Fantastyczny Jordan wygrał mecz na oczach Karola Nawrockiego!

Łukasz Cegliński
Znakomity Jordan Loyd trafił za trzy punkty w ostatniej sekundzie i na oczach prezydenta Karola Nawrockiego poprowadził reprezentację Polski do wygranej 84:82 na Łotwie! Biało-Czerwoni umocnili się na czele grupy F w eliminacjach mistrzostw świata.
DLOKA
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Jordan Loyd zdobył 37 punktów, miał 13/24 w rzutach z gry, w tym 7/15 za trzy. Najważniejsza była ta siódma trójka, oddana w ostatniej sekundzie, gdy Polacy byli pod ścianą. Piłka wpadła do kosza równo z końcową syreną, cały zespół rzucił się w kierunku Amerykanina, to był szał radości. Szał uzasadniony i przebiegiem końcówki, i wagą meczu. Dzięki zwycięstwu w thrillerze w Rydze Biało-Czerwoni wykonali bardzo ważny krok w drodze na mistrzostwa świata w Katarze w 2027 roku. Po wygranej z Łotwą Biało-Czerwoni mają bilans 3-0 i przewodzą w grupie F. W niedzielę zagrają z Łotwą ponownie - tym razem w Gdyni.

Zobacz wideo Kosecki o reprezentancie Polski: Urban uratował mu karierę. Nie dało się go przejść

Polacy pojechali do Rygi po dwóch zwycięstwach na start eliminacji – pewnie pokonali Austrię i po trudnym boju wygrali w Holandii, gdzie odrobili aż 21 punktów straty. Ale czy w spotkaniu z Łotwą byli faworytem? Szanse wydawały się wyrównane, bo choć rywale podchodzili do piątkowego meczu z bilansem 1-1, to jednak tak samo jak Biało-Czerwoni są ambitnym europejskim średniakiem, który potrafi sprawiać niespodzianki i zachwycić na największych imprezach.

Zaczęło się dobrze dla Polaków, którzy objęli prowadzenie 6:0. Od początku aktywni, agresywni byli Mateusz Ponitka i Loyd – ten drugi, który grał w reprezentacji po raz pierwszy od wrześniowego EuroBasketu, szybko wszedł na poziom pamiętany z mistrzostw. Naturalizowany Amerykanin trafił cztery trójki, zdobył aż 14 z 21 punktów Polaków w pierwszej kwarcie. Ale Łotysze po 10 minutach mieli o dwa więcej – trafili pięć z dziewięciu trójek, wygrywali 23:21.

W przerwie między pierwszą a drugą kwartą kibice w ryskiej hali oklaskami przywitali Edgarsa Rinkevicsa i Karola Nawrockiego, czyli prezydentów Łotwy i Polski, którzy oglądali spotkanie siedząc obok siebie niedaleko parkietu. Politycy szeroko się uśmiechali i pozdrawiali fanów, ale potem do śmiechu było tylko temu pierwszemu – Łotysze regularnie trafiali do kosza, polski atak się zaciął. W połowie kwarty gospodarze prowadzili 36:27.

Problemem Biało-Czerwonych był fakt, że Loyd i Ponitka nie mieli wsparcia. Świetnie zgrany duet obwodowych zdobył 35 z pierwszych 37 punktów zespołu, co było statystyką i niespotykaną, i niepożądaną. Tak, jak można było się zachwycać inwencją i skutecznością liderów zespołu, tak można było narzekać na praktycznie zerową produktywność grupy wsparcia.

Jednak nie tylko atak był problemem – Polacy nie potrafili zatrzymać kolejnych trójek rywali. Gospodarze trafiali regularnie, ich przewaga wzrosła do nawet 10 punktów. Do przerwy było 48:42 dla Łotwy, która miała świetne 10/18 w rzutach za trzy. Wiadomo było, że koszykarze Igora Milicicia muszą poprawić defensywę na dystansie, żeby walczyć o wygraną.

I na początku drugiej połowy tak się stało – obrona była ustawiona nieco wyżej, nacisk na graczy z piłką był większy, co utrudniało Łotyszom konstruowanie akcji. A z lepszej defensywy Polaków wynikał lepszy atak – tu znów zdecydowanie najlepsi byli Loyd i Ponitka, którzy znajdowali drogę do kosza. Ale już nie tylko oni, bo dobry moment miał Jarosław Zyskowski i Biało-Czerwoni odzyskali prowadzenie.

Odzyskali, ale nie uciekli, zaczęła się gra kosz za kosz. Po trzech kwartach Polacy prowadzili 66:62, a rewelacyjny Loyd miał na koncie już 32 punkty, czyli tyle, ile zdobył w swoim dotychczasowym rekordowym występie w reprezentacji - na inaugurację EuroBasketu przeciwko Słowenii. Wspierający go w roli lidera Ponitka po 30 minutach miał 20 punktów.

Na początku czwartej kwarty Polacy wyszli na prowadzenie 72:65, chwilę później, po efektownym rzucie Loyda z półdystansu po obrocie, przewaga wzrosła do dziewięciu punktów. Ale Łotysze walczyli i wiadomo było, że każda chwila dekoncentracji może kosztować roztrwonienie przewagi. Polski atak się zaciął, indywidualne akcje Ponitki nie przynosiły skutku - na minutę i 14 sekund przed końcem gospodarze doprowadzili do remisu 79:79. 

Ostatni fragment spotkania był bardzo nerwowy, na parkiecie dochodziło do niejasnych sytuacji, które sędziowie rozstrzygali przy monitorze z powtórkami. Minutę przed końcem Ponitka trafił dwa wolne, a potem Polacy zagrali dobrą akcję w obronie, która zakończyła się przechwytem Loyda. Jego niecelna trójka dała jeszcze szansę Łotyszom - na niespełna cztery sekundy przed końcem Arturs Strautins wszedł pod kosz, trafił i był faulowany. Łotewski skrzydłowy wykorzystał rzut wolny i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 82:81.

Milicić poprosił o czas, Polakom zostało 3,7 sekundy na zwycięską akcję. Piłkę daleko za linią trójek dostał Loyd - Amerykanin wykonał dwa kozły, dodał do tego krok w tył uciekając obrońcy i trafił siódmą trójkę w tym meczu! Przepiękną, fantastyczną, zwycięską! 

Loyd zdobył 37 punktów, co jest jego nowym rekordem w reprezentacji Polski. Sekundujący mu Ponitka miał 27 punktów, siedem zbiórek i cztery asysty - także rozegrał fantastyczny mecz. Poza tą dwójką liderów w Rydze wyróżnił się w polskim zespole Dominik Olejniczak (12 zbiórek), plus można postawić także przy nazwisku jak zwykle aktywnego Michała Sokołowskiego (pięć asyst). 

W drugim piątkowym meczu grupy F Holendrzy pokonali na wyjeździe Austrię 81:71. W tabeli pierwsi są Polacy (3-0) przed Holendrami (2-1) i Łotyszami (1-2), ostatnie miejsce zajmują Austriacy (0-3). Do drugiej fazy eliminacji awansują trzy zespoły, które połączą się z grupą E, gdzie rywalizują Niemcy, Chorwacja, Izrael i Cypr. Z sześciu drużyn, które spotkają się w tym drugim etapie, do Kataru pojadą trzy.

Łukasz Cegliński
Więcej o: