Prokom znów gra w Grecji z Olympiakosem

Perfekcyjna gra Woodsa, zatrzymanie Kleizy i Teodosicia oraz ponowne wyłączenie środkowych Olympiakosu - tylko to może dać koszykarzom Prokomu wygraną w drugim meczu z Grekami. Relacja w czwartek od 20 na Sport.pl

We wtorek w pierwszym ćwierćfinale Euroligi (gra się do trzech zwycięstw) mistrz Polski przegrał w Pireusie 79:83. Prokom wykonał w tym spotkaniu dwa z czterech potrzebnych do wygranej zadań - supermecz zagrał Qyntel Woods, a w Olympiakosie nie pograli środkowi.

Woods, najlepszy koszykarz w historii ligi polskiej, pokazał, co potrafi, kiedy tylko mu się chce (23 pkt, 10/14 z gry, 11 zbiórek). W całej Europie czekano na jego rywalizację z Joshem Childressem, która miała wykraczać poza poziom Euroligi. I wykroczyła. Childress zagrał dobry mecz, ale Woods był fantastyczny. - To nie było tak, że chciałem coś komuś udowodnić. Zagrałem tak, jak umiem - mówił Woods, który z Olympiakosu został wyrzucony za palenie marihuany (ale kibice w Pireusie powitali go brawami na stojąco). - Woods? Świetny koszykarz, strasznie silny, topowy gracz Euroligi - tak skrzydłowego Prokomu ocenił sam Childress.

Wydawało się też, że największe problemy Prokom będzie miał pod koszem, ale trzej środkowi Greków - Sofoklis Schortsanitis, Ioannis Bourousis i Nikola Vujcić rzucili w sumie tylko 10 pkt. - Wysocy Olympiakosu nie zrobili nam krzywdy, ale to nie znaczy, że mamy już z nimi święty spokój. W czwartek znów będzie trzeba na nich uważać - podkreśla Ratko Varda z Prokomu. I dodaje: - Byliśmy tak blisko, ale daleko jednocześnie. Zabrakło nam jednej jedynej akcji, ale liczy się to, że Grecy byli górą, to oni prowadzą.

Mistrz Polski nie wywołał we wtorek sensacji, bo nie potrafił zatrzymać Linasa Kleizy i Milosa Teodosicia. Kleiza, podobnie jak Childress, spokojnie mógł zostać w NBA, ale wybrał kasę Olympiakosu. Litwin jeszcze w żadnym meczu tego sezonu nie rzucił mniej niż 10 pkt i z Prokomem tej serii nie przerwał (26 pkt). To akcje jego i Teodosicia miały największy wpływ na przebieg meczu, to oni trafiali w Olympiakosie najważniejsze rzuty. Ronnie Burrell z Prokomu długo odgryzał się Kleizie w ataku (12 pkt do przerwy), ale w końcu skapitulował (tylko dwa punkty w drugiej połowie). Teodosić natomiast już na początku meczu został zablokowany przez Adama Łapetę i... zniknął. Nie odnalazł się do końca pierwszej połowy, w której z boiska zszedł tylko na półtorej minuty, ale nie rzucił żadnego punktu. Jednak w drugiej połowie Serb był już innym człowiekiem. Zagrał krócej, bo 14 minut, ale rzucił w tym czasie aż 21 pkt! Niesamowite były zwłaszcza jego rzuty za trzy (nawet przez ręce obrońców), niemal nie mylił się też z linii wolnych (8/9). - Teodosić ma u trenera duży kredyt zaufania. Zawalił pierwszą połowę, ale Giannakis go nie skreślił i po przerwie Serb mu się odwdzięczył - mówili greccy dziennikarze.

Prokom wykonał we wtorek olbrzymią pracę, zagrał jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) meczów w sezonie, ale nawet to było za mało.

Świetny Prokom Gdynia. ? Wielki Olympiakos

Więcej o: