Tomasz Majewski: W Sopocie chcę przełamać monopol Amerykanów

Jedną z polskich nadziei na medal w Halowych Mistrzostwach Świata, które w dniach 7-9 marca odbędą się w Ergo Arenie, jest Tomasz Majewski, który zapowiada przełamanie hegemonii kulomiotów z USA.
- W pięciu ostatnich lekkoatletycznych halowych mistrzostwach świata, czyli od 2004 roku, na najwyższym stopniu podium w pchnięciu kulą mężczyzn stawali tylko Amerykanie. Chciałbym oczywiście przełamać ten monopol, niemniej z brązowego medalu też będę zadowolony - zapowiada Majewski.

Reprezentanci Stanów Zjednoczonych zdominowali rywalizację kulomiotów w hali. Począwszy od 2004 roku, kiedy w Budapeszcie z wynikiem 21,49 metra wygrał Christian Cantwell, Amerykanie na każdej imprezie mistrzowskiej stawali na najwyższym stopniu podium. W 2006 roku bezkonkurencyjny okazał się Reese Hoffa (22,11 metra), w Walencji najlepszy był Cantwell (21,77), który złoty medal wywalczył także w Dausze (21,83). Dwa lata temu w Stambule na najwyższym stopniu podium stanął Ryan Whiting (22 metry).

- Hala jest domeną Amerykanów. Moi najgroźniejsi rywale, czyli Whiting i wicemistrz świata ze Stambułu David Storl powinni być w świetnej formie i będą w Sopocie pchać bardzo daleko. Mam jednak nadzieję, że uda mi się nawiązać z nimi w miarę wyrównaną walkę - mówi Majewski.

Polski zawodnik ma w dorobku dwa brązowe medale ze Stambułu (21.72 - halowy rekord Polski) i Walencji (20.93).

W Sopocie zdecydowanym faworytem wydaje się być obrońca tytułu ze Stambułu. Co prawda 31 stycznia w Bydgoszczy Whiting uzyskał 21.37 metra, ale w niedzielę podczas mistrzostw Stanów Zjednoczonych niespełna 28-letni Amerykanin triumfował ze znakomitym wynikiem 22.33 m.

- Byłem przekonany, że Ryan wcześniej przekroczy granicę 22 metrów. Podczas poprzednich zawodów widać było, że jest świetnie przygotowany, ale jakoś nie potrafił zaprezentować pełni swoich możliwości. Podczas mistrzostw USA pokazał jednak wielką klasę. W Ergo Arenie to Whiting powinien być kandydatem numer jeden do złotego medalu. Amerykanie przyjeżdżają do Sopotu 2 marca, zatem będzie miał sporo czasu, żeby dobrze poznać tę halę - podkreśla Majewski, który w przeciwieństwie do innych polskich sportowców przygotowania do najważniejszej lekkoatletycznej imprezy roku spędzi, startując w zawodach.

- We wtorek czeka mnie start na mityngu w Pradze, natomiast później wybieram się na tydzień szukać pogody i formy do Kataru. Tam jest ciepło, a z tym wyjazdem nie wiąże się żadne ryzyko. Dzięki bezpośrednim lotom z Warszawy po pięciu godzinach jestem w Docha na Półwyspie Arabskim. Ten wariant przygotowań sprawdził się dwa lata temu przed halowymi mistrzostwami świata w Stambule i wierzę, że teraz również przyniesie efekt. Zamierzam wrócić do Sopotu nie tylko ładnie opalony, ale również w dobrej dyspozycji - zapewnił polski kulomiot.

W Sopocie Majewski bez problemu sięgnął po tytuł mistrza Polski. Drugi Rafał Kownatke (LKS Ziemi Puckiej Puck) stracił do niego 90 cm, niemniej prawie 33-letni kulomiot, który wynikiem 20.70 poprawił swoje najlepsze tegoroczne osiągnięcie (poprzednio 20.61), był bardzo niezadowolony ze swojego występu w Ergo Arenie.

- Byłem strasznie wolny i to co wyprawiałem, nie przypominało pchnięcia kulą. Tak jak zakończyłem konkurs, powinienem go rozpocząć, jednak potwornie długo się rozkręcałem. Optymalną formę zamierzam oczywiście osiągnąć podczas mistrzostw świata, niemniej mam nadzieję, że już we wtorek w Pradze uda mi się zanotować przyzwoity wynik. Będę rywalizował w dość silnej stawce, bo w stolicy Czech wystąpi czołówka kulomiotów tego kraju na czele z Ladislavem Prasilem oraz Bułgar Georgi Ivanov - zaznaczył Majewski.

Czy Majewski w Sopocie powalczy o złoty medal? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »