kamila Lićwinko. W niedzielę dołączyć do grona sław polskiej lekkiej atletyki może Angelika Cichocka. Po niej kibice spodziewają się mniej niż po również startujących tego dnia Annie Rogowskiej, Adamie Kszczocie czy Marcinie Lewandowskim, tymczasem nieznana dotąd 26-latka wyrasta na faworytkę finałowego biegu na 800 m. Transmisja z ostatniego dnia mistrzostw w TVP i Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl od godz. 15.
Monika Pyrek, która na stadionie i w hali zdobyła w swojej karierze pięć medali mistrzostw świata, twierdzi, że przed własną publicznością złoto może zdobyć jej była koleżanka z kadry, Anna Rogowska. Paweł Czapiewski, w przeszłości biegacz światowej czołówki na dystansie 800 metrów, radzi swoim następcom - Marcinowi Lewandowskiemu i Adamowi Kszczotowi - jak taktycznie powinni rozegrać finałowy bieg i przekonuje, że nawet fenomenalny Mohammed Aman nie jest poza zasięgiem naszej dwójki.

Trójka znanych i utytułowanych polskich lekkoatletów w niedzielę na pewno powalczy o podium. Jednak Rogowska, Lewandowski i Kszczot nie są faworytami bukmacherów do złota, a w takiej roli występuje w ich notowaniach Angelika Cichocka (dane za polską firmą Fortuna).

26-letnia biegaczka do piątku była tylko jedną z wielu zawodniczek licznej, 37-osobowej kadry gospodarzy na sopockie mistrzostwa. Pasjonaci wiedzieli, że na liście zgłoszonych do walki na 800 metrów Polka ma co prawda dopiero dziesiątą "życiówkę", ale w tym roku należy do niej czwarty wynik, i że pod nieobecność gwiazd tego dystansu może wywalczyć życiowy sukces. Ale takim miał być awans do finału. Teraz, kiedy Cichocka zrealizowała cel w świetnym stylu, wszyscy liczymy na więcej.

- To nie było moje sto procent, zaoszczędziłam siły na finał - przekonywała Polka zaraz po tym, jak osiągnęła najlepszy w tym roku rezultat na świecie - 2:00.37. - W przygotowaniach nie wszystko poszło idealnie, bo niedawno chorowałam na grypę - dodawała wyraźnie zaskoczona. A Lewandowski, dowiadując się, jak świetnie poszło koleżance, zrobił wielkie oczy i stwierdził, że widocznie jego brat jest naprawdę dobrym trenerem.

Pod okiem Tomasza Lewandowskiego Cichocka trenuje od końcówki listopada. Wtedy z jego zespołem wyjechała na obóz do Etiopii, co było wyraźnym początkiem nowej drogi po dziewięciu latach współpracy z trenerem Jarosławem Ścigałą.

Cichocka o szkoleniowcu z klubu Taleks Borzytuchom ma jak najlepsze zdanie, tłumaczy jednak, że musiała zdecydować się na zmianę, nie chcąc kolejnych wielkich imprez spędzać przed telewizorem. Siedząc przed nim podziwiała Mariję Sawinową, Caster Semenyę i Jekatierinę Poistogową, gdy te stawały na olimpijskim podium w Londynie, oraz Eunice Jepkoeh Sum, Sawinową i Brendę Martinez, kiedy odbierały medale ubiegłorocznych mistrzostw świata w Moskwie.

Do Sopotu nie przyjechała żadna z nich i właśnie dlatego Polka zdecydowała się na start na 800 metrów. Jeszcze pod koniec grudnia Cichocka mówiła, że ma nadzieję zdobyć prawo występu w mistrzostwach, a w lutym osiągnęła formę dającą jej kwalifikację i na 800, i na 1500 metrów. Na obu dystansach czuła się dobrze, wybrała ten, w którym wyżej oceniła swoje szanse.

Najgroźniejszą rywalką Polki powinna być w niedzielę Natalija Lupu. 27-letnia Ukrainka jako jedyna z sześciu finalistek ma w dorobku medal wielkiej imprezy - na poprzednich halowych mistrzostwach świata (Stambuł 2012) była druga. W eliminacjach Lupu uzyskała drugi czas, była wolniejsza od Cichockiej o 0,18 s, ale "życiówkę" ma lepszą o prawie dwie sekundy, a i doświadczeń dużo więcej, bo startowała na londyńskich igrzyskach, a pół roku temu na mistrzostwach świata w Moskwie zajęła siódme miejsce.

Lupu nie jest jednak zawodniczką klasy Amana, z którym rywalizować będą nasi 800-metrowcy, albo Jennifer Suhr czy Fabiany Murer stojących na drodze do polskiego złota w skoku o tyczce. Za to Cichocka nie wygląda na przygotowaną gorzej od Rogowskiej, Kszczota i Lewandowskiego.