Dlaczego Prokom szaleje w Eurolidze?

W środę gdyńscy koszykarze pokonali w Eurolidze CSKA Moskwa 88:81 i są o krok od historycznego dla Polski awansu do najlepszej ósemki w klubowej elicie

Duży wpływ na sytuację mistrza kraju w Top 16 miał wynik czwartkowego meczu Żalgiris Kowno - Unicaja Malaga. Litwini wygrali 89:84 i tylko katastrofa może odebrać Prokomowi awans do ósemki - w dwóch ostatnich meczach musiałby przegrać w Kownie więcej niż 24 pkt lub u siebie z Malagą więcej niż 20. Dalej zagrają dwaj zwycięzcy grupy.

Rozmowa z Adamem Hrycaniukiem, środkowym Asseco Prokomu

Grzegorz Kubicki: Dlaczego Prokom, który w zeszłym sezonie wygrał w Eurolidze tylko trzy z 16 meczów w Eurolidze, jest teraz taki mocny?

Adam Hrycaniuk: W sumie nic się nie zmieniło. Trenerzy ci sami, zawodnicy niemal też, taktyka bez zmian. Ale w tym tkwi nasza siła. Gramy ze sobą drugi rok, świetnie się rozumiemy. Może to jest podpowiedź dla szefów polskich klubów, nie tylko w koszykówce - nie wymieniajcie co sezon całego składu, nie róbcie rewolucji, postawcie na stabilność.

Pokonaliście CSKA, wcześniej też Real Madryt. Która wygrana jest ważniejsza?

- CSKA to wicemistrz Euroligi, z którym wygraliśmy na późniejszym i poważniejszym etapie rozgrywek. Z kolei Real, który pokonaliśmy w rundzie zasadniczej, ma w tym sezonie strasznie mocny skład. No i gdyby nie ta wygrana z Madrytem, teraz nie mielibyśmy w ogóle okazji bić się z CSKA.

Można już gratulować awansu do ósemki?

- Dopóki istnieje matematyczne prawdopodobieństwo, że nas w niej nie będzie, nie będziemy świętować.

Pan jest jedną z rewelacji Euroligi, a jeszcze dwa lata temu niewielu wiedziało, że w ogóle pan istnieje...

- Kiedy miałem 20 lat, nikt w ekstraklasie nie chciał mnie zatrudnić. Nie tylko zespoły z czołówki, ale także z dołu tabeli. Wyjechałem więc do USA, ale nie tylko po to, aby się szkolić jako koszykarz. Przede wszystkim chciałem skończyć fajną szkołę, bo wydawało się mi, że moja przyszłość to nie sport. Po czterech latach wróciłem jako anonimowa postać i dostałem szansę od trenera Tomasa Pacesasa.

Teraz jest pan drugim po Marcinie Gortacie środkowym w Polsce.

- Spokojnie, ja jeszcze oficjalnego meczu w reprezentacji nie zagrałem. Ale nie ukrywam, że chciałbym.

Grał pan przeciwko wszystkim najlepszym centrom w Europie. Przeciw komu było najtrudniej?

- Źle wspominam Petraviuciusa z Armani Jeans Mediolan. Świetny jest Peković z Panathinaikosu, choć akurat nam krzywdy nie zrobił. No i Kaun z CSKA grał dobrze. Staram się, jak mogę, ale nie jestem typowym środkowym. Nie mam 212 cm i 130 kg. Muszę nadrabiać walką.

Prokom jest bliski awansu do ósemki Euroligi, tymczasem koszykówka w Polsce ciągle pozostaje w cieniu siatkówki. To boli?

- W większości państw w Europie, a przede wszystkim w USA, to nie do pomyślenia. Liczę, że nasze sukcesy zwiększą popularność dyscypliny, choć do tego potrzebny jest też sukces kadry. Jak u siatkarzy. A siatkarzom wcale nie zazdroszczę. Przeciwnie - cieszę się, że mamy sport, w którym Polacy są najlepsi.

TABELA GRUPY G

Armia poległa w Gdyni - Prokom ograł CSKA ?