Anna Rogowska przyzwyczaja się do Ergo Areny. Celem medal HMŚ

Tyczkarka Anna Rogowska będzie jedną z polskich faworytek do medalu podczas halowych mistrzostw świata, które w dniach 7-9 marca odbędą się w Sopocie w Ergo Arenie. Jej przewagą nad rywalkami będzie znajomość hali, w której odbędą się zawody.
Zawodniczka SKLA Sopot ma już za sobą kilka treningów oraz start w halowych mistrzostwach Polski, które w miniony weekend odbyły się właśnie w Ergo Arenie. Najważniejsze jest dla niej poznanie rozbiegu, który na każdym obiekcie jest inny.

- W środę odbyłam trzeci trening techniczny i dopiero teraz poczułam, że ten rozbieg pracuje dla mnie - podkreśla Rogowska w rozmowie z "Gazetą". - Zresztą bardzo podobne odczucia miał dziś Paweł Wojciechowski [mistrz świata z 2011 r.]. Dla tyczkarzy najważniejsze jest właśnie "obieganie" rozbiegu i poznanie specyfiki skoczni. Myślę, że w porównaniu z konkurentkami będzie to dla mnie bardzo duży plus - zaznacza sopocianka.

Podczas środowego treningu oddała kilkanaście skoków, każdy z nich był nagrywany i szczegółowo omawiany z trenerem i mężem w jednej osobie - Jackiem Torlińskim. Rogowskiej w jednej z prób udało się pokonać poprzeczkę zawieszoną na wysokości 4,70 m, potem atakowała 4,80 m, ale już bez powodzenia.

- Aby walczyć o medal, być może trzeba będzie skoczyć właśnie ok. 4,80 m, 4,70 m może nie wystarczyć. Tym bardziej że do Sopotu przyjadą wszystkie najlepsze tyczkarki świata poza Jeleną Isinbajewą, która jest w ciąży. Mam nadzieję, że stworzymy z dziewczynami świetne widowisko - mówi Rogowska, która na listach światowych zajmuje obecnie 1. miejsce z wynikiem 4,76 m (uzyskanym 9 lutego w Gandawie). Czy ma to dla niej jakieś znaczenie?

- Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jestem w tej chwili na pierwszym miejscu, ale nie ma to większego znaczenia. Czołówka jest tak niesamowicie zbita, że trudno mówić o pewnych faworytkach do podium. Na poziomie między 4,76 m a 4,71 m jest w tej chwili osiem-dziewięć zawodniczek, więc o medalach będą decydować niuanse, szczegóły. Ważne będzie nie tylko przygotowanie techniczne, ale i psychika. Można świetnie skakać przez cały sezon, a na imprezie mistrzowskiej i tak decyduje tylko jeden dzień, moment. Ja będę miała tę przewagę, że na trybunach będą moi kibice, rodzina, to na pewno doda mi otuchy. Strasznie marzę, żeby w swoim rodzinnym mieście zdobyć medal, to byłoby coś wspaniałego - podkreśla Rogowska, która jeszcze na początku grudnia miała na treningu bardzo groźny wypadek (podczas zajęć na drążku gimnastycznym spadła z dużej wysokości na głowę).

- Pierwsze diagnozy były dla mnie straszne, groził mi nawet koniec kariery. Do dziś nie odzyskałam węchu, nie czuję też wszystkich smaków. Przez to tuż po wypadku straciłam apetyt, mocno schudłam, nie wyglądało to wszystko najlepiej. Teraz jest już jednak wszystko OK. Dotychczas zaniechałam treningu gimnastycznego, ale poza tym wszystko toczy się już właściwym torem. Jestem gotowa do walki i myślę tylko o jednym - stanąć na podium halowych mistrzostw świata! - optymistycznie podsumowuje rekordzistka Polski (4,85 m).

Rywalki Rogowskiej podczas halowych mistrzostw świata w Sopocie (w nawiasie najlepszy tegoroczny wynik)

Holly Bleasdale (Wlk. Brytania - 4,73), Silke Spiegelburg (Niemcy - 4,72), Nikoleta Kiriakopoulou (Grecja - 4,72), Andżelika Sidorowa (Rosja - 4,72), Jirina Svobodova (Czechy - 4,71), Jennifer Suhr (USA - 4,71), Tina Sutej (Słowenia - 4,71), Mary Saxer (USA - 4,71), Kylie Hutson (USA - 4,66), Fabiana Murer (Brazylia - 4,62), Anastasia Sawczenko (Rosja - 4,50), Yarisley Silva (Kuba - 4,46)

Czy i jaki medal zdobędzie Rogowska w Sopocie? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »