Renaud Lavillenie jednak wystąpi w Sopocie? "Choćbym miał skakać na jednej nodze, dam z siebie wszystko"

Francuski tyczkarz Renaud Lavillenie mimo kontuzji, jaką odniósł podczas sobotniego mityngu w Doniecku, nie wyklucza startu w halowych mistrzostwach świata w lekkiej atletyce, które od 7 do 9 marca potrwają w Sopocie.
Lavillenie miał być jedną z największych gwiazd zawodów w Ergo Arenie. W sobotę podczas mityngu Pole Vault Stars w Doniecku skokiem na wysokość 6,16 m pobił halowy rekord świata, który od 1993 roku należał do legendarnego Siergieja Bubki. Potem próbował jeszcze atakować 6,21 m i podczas jednej z prób zamiast na materac spadł z dużej wysokości na rozbieg i uszkodził lewą kostkę. Pierwsze diagnozy mówiły o tym, że uraz jest na tyle groźny, iż wyklucza start Francuza w halowych mistrzostwach świata.

Jednak sam zawodnik nie wyklucza startu w Sopocie. - Wciąż mam trzy tygodnie na przygotowania. Nie poddam się. Nawet jeśli miałbym skakać na jednej nodze, to i tak dam z siebie wszystko - powiedział Lavillenie w rozmowie z Eurosportem.

A jego ojciec i były trener Gilles Lavillenie dodał: - Ta kontuzja powinna go wykluczyć ze startów na dwa tygodnie. Nie weźmie więc udziału w mistrzostwach kraju w Bordeaux, ale nie zamyka to drogi do występu w halowych mistrzostwach świata.

Ile medali zdobędą Polacy w Sopocie? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »